Piątek, 30 października
Imieniny: Przemysława, Edmunda
Czytających: 3008
Zalogowanych: 3
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Po prapremierze „Autobusu”: W drodze do Częstochowy na gapę

Wiadomości: Jelenia Góra
Niedziela, 13 kwietnia 2014, 8:11
Aktualizacja: Poniedziałek, 14 kwietnia 2014, 7:33
Autor: Elster
Fot. Archiwum Teatru
W sobotni wieczór (12 kwietnia) na Scenie Studyjnej Teatru im. Norwida zaprezentowano premierę spektaklu „Autobus” w reżyserii i scenografii Julii Mark. To polska prapremiera utworu szwajcarskiego prozaika i dramatopisarza Lukasa Baerfussa, w przekładzie Mateusza Borowskiego i Małgorzaty Sugiery.

Dramat szwajcarskiego autora pokolenia czterdziestolatków Lukasa Baerfussa został napisany na zamówienie Thalia Theater w Hamburgu. „Autobus” przyniósł Baerfussowi tytuł dramatopisarza 2005 roku oraz nagrodę literacką Hanoweru - Gerrit-Engelke-Literaturpreis 2006, a w Szwajcarii otrzymał nagrodę Ingeborg Bachmann 2005.

Akcja rozpoczyna się od nieporozumienia. Wszystko dzieje się na drodze. Kluczową postacią staje się Erika (Agata Grobel intryguje i zachwyca), która ma na uwadze tylko jeden cel - musi następnego dnia dostać się do Czarnej Madonny w Częstochowie. Jeśli nie pojawi się na czas, grozi jej wielkie nieszczęście. Dziewczyna przez pomyłkę wsiada do niewłaściwego autobusu, który nie jedzie do Częstochowy, jak chciała, ale do hotelu spa w górach.

Jednak Erika jest wciąż pełna wiary. Nic nie jest w stanie powstrzymać samotnej uczestniczki pielgrzymki na Jasną Górę. Nawet agresywny, autorytarny, bezwzględny, sarkastyczny i szowinistyczny kierowca autobusu Hermann (w tej roli Jacek Grondowy), który zarzuca jej podróż bez biletu i uzależnienie od narkotyków. Wśród pasażerów autobusu znajdują się: rozsądna, lecz zimna i wyrachowana Jasmin (wyrazista Elżbieta Kosecka), tchórzliwy i obojętny dawny kolega Karl (Jarosław Góral znalazł dość materiału, aby znakomicie ożywić swojego bohatera) oraz poruszający się na wózku inwalidzkim pan Kramer (precyzyjny, smakowity epizod Kazimierza Krzaczkowskiego).

Jak się potem okaże, pasażerowie autobusu tworzą gang kontrolowany przez Hermanna. Ten czuje się dobrze tylko w swoim własnym systemie, który stworzył. Chce pasażerkę na gapę zmusić siłą, by pozostała w nocy w lesie. Erika jednak nadal naiwnie wierzy, że człowiek jest z natury dobry. Nawet jeśli Hermann wyrządzi jej krzywdę fizyczną, nie ma nad nią władzy, Erika może cierpieć.

Tylko nieśmiały właściciel stacji benzynowej Anton (Robert Mania stworzył przekonywującą budzącą sympatię postać) wydaje się mieć współczucie dla Eriki. Pomaga jej, dostrzega w niej kobiecość. Flirt obojga przemienia się we wspólne szaleństwa.

Julia Mark buduje precyzyjnie sceny, stawia kontrapunkty, tworzy spójny świat sceniczny bez pęknięć i przy tym porusza się płynnie w swej estetyce. Spektakl świetnie skupia w sobie wszystkie elementy prawdziwego thrillera, nie tracąc przy tym niepowtarzalnego charakteru. Niebanalny koncept reżyserki, jak również jej autorstwa oszczędna scenografia stanowi przeciwwagę dla trudnego tematu granic, w jakich wykorzystujemy religię do własnych celów. Rekwizyty (opony samochodowe, kanister na paliwo, wanna, krasnal ogrodowy) i kostiumy oddają złożoność zainfekowanej anarchią psychiki bohaterów. Temperaturę spektaklu podnosi i wyznacza rytm oprawa muzyczna Wojciecha Długosza, znanego szerzej jako Mr. Krime, który stworzył tło dźwiękowe, budując emocje i atmosferę.

Na uznanie zasługuje także praca Julii Mark z aktorami. Właściwie wszystkie role, za sprawą przenikającej głęboko „aż do trzewi” swoich bohaterów reżyserki, są dopracowane w szczegółach. Aktorzy wykonali dużą robotę. Najwięcej ekspresji wymagała kreacja Eriki, prowadzona dynamicznie przez Agatę Grobel. W roli protagonistki ma trudne zadanie aktorskie, ale radzi sobie wspaniale. Jej bohaterka wydaje się być wcieleniem prowincjonalnej gąski, która dojrzewa pod wpływem niebezpieczeństw, otwartej na świat, naiwnej, ciepłej i radosnej, ale także jest uosobieniem tajemnicy i zagrożenia.

Spektakl mówi o niewrażliwości i bezduszności ludzkiej. Reżyserka pyta w nim o sprawy ważne: o dobro, zło, zbawienie, grzech. Julia Mark doskonale wyczuwa kolażowy charakter tekstu i zainstalowaną w nim debatę o religii. Atmosferę wypełnia na przemian strach i nadzieja, okrucieństwo i modlitwa („Zdrowaśka”). Pojawiają się rozmowy na bazie wyrwanych z kontekstu wersetów biblijnych (m.in. Ewangelia św. Mateusza 7:3 czy Ewangelia św. Jana 14:2). Finałowa scena nie przynosi jasnych rozstrzygnięć. Okazuje się, że język tradycyjnych wyobrażeń religijnych jest już niewystarczający, by podjąć rozmowę na temat perspektyw życia wiecznego.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (17) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group