Sobota, 5 grudnia
Imieniny: Krystyny, Sabiny
Czytających: 2591
Zalogowanych: 2
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Parodia Big Brothera z małą kalorią humoru

Wiadomości: Jelenia Góra
Wtorek, 11 grudnia 2012, 11:27
Aktualizacja: 11:30
Autor: Elster
Wczoraj (10 grudnia) na deskach Teatru im. Norwida został wystawiony gościnny spektakl Jana Jakuba Należytego „Dieta cud” w reżyserii Piotra Dąbrowskiego, w wykonaniu warszawskiego Teatru Palladium. Widzów przyciągnęły przede wszystkim nazwiska aktorek, znanych z estrady oraz małego i dużego ekranu.

Kiedy jedenaście lat temu TVN wyemitował pierwszą edycję programu „Big Brother”, setki tysięcy Polaków zasiadało przez telewizorami. Perypetie mieszkańców domu Wielkiego Brata i podglądanie ich życia stało się tematem dość przewrotnej satyry „Dieta cud”, która jest niejako połączeniem komedii obyczajowej, farsy i kabaretu. Jej autor Jan Jakub Należyty jest sprawnym kuglarzem, który poprzestaje na warstwie rozrywkowej.

Akcja tego spektaklu rozgrywa się właśnie na planie telewizyjnej produkcji reality show „W domu Slim Brothera”. Oto w finale, po dziewięciu tygodniach z dziesięciu uczestniczek, które walczą o wygraną - 100 tysięcy złotych - oraz tytuł celebrytki, pozostają tylko trzy finalistki.

Do ostatecznej rundy przeszły: Doktor Maria (Alicja Dąbrowska), dziewczyna gangstera Lidia (Mimi Kokoski) oraz garderobiana w operze Jadwiga Columbo (Adrianna Biedrzyńska). Ich przygotowaniem do ostatniego odcinka programu „na żywo” zajmuje się wymagająca instruktorka Ewa Fitness (Ewa Kuklińska), piosenkarka i aktorka, niegdyś ikona seksu. Wygra ta, która straci na wadze najwięcej. Liczy się więc nie tylko każdy kilogram, ale także każdy gram. Największą szansę na wygraną ma ta, która w „ostatnim ważeniu” zrzuciła najwięcej kilogramów i uzyskała najwięcej sms-ów.

Oto cztery kobiety spotykają się w reality show, spędzają razem wieczór, ukrywają problemy, nieśmiało mówią o swoich marzeniach i pragnieniach. Chcą być kochane i akceptowane. Każda z nich chce wyglądać atrakcyjnie, czyli w polskiej mentalności zbudowanej na bazie szowinistycznych wyobrażeń o ideale, musi schudnąć i wejść w mniejszy rozmiar.

Rywalizujące ze sobą kobiety nie zawsze przestrzegają zasad fair play, a zasada „cel uświęca środki” staje się głównym motorem ich poczynań. Aż do momentu, gdy okaże się, że w tym cały zamieszaniu one są najmniej ważne. Liczy się sponsor, show, smsy od widzów i nade wszystko wysoka oglądalność. By ją osiągnąć realizatorzy ujawnią najbardziej skrywane tajemnice uczestniczek Slim Brothera. Ich ofiarą padnie nawet prowadząca show. Tymczasem w finale wygrywa Lidia, która schudła 17 kilogramów.

Każda z finalistek skrywa jakąś tajemnicę z przeszłości. Jadwiga ma chorego męża. Lidia dowiaduje się, że chłopak – gangster Glaca, dla którego się odchudzała, od dwóch lat ma żonę i sponsoruje program jako producent wody mineralnej „Bobrowianka”. Maria wiele lat temu oddała swego syna Kacpra do domu dziecka. Lidia zrzeka się wygranej na rzecz Marii, która przeznacza ją na zakończone powodzeniem leczenie wnuczka.

Choć spektakl porusza problemy bliskie wielu kobietom, całość jednak zgrzyta przeraźliwie. Co dostaniemy jakiś celny komentarz na temat życia, to w chwilę później niszczy go żart tak prymitywny, że aż przykro słuchać. Cztery przedstawicielki płci pięknej zbudowane są z dość stereotypowych figur, przedstawione są w sposób typowy i uproszczony, akcję napędza splot komicznych sytuacji, a całość wybrzmiewa w niewyszukanym stylu i kończy się happy endem.

Jak w tym wszystkim radzą sobie znane i cenione aktorki? Różnie. Starają się grać najlepiej, jak potrafią, czasem próbując nawet przemycić rys dramatyzmu do spektaklu. Na pewno całkiem przyjemna część spektaklu to piosenki. Słowa znanych kompozycji (m.in. z filmu „Desperado”) komentują sytuacje i wyjaśniają pewne sprawy. Teksty zostały dopisane do melodii na potrzeby spektaklu.

„Dieta cud” to po prostu czysta rozrywka. A jako że w rozrywce chodzi głównie o to, by było wesoło, to i teksty pojawiają się wesołkowate. Tyle że efekt jest taki, iż mimo poważnych dramatów trapiących bohaterki spektaklu (rozstanie, brak dziecka) po całym tym zestawie smutków przedstawienie po prostu się prześlizguje - traktując je zbyt lekko. Czasem po prostu wystarczyłoby zrezygnować z niektórych prymitywnych żartów, które wręcz na siłę i niepotrzebnie są wbite w tekst. Dużo tu dysonansów i nierówności, i to na różnych poziomach. Spektakl zagrany jest sprawnie, ma niezłe tempo, może zaciekawić, gdy nagłe - bum! głupawy żart, nijak nieprzystający do tematu rozwala całość na łopatki. Wszystko to raczej przypomina grę na czas i ilość niż jakąś metaforę.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (12) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group