Środa, 2 grudnia
Imieniny: Piotra, Pauliny
Czytających: 7478
Zalogowanych: 11
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Orła wzloty i upadki

Wiadomości: Region Jeleniogórski
Sobota, 23 sierpnia 2008, 7:59
Aktualizacja: 8:54
Autor: Anna Pisulska
Fot. Ania
Zakłady Lniarskie Orzeł S.A. w Mysłakowicach, niegdyś potęga dająca utrzymanie tysiącom ludzi, to dzisiaj przedsiębiorstwo na granicy upadłości. W kasie są grosze, przez które prześwituje dno, a zadłużenie sięga milionów złotych. Wszystko przez brak nowoczesnych technologii i rynku zbytu.

– W zakładzie nie było przemyślanej organizacji pracy, dlatego teraz staramy się ją stworzyć, szukamy menadżerów i sprawdzamy kompetencje pracowników – mówią Rafał Czupryński i Marcin Szawłowski, członkowie rady nadzorczej, oddelegowani do zarządu.
Pracują od miesiąca, kiedy to za niegospodarność odwołano ówczesny zarząd firmy i na okres trzech miesięcy powołano nowy, który ma uratować fabrykę przed bankructwem.

Fabryka zajmuje ogromne przestrzenie, które są teraz niewykorzystane, a widok pustych hal i kilkudziesięciu stojących maszyn jest przerażający.
– W tej chwili nie ma produkcji, więc fabryka nie zarabia na siebie, nie mówiąc już o przynoszeniu zysków. Wielu pracowników, którzy mają szansę na znalezienie zajęcia, zwalnia się z pracy – mówi Antoni Zakrzewski, szef „Solidarności”.

W Orle pracuje wielu mieszkańców gminy Mysłakowice. Boją się jednak, że podobnie, jak inni też stracą etaty. Fakt, że w okolicy o zatrudnienie nie jest łatwo powoduje, że strach przed bezrobociem jest jeszcze większy. Część już zarejestrowała się w pośredniaku.

– Fachowcy, tacy jak elektrycy, z pewnością znajdą zajęcie, ale co mają zrobić kobiety, które przez kilkanaście lat pracowały na przędzalni i nie umieją robić nic innego? Musiałyby się przekwalifikować, ale wiąże się to z kosztami, które nie każdy jest w stanie ponieść – mówi Wojciech Kosierkiewicz, technolog.

Fabryka od grudnia ubiegłego roku przyniosła cztery miliony strat, a na jej bankowym koncie jest całe dwa tysiące złotych. Zarząd zapewnia jednak, że zakład nie ogłosi bankructwa.
– Nie planujemy wyprzedaży majątku firmy, ani ogłoszenia upadłości – zapewnia Rafał Czupryński.

Przed nowym zarządem stoi bardzo trudne zadanie. Musi sprawić, żeby firma, posiadająca dwa tysiące złotych na koncie, unieruchomione maszyny, bez rynku zbytu i z nieopłacalną produkcją, zaczęła przynosić zyski. Pozostaje jeszcze kwestia pracowników, którzy każdego dnia zastanawiają się nad tym, czy jutro dalej będą mieli pracę? Na odpowiedź na te wszystkie pytania musimy poczekać. Na razie zarząd zapewnia, że zakład nie zostanie zlikwidowany.

Mysłakowiczanie pamiętają jeszcze lata świetności fabryki, kiedy zatrudniano w niej kilka tysięcy ludzi. Począwszy od dyrektora po pracownicę produkcji byli to ludzie miejscowi, którzy traktowali zakład, jak własny dom. Osiedlili się tutaj ludzie z całej Polski. Każdemu zależało na tym, żeby Orzeł dobrze funkcjonował.

– Była to wykwalifikowana kadra, ponieważ w fabryce stawiano przede wszystkim na edukację. Dzisiejsi pracownicy to ludzie, którzy nie posiadają wystarczającej wiedzy o produkcji lnu – mówi Stanisław Stefański, były pracownik. – Nawet stroje sprzedawane w sklepie zakładowym dawno wyszły z mody, ponieważ marynarki i spódnice są szyte tak samo, jak dwadzieścia lat temu. Brak w nich pomysłu, a to podstawa rozwoju firmy.

– Te maszyny pracowały przez wiele lat, teraz stoją bezczynnie – gorzko mówi technolog Wojciech Kosierkiewicz.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (6) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group