• Piątek, 13 grudnia 2019
  • Godz. 21:28
  • Imieniny: Łucji, Otylii
  • Czytających: 6677
  • Zalogowanych: 10
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

O sporze w teatrze w dolnośląskim eterze

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Wtorek, 3 lutego 2009, 18:28
Aktualizacja: Czwartek, 5 lutego 2009, 8:17
Autor: TEJO/Mar
Fot. TEJO
Debatę między protestującymi aktorami Teatru im. Norwida broniącymi kierownika artystycznego Wojtka Klemma oraz z Hubertem Papajem, szefem rady miejskiej i Cezariuszem Wiklikiem, przewodniczącym komisji kultury, sportu i turystyki z radzie – z udziałem Zbigniewa Szereniuka – zastępcy prezydenta miasta, nadało dziś po południu Polskie Radio Wrocław.

W programie Popołudnie z Radiem Wrocław nadawanym „na żywo” z Jeleniej Góry prowadzący mówił o proteście aktorów, którzy jak sam podkreślał, stają w obronie dyrektora artystycznego nazywając radnych ignorantami czy uzurpatorami.
- Nie rozumiem, dlaczego najpierw ogłasza się konkurs na dyrektora, a potem uchwala statut, który eliminuje z możliwości ubiegania się o to stanowisko pana Klemma – pytała aktorka Małgorzata Osiej-Gadzina.
- Od półtora roku, od kiedy tutaj pracuję, kolejne przedstawienia stają się sukcesem teatru, zapraszane są na znaczące festiwale teatralne – mówiła Anna Ludwicka – mamy coraz wyższą pozycję w kraju i to jest również zasługa naszego dyrektora artystycznego.

- Słucham tej dyskusji ze narastającym zdumieniem i widzę, że aktorzy nie rozumieją procedur samorządowych – tłumaczył przewodniczący komisji kultury Cezary Wiklik.
- Od dwóch lat nie dostałem od państwa żadnego pisma odnoszącego się do oczekiwanych statutu teatru – mówił przewodniczący rady Hubert Papaj w odpowiedzi na zarzut Andrzeja Kępińskiego, że nie rozpatrywano propozycji zmian w statucie poprzednio obowiązującym.

- Chodzi nam o to, że wymagań zapisanych w konkursie na stanowisko dyrektora nie spełnią nawet najbardziej uznani reżyserzy teatralni, jak Lupa czy Warlikowski. Czy ich też nie chcielibyśmy w Jeleniej Górze? – tłumaczyła Małgorzata Osiej-Gadzina.

- Mam wrażenie, że toczymy dyskusję na tematy nie do końca jasne – mówił zastępca prezydenta Zbigniew Szereniuk. – Warunki postawione kandydatom są na tyle szerokie, że może je spełnić bardzo wiele osób. Musi jednak spełniać warunek istotny, dziesięć lat pracy i pięć na stanowisku kierowniczym. Może to być też wykształcenie artystyczne.

- To jest konkurs ogłoszony na stanowisko menadżera, a nie dyrektora teatru, który ma odpowiadać za kształt artystyczny, stąd nasz wielki niepokój – tłumaczyła Joanna Wichowska kierownik literacki.
- Chodziło właśnie o to, żeby władzę w teatrze oddać jednej osobie, która na swoje wyobrażenie ukształtuje scenę, nie chodzi tutaj o wyeliminowanie kogokolwiek – przekonywał Cezary Wiklik.

-Ja nie podpisałam tego listu, bo uważam, że w teatrze dzieje się źle – mówiła tymczasem aktorka Elwira Hamerska-Kijańska – nam zależy na tym, żeby do teatru przychodzili ludzie, a tymczasem jest ich coraz mniej. Uważam, że powinniśmy wystawiać takie przedstawienia, na które będą chcieli przychodzić widzowie.

W odpowiedzi dyrektor Klemm przedstawił wyniki sprzedaży sztuk wystawianych w ostatnich trzech miesiącach. Według tej listy liczba widzów wahała się między 70 a prawie 90 procent. Jednak wyliczenie za cały rok, przestawione przez przewodniczącego Papaja, wskazuje na 50 procentowy spadek frekwencji.

- Jeśli nie zostanie pan naczelnym, przecież nowy dyrektor, być może specjalista menadżer, zaangażuje pana do pomocy przy prowadzeniu teatru – zwrócił się do kierownika artystycznego Klemma przewodniczący Wiklik na zakończenie dyskusji.

Aktorzy podczas całej debaty podkreślali, że nie chodzi im o obronę Wojtka Klemma, tylko o naruszenie zasad zarządzenia jednostką kultury. Tymczasem prowadzący audycję zaznaczał, że z listu protestacyjnego jednoznacznie wynika, że w całym sporze chodzi właśnie o W. Klemma. Artyści nie potrafili logicznie wyjaśnić, skąd ta rozbieżność. - Może państwa wizji teatrem powinien zarządzać artysta z pomysłami, który miałby u boku menedżera potrafiącego sprzedać taki właśnie teatr? - pytał prowadzący. Niektórzy aktorzy potakiwali tym słowom.

Zastępca prezydenta Zbigniew Szereniuk, niemal jednym głosem z przewodniczącym Papajem i radnym Wiklikiem, podkreślił jednak, że miasto zakłada odwrotną wizję: to menedżer będzie głównym szefem teatru. - Będzie miał możliwość utworzenia swojego schematu organizacyjnego i zatrudnienia jako zastępcy lub kierownika osoby, która pokieruje artystyczną stroną placówki.

- Widzę, że nadal nie można osiągnąć porozumienia, konkurs zostanie rozstrzygnięty do końca marca i wtedy powrócimy do sprawy przyszłości jeleniogórskiej sceny – zakończył prowadzący audycję.
Niewiadomych rzeczywiście jest wiele, ponieważ nawet Wojtek Klemm nie wie, czy wystartuje w konkursie na dyrektora, mimo że wcześniej deklarował taką chęć. Dziś powiedział, że jeśli miałby być tylko gest a i tak jego kandydatura odpadłaby z powodów formalnych, to taka postawa nie miałaby sensu.

Czy dzisiejsza debata coś wniosła do sytuacji w teatrze? Na pewno nową wartością jest rozmowa, a nie wymiana opinii w listach otwartych. Czekamy na kolejne "akty" tego swoistego reality show, choć lepiej by było, żeby ten rzeczywisty dramat zastąpiło kasowe przedstawienie, choćby na scenie studyjnej.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (38) Dodaj komentarz

~No i będzie ... 3-02-2009 19:23
Specjalista Naczelny Menadżer, ale z Wojtkiem się nie dogada i będzie zgrzytać. Mam nadzieję jednak, że wróci czas dobrego teatru w Jeleniej. Patrząc na fotki: Hubert jak zwykle elegancki :) natomiast Cezariusz (!) a cóż on założył na siebie? A może jednak znienawidzony garniturek byłby lepszym przyodziewkiem na takąż okazję jak dzisiaj?
~Joanna Czajka 3-02-2009 19:28
Każdy mówił o swoim. Nie widzę z tego tekstu by wypracowano jakieś wspólne stanowisko.
~widz ... były 3-02-2009 19:59
Przez ostatnie 3 miesiące ?! - jak się słoma pali pod siedzeniem ?. Za dużo to Pan Wojtek nie powiedział... w takim razie Panu już dziękujemy ! I kolegom Pana - aktorom - również. Pani E. Hamerska-Kijańska - nie dość, że zawsze elegancka kobieta to mądrze mówi, a ja tęskinię za "Merylin Mongoł" w jej wykonaniu. Pozdrawiam
~astrolog 3-02-2009 20:07
ten konflikt to początek całej serii jaka grozi w Jeleniej Górze na skutek \"specyficznego\" stylu sprawowania władzy
~Grenn 3-02-2009 20:08
Biedni Jeleniogorzanie! Ten konflikt jest wydumany. Zaraz przyjedzie pod teatr TVN, Wyborcza, Polityka i Polsat. I bedziemy slynni w calej Polsce, ze chcemy wyrzucic z teatru lewaka zydowskiego pochodzenia... Po co cala ta awantura i szukanie dziury w calym? Aktorzy NIE UMIEJA CZYTAC i nie rozumieja, co jest napisane w statucie. Nie rozumieja, czym sie rozni rada miasta od prezydenta, co to jest samorzad itd. Skonczcie te szopke, albo wystawcie w teatrze!
~ago od kosmosu 3-02-2009 20:18
Pan Cezariusz Wiklik dostosował się strojem do "artystów", natomiast pozostali Radni ubrali się jak na BardzoWażnePosiedzenie Rady Miejskiej. Pan HP nawet jakby worek założył to i tak będzie dobrze w nim wyglądał. I prawdę mówiąc w porównanu do strojów aktorów Pan CW wyglądał aż za dobrze. Oni także się zbytnio nie wysilili, jak zwykle prezentując nonszalancję wobec wszystkiego i wszystkich. Widać uważają, że jak na wieś Jelenia Góra to aż za dobrze wyglądają.
~optymistka Nr 2 3-02-2009 20:21
świetne zdjęcie nr 8. Pozdrowienia dla fotografa.
~anty 3-02-2009 20:24
Całe nieszczęście bierze się stąd, że w obecnej kadencji wykrystalizowała się grupa kilku radnych, którzy znają się na wszystkim. Czy to mowa o budżecie, czy o kraterach na księżycu; czy dyskusja o inwestycjach, czy też o tajemnicy życia; czy o teatrze jako murach, czy o ludziach teatru - oni posiedli wiedzę wszelaką i tajemną. Dochodzi do tego intonacja nieznosząca sprzeciwu, zadufanie i mniemanie o wyjątkowym posłannictwie do spełnienia, nawet jeśli mieszkańcy czegoś zwyczajnie nie chcą. Postawy te spotęgowane są przez prezydenta, który "wie najlepiej"...
~aristo 3-02-2009 20:45
Aj, aj aj zdjęcie nr 5
~:) 3-02-2009 20:58
lepiej miec kilku radnych z glowa na karku niz prezydenta z glowa w chmurach...... czy moze ktos wytlumaczyc aktorom, ze jak tak dalej pojdzie to teatr Norwida bedzie pracowal jak kino LOT - tzn 5 osob na widowni i premiery sprzed 2 lat?......a tymczasowy prezydent, przez ponad rok przewlekal sprawe (moze sie uda i nikt nie zauwazy), przewlekal wiec swoje epokowe decyzje i teraz sie zrobil niezly bajzel :) - panie prezydencie! litosci! moze chociaz slowko drobne z pana ust....?
~ago od kosmosu 3-02-2009 21:08
Większość aktorów, w strojach, które prezentowali na tym spotkaniu, nie zostałaby wpuszczona nawet do "KALIGRAFII". Tamten przybytek NIE DLA DRESIARZY. A do TEATRU można widać i W BLUZACH Z KAPTUREM. Skoro nawet sami aktorzy są w nie ubrani...
~Ludwik 3-02-2009 21:29
O Wojciech W. wielki krytyk teatralny hehehe... po germanistyce na KK. Tacy ludzie piszą recenzje ze sztuk swoim kolegom pomyśli lewicowej. Klub Wzajemnej Lewackiej Adoracji niemający nic wspólnego z socjalizmem reprezentowanym choćby przez SLD ( lub jego część). Grupka ta uwiła sobie w Jeleniej Górze całkiem miłe i przyjemne gniazdko, jednak jak widać do czasu...
kazimierzp 3-02-2009 21:59
W różnych miejscach toczy się dyskusja o teatrze! O naszym teatrze! Na samej "jelonce" jednego dnia w czterech miejscach! Widać, że los teatru i tego co się w nim dzieje nie jest jeleniogórzanom obojętny! Cały czas wszyscy kręcą się wokół "tematu", dotykając czasami przedmiotu, powodu tej dyskusji! Najpłytsze są głosy o ubiorze (trudno ubierać się w garnitur do nagrania radiowego), doszukuje się lewicowości wśród tych co bronią pana Klemma, choć akurat na wniosek jeleniogórskiej lewicy połączono w statucie stanowiska dyrektora naczelnego i artystycznego! W teatrach tej wielkości z reguły te dwie funkcje są łaczone. Kiedy połączono teatr animacji z dramatycznym dla spokoju tej części "dramatycznej" zaproponowano istnienie stanowiska "artystycznego" aby uspokoić obawy aktorów że ich "animacja" zdominuje! Teraz kiedy mają "swój" teatr, czyli dramatyczny bez animacji takie łączenie jest niepotrzebne! Dlatego uważam, że dobrze zrobiono wpisując zmiany do statutu! Co te wszystkie dyskusje dadzą! Obserwując temperaturę sporów, dobór słów używanych ze wszystkich stron to należy stwierdzić, że sygnatariusze listu powoli wylewają "dziecko z kąpielą!" Po tej "bitwie" wiele osób zaczyna odczuwać niechęć do członków zespołu teatru wśród których jest wiele zdolnych osób i przy tym na co dzień bardzo sympatycznych! Nie wiadomo, czy w tej sytuacji będzie wielu chętnych do stanięcia w szranki konkursu! Jeżeli przyjdzie nowa osoba, może wspaniała, może taka która będzie wstanie wspiąć się na wyżyny, to czy zespół zechce z nim pracować, lub też czy ten "nowy" zechce pracować z takim zespołem. Ciekawe, jak to wszystko się zakończy? Mam nadzieję, że mimo tych "awantur" to dobrze!
~ago od kosmosu 3-02-2009 22:53
do Pana KazimierzaP. Panie Kazimierzu, ci ludzie wybrali się tam nie tylko dla samego mikrofonu, ale również dla siebie samych. Jak ktoś ubiera się na zapowiedziane spotkanie z radnymi i z dziennikarzami w bluzę od dresu, to oznacza, że nie szanuje swoich adwersarzy.
~do kazimierzap 3-02-2009 22:55
Jak zwykle w tym tekście dużo smrodu dydaktyczno-wychowawczego
~do: kazimierzp 3-02-2009 23:28
Na przykładzie Pani Aliny Obidniak widać, że można..., ale teraz osoba, która miałaby pełnić funkcję naczelnego i artystycznego dyr., musiałaby spełniać nie tylko warunki przewidziane w konkursie czy statutach, taka osoba musi być osobą WŁAŚCIWĄ ! A czy są tacy chętni, którzy teraz wszystko na nowo odbudują ..? Nie ma ? To się znajdą, wystarczy ogłosić konkurs. Kto tylko posprząta ten - za przeproszeniem - zapyziały wielowarstwowy bałagan, bo nie ma takiego świętego, któremu miałoby to się udać - dwie funkcje dyrektorskie i dodatkowy etat - najcięższej - pracy: posprzątać ! Hmm, "trudno ubierać się w garnitur do nagrania radiowego..?" - a Panu trudno ubierać się w domu w spodnie pod kant dla żony czy rodziny ? Po domu chodzi Pan w dresie, czy rozciągniętych gaciach ? - objaw kultury i konkluzji na poziomie oceanicznej głębii...
~BC do kazimierzp 3-02-2009 23:58
Uwagi dotyczące wyglądu zewnętrznego wcale nie sa płytkie! Pan Wiklik nie poszedł "do powodzi" ani na piwo z kumplami, tylko reprezentuje nas - mieszkańców JG i to w poważnej debacie na temat naszego jeleniogórskiego teatru. Tu wcale nie chodzi o wygląd do "nagrania radiowego" ale o swoisty szacunek do protestujących aktorów. Mało istotne, że sami aktorzy wygladają jak przysłowiowe "wsioki" - kontrast byłby bardziej czytelny. Pan Radny-dresiarz raczej nie wzbudzał respektu żadnej ze stron spotkania a przy tym wyglądał śmiesznie. Nawiasem - cały ten szum "wokół sprawy Klemma" jest również śmieszny.
~ 4-02-2009 0:38
Pan przewodniczący na dyrektora teatru by się nadawał. Ma doświadczenie z Jeleniogórskich Elektrowni Wodnych, skąd nie mogą go odwołać bez zgody rady. Ma też doświadczenie z rady nadzorczej KARRu, z rady społecznej szpitala, no i doświadczenie z Samoobrony.
~Liczy 4-02-2009 0:39
A skąd to taki duży odsetek widowni na spektaklach? Remont i 3/4 foteli wyniesiono czy co?... A może metoda Gierka?...
~Okienko 4-02-2009 1:05
Pani Hamerskiej-Kijańskiej nie pamiętam szczególnie ze spektakli (nie miałem szczęścia widzieć wszystkich sztuk z czasów przedklemmowych), ale swoją wypowiedzią zarobiła u mnie ogromnego plusa.
~Won z Jeleniej Góry! 4-02-2009 8:17
Dlaczego Jelenia Góra daje się wciągać w podłe gierki Wrocławia. Czy wy panowie radni nie wyczuwacie, że Wrocław prezentuje następującą filozofię: u nas we Wrocławiu to wielka kultura, wielkie budowle, wielki przemysł a wy na prowincji tylko się żrecie, my musimy was godzić i roztaczać nad wami ojcowską opiekę. Otrzeźwiejcie panowie radni do cholery! A co takiego dobrego Wrocław dla nas zrobił? Może nad tym zacznijcie sie zastanawiać i wtedy do takiej debaty zaproście Radio Wrocław.
~ 4-02-2009 8:20
ja się zastanawiam dla kogo ten teatr jest? jak dla nas to niech robią sztuki pod publiczność a jak dla nich to niech się zamkną na cztery spusty i pieniądze sami sobie organizują na barachło i może Klemm to artysta całą gębą, toż to artyści są niezrozumiali dla reszty społeczeństwa przez swoje pokrętne myślenie i chadzanie innymi ścieżkami, tylko jeżeli tak jest to niech zmieni nastawienie albo dajcie mu osobę która jego sztuki dokręci tak aby reszta mogła zrozumieć o co w tym chodzi. Bo po oglądnięciu sztuki mam wyjść szczęśliwy lub z zadumą myśleć nad problemem moralnym który był poruszany podczas spektaklu a nie jak to jest teraz wychodze i nic nie rozumiem, nic nie pamiętam i już nie chodzę... A jeżeli człowiek po tylu uwagach do swojej działalności dalej nie potrafi się zmienić, to może mu definitywnie podziękujemy? po co drążyć temat skoro gorzej być nie może... 70-90 % tak a ile biletów zostaje po rozdaniu dla administracji publicznej? 20-30 sztuk? to się nie dziwie że taką średnią naliczył, skoro większość publiczności to są ludzie którzy dostają bilety od swoich pracodawców lub w prezencie... i biznes się kręci a statystyki rosną, i NAJWAŻNIEJSZE! tylko ile w tym ludzi którzy przychodzą z samej ciekawości do teatru a nie z przymusu wykorzystania biletu?
~Polityka informacyjna Wrocławia 4-02-2009 8:28
Przy okazji. Kiedy wreszcie zostanie zorganizowana dyskusja nad polityką informacyjną TV Wrocław. TV Wrocław ma prezentować głos całego województwa aprezentuje w 70 % sam Wrocław. Prezentuje w ohydny sposób przedstawiając głównie te wiadomosci spoza Wrocławia, które dotyczą patologii. Wrocław nie chce identyfikować się z regionem!
~ 4-02-2009 8:30
- Czyli, że jakieś konkluzje, bo o konkursie do końca marca było już wiadomo ..? Z zainteresowaniem patrzę na zdjęcia z oficjerami i artystami podczas ...debaty - ale którzy są którzy ? W ładnym wnętrzu widać pana w garniturze i panią w czerwonym żakiecie. Dalej nie wyróżnia się nikt wśrod nieświeżo wyglądających facjat - ogólnie mówiąc, mało estetyczny widok obrazu raczej z podrzędnej knajpy, gdzie rozprowadzanie używek jest nie do końca zabronione. Proszę o podpisanie zdjęć. A moja konkluzja jest taka, że chyba komuś zależało na występie w programie Popołudnie z Radiem Wrocław. Szkoda, że nie mają lepszego repertuaru... Pozdrawiam.
~aristo 4-02-2009 8:50
Jedno nie ulega wątpliwośći. Obrońcy Wojtka oddali mu przysłowiową "niedźwiedzią przysługę". No ale tak to jest, jeżeli uwielbienie przywódcy przysłania racjonalne spojrzenie. I już nie chodzi nawet o samo wsparcie, nawet pisemne, ale o jego treść i styl. Dzięki podpisanym pod pismem aktorom sytuacja wojtka staje się coraz bardziej klarowniejsza. WOJTEK MUSI ODEJŚĆ. I odejdzie!
~na temet 4-02-2009 9:09
patrze na te fotki/super zreszta/ i mysle - toz ci aktorzy to sami zmeczeni starsi ludzie.Moze niech ida na emeryture? a do naszego/?/ teatru przyjda mili,usmiechnieci i chetni do pracy!
piipi 4-02-2009 12:23
..spory sa wszedzie,a aktorzy (niektorzy) maski traca !!.Tam jest rowniez bez...talencie.
~katja 4-02-2009 14:33
no to sie aktorzy nasi potrafią wypromować "medialnie"
~mania 4-02-2009 19:22
rozsmieszyl mnie ostatni komentarz katja!
~do piipi 4-02-2009 20:28
beztalenciem i to ogromnym to ty jesteś! Aleś ty prymitywna i beznadziejna baba!
~ago od kosmosu 5-02-2009 6:48
W poście z z 8:20 poruszono ważną rzecz: rozdawnictwo biletów dla władz ("gości"), korzystanie z tego przez zapraszanych dygnitarzy jest moralnie dwuznaczne. Jeżeli teatr przynosi stratę, to władze przyjmując darmowe bilety jeszcze tę stratę pogłębiają.
~kopiuj-wklej 8-02-2009 7:45
Kosmos - Przyszedłem do zakurzonego teatru, gdzie pajęczyny pokrywały zarówno kąty sceny, jak i niektórych ludzi siedzących już od lat na wygodnych posadkach. Uświadomienie nam wszystkim, że trzeba się ruszyć i dalej rozwijać, nie było łatwe, ale zespół aktorski wspiera mnie murem. Moi aktorzy wyraźnie czują, że ciężka i intensywna praca to jedyna droga do sukcesu - mówi WOJTEK KLEMM, dyrektor artystyczny teatru w Jeleniej Górze. «Wojciech Wojciechowski: Dlaczego zdecydowałeś się wystartować w konkursie na dyrektora artystycznego Teatru Jeleniogórskiego? Wojtek Klemm: Zostałem zaproszony do wzięcia udziału w konkursie. Sformułowanie programu artystycznego, a także jego realizacja są ciekawym wyzwaniem dla każdego reżysera. Chciałem spróbować i posmakować tej innej pracy. W.W.: Za tobą pierwszy sezon. Jakie są refleksje? W.K.: "Ach, ciemny, towarzysze, ciemny jest ten kosmos" - powiedział Jurij Gagarin w dramacie Heinera Müllera. W.W.: Tylko tyle? Nie był to jednak taki zwyczajny sezon zarówno pod względem artystycznym, jak i samej pracy w teatrze. Były sukcesy, porażki, rozczarowania, a nawet konflikty personalne. W.K.: Porażki? Tych było mniej. Przynajmniej na artystycznym poziomie żadnej. Przyszedłem do zakurzonego teatru, gdzie pajęczyny pokrywały zarówno kąty sceny, jak i niektórych ludzi siedzących już od lat na wygodnych posadkach. Uświadomienie nam wszystkim, że trzeba się ruszyć i dalej rozwijać, nie było łatwe, ale zespół aktorski wspiera mnie murem. Moi aktorzy wyraźnie czują, że ciężka i intensywna praca to jedyna droga do sukcesu. Niestety, nie można powiedzieć, aby wszyscy w tym teatrze to rozumieli. W.W.: To znaczy? W.K.: Nie ma sensu pogłębiać tego tematu. Faktem jest, że dziś teatry pracują inaczej, rozwijają się inaczej niż przed trzydziestu laty. Nie wszyscy są gotowi na radykalne zmiany, nie wszystkim chce się pracować na rzecz aktorów i sceny, aby teatr mógł rosnąć w jakości. Sercem teatru jest zespół aktorski i scena. Praca artystyczna jest tym, co legitymuje pobyt każdego innego pracownika w teatrze. To, co robią aktorzy i reżyserzy, należy chronić i wspierać. W końcu zależymy od tego wszyscy - czy to ja, czy też administracja teatru. Przez długie lata bywało tu inaczej, proporcje były zachwiane. Powrót do normy jest teraz ciężkim procesem. W.W.: Miniony sezon to nie tylko duża liczba premier, ale przede wszystkim zmiana tożsamości teatru, którego repertuar stał się bardziej ambitny i wymagający. Czy dziś podjąłbyś takie same decyzje artystyczne? W.K.: Zdecydowanie tak i wydaje mi się nawet, że teraz, po pierwszym sezonie mojej dyrekcji, podjąłbym dużo bardziej radykalne decyzje, których wcześniej unikałem, ponieważ wydawało mi się, że mogą być powodem wielu konfliktów. W.W.: Co masz na myśli? W.K.: Chodzi tutaj o decyzje personalne i repertuarowe. Na przykład błędem okazało się to, że pozostawiłem dwa spektakle z poprzedniego sezonu. Jednak od większości realizacji, które powstały wcześniej, się odciąłem i uważam, że taka polityka jest najbardziej prawidłowa. W.W.: Odciąłeś się i powstał zupełnie inny teatr od tego, który był prezentowany przed twoim przyjściem, ale sytuacja jest jednak dziwna, ponieważ spektakle, które powstały w Teatrze Jeleniogórskim, są podziwiane przez przyjezdnych, publiczność festiwalową, a nie przez tutejszych widzów. W.K.: To rzeczywiście ciekawe, że spektakle, które w innych miastach przyciągają, są tutaj uważane za zbyt wyrafinowane. Dziwi mnie to, ponieważ ludzie, którzy tak mówią, nie doceniają tutejszej publiczności, a ona jest bardzo mądra. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że czasami potrzeba więcej czasu, by widz zaprzyjaźnił się z tą ofertą, którą mamy mu do zaproponowania. W.W.: To kwestia wychowania sobie publiczności? W.K.: W teatrze także zmieniają się smaki, gusta, tematy i opowiadane historie. Takie zmiany są w jakiś sposób również bolesne dla widza, który ma na przykład swoich ulubionych aktorów, a dyrektor akurat zmienia obsadę. W Jeleniej Górze zatrudniłem siedem młodych osób, które zintegrowały się ze starym zespołem. W.W.: Tworząc repertuar na ten sezon, wsłuchiwałeś się w głos ulicy, jeleniogórskiej publiczności, to, co mówią widzowie? W.K.: Po pierwsze, nie jestem w tym teatrze po to, aby się każdemu podobać. Po drugie, ukłonem w stronę najbardziej zagorzałych krytyków linii repertuarowej teatru w Jeleniej Górze jest na przykład dalszy ciąg pracy nad klasyką. Po Elektrze i Klątwie proponujemy na początek Intrygę i miłość Friedricha Schillera. Będzie również Paweł Demirski, który pisze dla nas bajkę, i pojawi się dramat Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk. W.W.: Starałeś się poznać w jakiś sposób jeleniogórską publiczność? W.K.: Oczywiście. W rozmowie i przez dokładną obserwację miasta oraz samych widzów, tego, jak reagują na spektakle. Jestem zawsze otwarty na kontakt. Program naszego teatru jest także wynikiem tych obserwacji i sposobem znalezienia odpowiedzi na pytanie, czego w tym mieście brakuje, co mogłoby poruszyć. W.W.: Czy są jacyś dyrektorzy, na których się wzorujesz? W.K.: I tak, i nie. Tak, bo widzę, jak pracują inni, i staram się także osiągnąć pewien poziom w pracy. Nie, bo jestem jak najbardziej świadomy, że każdy teatr i każde miasto potrzebują innej "recepty" na pracę. W.W.: A jakiej recepty potrzebuje Jelenia Góra? W.K.: Miastu jest potrzebny teatr, który budzi, zmusza do myślenia, oferuje rozrywkę i często jest lub może być niewygodny. Szczerze przyznaje się jednak, że idealnym wzorcem pracy teatralnej w Polsce był Teatr Wybrzeże w Gdańsku za czasów dyrekcji Macieja Nowaka. Teatr zaangażowany, zespół na wysokim poziomie i wielka liczba produkcji. Teatr jako centrum życia w mieście. W.W.: Jakimi cechami powinien charakteryzować się dyrektor artystyczny, kierujący placówką budżetowa w polskiej rzeczywistości? W.K.: Musi mieć odwagę podejmować niewygodne decyzje - to jest niewątpliwie bardzo trudne, ponieważ mają one ogromny wpływ na życie innych ludzi. To trzeba wiedzieć, zwłaszcza gdy jest się młodym dyrektorem artystycznym. Trzeba również trzymać się uparcie wyznaczonej przez siebie linii, nie można się poddać presji z zewnątrz - zarówno schlebiającym, jak i krytykom. Celem jest tworzenie dobrego teatru i ten cel trzeba za każdą cenę realizować, nauczyć się tego. W.W.: Osiągnięcie celu za każdą cenę rodzi konflikt. Czy jest miejsce na kompromis? W.K.: W teatrze kompromis jest zawsze najsłabszym rozwiązaniem. W.W.: Podjąłeś współpracę z młodymi twórcami, takimi jak Natalia Korczakowska, Michał Zadara, Remigiusz Brzyk, Łukasz Kos czy Krzysztof Minkowski. Ktoś napisał, że niektórych z nich "przygarnąłeś". Zgadzasz się z takim określeniem? W.K.: To bardzo złe określenie. Otworzyłem wrota talentom z różnych pokoleń - to jest właściwe określenie. Każdy z wymienionych reżyserów jest jednostką artystyczną, która pracuje od lat. Ci ludzie mają swój dorobek i nie trzeba było nikogo przygarniać. Raczej być wdzięcznym, że mieli czas i ochotę przyjechać do pracy w teatrze za siedmioma górami i siedmioma lasami, bo taka jest niestety rzeczywistość komunikacyjna Jeleniej Góry na cztery lata przed Euro 2012. W.W.: Czego wymagasz od reżyserów pracujących w Teatrze Jeleniogórskim? W.K.: To są wymagania dotyczące na przykład intensywności pracy. Koncentracja w jednym miejscu przez sześć, maksymalnie osiem tygodni na temacie i praca nad nim. Nie wierzę w poszukiwania reżyserskie trwające trzy albo cztery miesiące. Uważam to za humbug. To dotyczy wymagań. Z kolei jako dyrektor artystyczny muszę z jednej strony umożliwić reżyserowi pracę, a z drugiej strony wiedzieć, co teatr jest w stanie dla danego reżysera zrobić. To jest niewdzięczna rola i na tej płaszczyźnie mogą powstawać konflikty. Tylko raz zdarzyło mi się ingerować w pracę reżysera. W.W.: Kto to był? W.K.: Nie chciałbym o tym mówić. W.W.: A jak doszło do współpracy z Korczakowską? W.K.: Znamy się od trzech lat. W Gdańsku poznaliśmy się przy pracy nad "Kroniką zapowiedzianej śmierci" według Gabriela Garcii Marqueza, gdzie Natalia była moją asystentką. Już wtedy byliśmy siebie ciekawi. Gdy objąłem stanowisko dyrektora artystycznego, było dla mnie jasne, że zaproponuję jej współpracę, ponieważ staram się zatrudniać reżyserów, którzy mają intuicję, mają coś do powiedzenia i są świadomi tej wiedzy. Tak jest z Natalią. Jednym z podstawowych zadań dla mnie jest zgromadzenie twórców o możliwie rozbieżnych estetykach. Różnorodność wzbogaca teatr i zespół. Pomiędzy Kosem, mną a Korczakowską są trzy światy. To znaczy, że nie oferuję widzowi teatru, który jest taki sam. W.W.: Potrafiłbyś nazwać teatr Korczakowskiej? W.K.: Trudno powiedzieć. Często jestem oszołomiony jej teatrem, a innym razem mam poczucie, że niczego nie rozumiem. Poezja i drżenie to są słowa, które dobrze opisują ten teatr, tę estetykę. Wolałbym nikogo nie szufladkować, że reprezentuje taki lub inny teatr. W świecie Natalii fascynuje mnie oscylacja między tematami, poezją a twardą myślą. Siłą jest również jej zespół, czyli scenograf Anna Met i dramaturg Tomasz Śpiewak. () W.W.: Korczakowska zrealizowała tu "Elektrę". Nie obawiałeś się reakcji na taki sposób odczytania klasyki? Niektórzy uważają, że jest to teatr dla krytyków, a nie dla widza z ulicy. W.K.: To zdanie słyszy się często w Polsce. A jaki jest teatr dla widza z ulicy? Co to znaczy? Wydaje mi się, że ludzie formułujący takie kwestie uważają widza za imbecyla, nie doceniają go. Widzowie są przecież często szybsi w recepcji niż nam, twórcom, się wydaje, są przyzwyczajeni do najróżniejszych sposobów opowiadania. I są oni najostrzejszymi krytykami, robię więc teatr dla nich. Poniżanie widza do głupiego konsumenta, który chce wyłącznie prostej rozrywki, jest obelgą - czy to w Jeleniej Górze, czy w innych polskich miastach. Są widzowie, którzy odrzucają taki teatr, a są tacy, którzy mocno w niego wierzą i dobrze się dzieje, gdy jest taka sytuacja. Teatr musi polaryzować. Nie ma niczego gorszego niż stwierdzenie widza, że spektakl był "taki sobie" lub "w porządku". Bycie "w porządku" to najgorsza ocena, jaką można dostać w teatrze. W świecie teatru nie ma "pomiędzy". Jest albo bardzo dobrze, albo źle. W.W.: Pamiętasz reakcje aktorów na Korczakowską? W.K.: Od początku panowała dobra atmosfera pracy. Aktorzy chętnie z nią pracują. Ona należy do reżyserów, którzy potrafią dużo aktorowi zaofiarować i wciągnąć go w swój świat. W.W.: Natalia buduje swój świat także na różnych tekstach filozoficznych. Co myślisz o takim pomyśle w ogóle? W.K.: Osobiście popieram kolaż tekstów dramatycznych z prozą filozoficzną lub też tak zwaną publicystyką. Dekonstrukcja i uzupełnienie tekstu należą do zadań reżysera. W.W.: Natalia przez "Śmierć Człowieka-Wiewiórki" wyraziła także swój pogląd na pracę w teatrze. Chodzi tutaj na przykład o relacje aktor-reżyser. Masz podobne zdanie na ten temat? W.K.: Chyba nie. W końcu każdy z nas pracuje inaczej. Październik 2008 Rozmawiał Wojciech Wojciechowski Fragmenty wywiadu z numeru 49-51 "Notatnika Teatralnego" Całość dostępna w salonach Empik i księgarni Internetowej Prospero» "Kosmos" Wojciech Wojciechowski Notatnik Teatralny nr 49-51 07-02-2009
~:) 8-02-2009 12:28
wojciech K. - jedyna osoba palaca w knajpie w teatrze, ktora potrafi zbluzgac osobe zwracajaca jej na to uwage. wielki rezyser, wielki czlowiek
~Okienko 8-02-2009 14:42
Wielki pyszałek! Trochę pokory, panie "ahrtysto", bo inaczej upadek z "piedestału" będzie bardzo bolesny.
~aristo 8-02-2009 19:17
Wreszcie na ziemię jeleniogórską zstąpił Mesjasz Wojtek, który cudem kulturalnym zbawia jeleniogórską ciemnotę
~jeleniogorzanka 9-02-2009 23:04
Ciesze sie,ze Radni wsluchalli sie w glosy jel.publicznosci teatru i podjeli kroki do pozbycia sie tej hordy nawiedzonych artystow.Proponuje otworzyc teatr prywatny,najlepiej w Koziej Wolce i tam robic "sztuke dla sztuki"za kase wiernych oszolomow.My,jeleniogorzanie zaslugujemy na scene na ktorej gra sie spektakle,a nie "rzygowiny".Dlaczego musze regularnie jezdzic do teatrow warszawskich,gdzie bilety kupuje sie w cenie 50 zl.i to w przedsprzedazy,a u nas rozdaja prawie darmo i nie moga zapelnic dwoch rzedow widzow.Terroryzm,semityzm,nacjonalizm,oto tematy ,ktorymi karmi sie jeleniogorskiego widza.
~Prawie stały czytelnik 10-02-2009 14:40
Powiem uczciwie, że też jest dla mnie budujące, że to co chore - jest nadzieja, że umrze. Oczywiście, nie wysyłam jeszcze Klemma i jego aktorów do piekła, niech ich bóg o tym zadecyduje. Chodzi o duchową sytuację, nie o ludzi. A ja także oglądam spektakle we Wrocku i Krakowie, Warszawa jest trochę za daleko. I też dużo wcześniej zamawiam bilety. A może kiedyś będzie tak u nas.
~Rally79S. 11-02-2009 10:40
BASTA!!! ............... i jeszcze jedno! Nie strój zdobi człowieka! Prawie wszyscy posłowie RP przyodziewają garnitury... i co? i dno! Nawet w totalnie "szalonej" samoobronie ładnie i drogo się ubierali...:////

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group