Sobota, 12 czerwca
Imieniny: Jana, Leona
Czytających: 5436
Zalogowanych: 5
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Nie trzeba się bać Pani Eś

Środa, 30 października 2019, 9:08
Aktualizacja: Piątek, 1 listopada 2019, 7:06
Autor: Manu
Jelenia Góra: Nie trzeba się bać Pani Eś
Fot. BM
Od premiery “Kto się boi Pani Eś” Marty Guśniowskiej w reżyserii Punch Mamy w Zdrojowym Teatrze Animacji minął miesiąc. Wczesnym popołudniem repertuarowe przedstawienie obejrzała spora grupa dzieci wraz z opiekunami (nauczycielami) i rodzicami. To właśnie taki spektakl staje się prawdziwym testem dla danej propozycji teatru. Czy wytrzymają starcie z przypadkową, nie zaś zwyczajowo przychylną (jak to na premierze) publicznością? Czy dzieci nie będą się nudzić, wiercić na krzesłach i w naturalny sposób okazywać zniechęcenie?

Przedstawienie “Kto się boi Pani Eś” zdało test przed regularną widownią. W starciu, jakie dla teatru powinno być chlebem powszednim, spektakl obronił się scenografią Pavla Hubički, muzyką Tomasza Lewandowskiego i rolami aktorskimi. Opowieść o Pani Eś (świetna Lidia Lisowicz), czyli Śmierci jako zapracowanej Mamie, która samotnie wychowująca synka Kostka (dobry Sylwester Kuper), została nieco “oswojona” przez autorkę tekstu Martę Guśniowską i reżyserkę Punch Mamę, czyli Laurę Słabińską.

Uwagę dzieci na pierwszym planie skupiła Pani Eś. Młodzi widzowie uczestniczą w JEJ zwyczajnym dniu w pracy. Oglądają JEJ wzloty i upadki – przy czym ta biedaczka łatwo naprawdę nie ma. I choćby nie wiem, jak się starała, i tak JEJ nikt nie polubi. Nie pomagają JEJ nawet próby ocieplenia wizerunku.

Na całe szczęście z pomocą przychodzi JEJ Synek Kostek – na czas nieobecności Śmierci (która tak bardzo potrzebuje urlopu) to ON będzie przeprowadzał ludzi na drugą stronę. Cóż może być w tym trudnego? Szczególnie, jak się jest tak uroczym malutkim kilkusetlatkiem, któremu nie sposób niczego odmówić – szczególnie, kiedy zamruga swymi wielkimi oczkami. Ale i JEMU przyjdzie się zmierzyć z przeciwnościami. Kostek poznaje nowych przyjaciół, w tym Maleńką (Diana Jonkisz) i jej Dziadka (Sławomir Mozolewski), który wciąż bawił się ze śmiercią w chowanego.

Młodej widowni najbardziej przypadły jednak do gustu sceny w diabelskim młynie z diabłami (Radosław Biniek, Rafał Ksiądzyna). Podoba się również Koń (Rafał Ksiądzyna) przebrany za Słonia, Owca (Radosław Biniek) przebrana za Pudla oraz Pies (Jacek Maksimowicz), który po raz pierwszy znalazł swego pana w osobie Kostka.

“Kto się boi Pani Eś” jest wieloznaczna, jej główną zasadą kompozycyjną jest alogiczność, czyli zawieszanie przyczynowo-skutkowej ciągłości wydarzeń. Reżyserskie zagrania trafiają w sedno. Są świetne sceny, jest rytm, jest blask cudowności. Zdecydowanie widać reżyserię i dokładną, punktową kompozycję działań. Dlatego też młodzi (i nieco starsi) widzowie chętnie przyjmują Kostka, który schodzi na ziemię, na której nikt nie umiera. Dlaczego? Bo Kostek sądzi, że życie na ziemi sprawia naturze ogromną radość, dlatego nie chce go nikomu odbierać. Wierzy, że jeśli od tej pory mama Śmierć nie zabierze nikogo, Ziemia stanie się najszczęśliwszym miejscem we wszechświecie.

Wielkie brawa dla aktorów Zdrojowego Teatru Animacji - nie tylko wcielających się w swoje role, ale całą kreacją sceniczną - mimiką, głosem, ruchem przekonujących o swojej autentyczności. Bez wątpienia pomagają aktorom w grze kostiumy.

Po jakimś czasie Kostek znów schodzi z Zaświatów. W swojej ponownej wędrówce spotyka tych samych ludzi i zwierzęta, które nie wydają się być szczęśliwe. Cierpią z głodu i starości, bo Śmierć każe na siebie za długo czekać. Czy w końcu przyjdzie?

Twoja reakcja na artykuł?

12
92%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
1
8%
Złości
0
0%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (13) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group