• Piątek, 13 grudnia 2019
  • Godz. 22:15
  • Imieniny: Łucji, Otylii
  • Czytających: 6737
  • Zalogowanych: 10
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

Nie trzeba się bać Pani Eś

Wiadomości: Jelenia Góra
Środa, 30 października 2019, 9:08
Aktualizacja: Piątek, 1 listopada 2019, 7:06
Autor: Manu
Fot. BM
Od premiery “Kto się boi Pani Eś” Marty Guśniowskiej w reżyserii Punch Mamy w Zdrojowym Teatrze Animacji minął miesiąc. Wczesnym popołudniem repertuarowe przedstawienie obejrzała spora grupa dzieci wraz z opiekunami (nauczycielami) i rodzicami. To właśnie taki spektakl staje się prawdziwym testem dla danej propozycji teatru. Czy wytrzymają starcie z przypadkową, nie zaś zwyczajowo przychylną (jak to na premierze) publicznością? Czy dzieci nie będą się nudzić, wiercić na krzesłach i w naturalny sposób okazywać zniechęcenie?

Przedstawienie “Kto się boi Pani Eś” zdało test przed regularną widownią. W starciu, jakie dla teatru powinno być chlebem powszednim, spektakl obronił się scenografią Pavla Hubički, muzyką Tomasza Lewandowskiego i rolami aktorskimi. Opowieść o Pani Eś (świetna Lidia Lisowicz), czyli Śmierci jako zapracowanej Mamie, która samotnie wychowująca synka Kostka (dobry Sylwester Kuper), została nieco “oswojona” przez autorkę tekstu Martę Guśniowską i reżyserkę Punch Mamę, czyli Laurę Słabińską.

Uwagę dzieci na pierwszym planie skupiła Pani Eś. Młodzi widzowie uczestniczą w JEJ zwyczajnym dniu w pracy. Oglądają JEJ wzloty i upadki – przy czym ta biedaczka łatwo naprawdę nie ma. I choćby nie wiem, jak się starała, i tak JEJ nikt nie polubi. Nie pomagają JEJ nawet próby ocieplenia wizerunku.

Na całe szczęście z pomocą przychodzi JEJ Synek Kostek – na czas nieobecności Śmierci (która tak bardzo potrzebuje urlopu) to ON będzie przeprowadzał ludzi na drugą stronę. Cóż może być w tym trudnego? Szczególnie, jak się jest tak uroczym malutkim kilkusetlatkiem, któremu nie sposób niczego odmówić – szczególnie, kiedy zamruga swymi wielkimi oczkami. Ale i JEMU przyjdzie się zmierzyć z przeciwnościami. Kostek poznaje nowych przyjaciół, w tym Maleńką (Diana Jonkisz) i jej Dziadka (Sławomir Mozolewski), który wciąż bawił się ze śmiercią w chowanego.

Młodej widowni najbardziej przypadły jednak do gustu sceny w diabelskim młynie z diabłami (Radosław Biniek, Rafał Ksiądzyna). Podoba się również Koń (Rafał Ksiądzyna) przebrany za Słonia, Owca (Radosław Biniek) przebrana za Pudla oraz Pies (Jacek Maksimowicz), który po raz pierwszy znalazł swego pana w osobie Kostka.

“Kto się boi Pani Eś” jest wieloznaczna, jej główną zasadą kompozycyjną jest alogiczność, czyli zawieszanie przyczynowo-skutkowej ciągłości wydarzeń. Reżyserskie zagrania trafiają w sedno. Są świetne sceny, jest rytm, jest blask cudowności. Zdecydowanie widać reżyserię i dokładną, punktową kompozycję działań. Dlatego też młodzi (i nieco starsi) widzowie chętnie przyjmują Kostka, który schodzi na ziemię, na której nikt nie umiera. Dlaczego? Bo Kostek sądzi, że życie na ziemi sprawia naturze ogromną radość, dlatego nie chce go nikomu odbierać. Wierzy, że jeśli od tej pory mama Śmierć nie zabierze nikogo, Ziemia stanie się najszczęśliwszym miejscem we wszechświecie.

Wielkie brawa dla aktorów Zdrojowego Teatru Animacji - nie tylko wcielających się w swoje role, ale całą kreacją sceniczną - mimiką, głosem, ruchem przekonujących o swojej autentyczności. Bez wątpienia pomagają aktorom w grze kostiumy.

Po jakimś czasie Kostek znów schodzi z Zaświatów. W swojej ponownej wędrówce spotyka tych samych ludzi i zwierzęta, które nie wydają się być szczęśliwe. Cierpią z głodu i starości, bo Śmierć każe na siebie za długo czekać. Czy w końcu przyjdzie?

Twoja reakcja na artykuł?

12
92%
Cieszy
0
0%
Dziwi
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
1
8%
Złości
0
0%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (13) Dodaj komentarz

~ 30-10-2019 11:58
Z moim dzieckiem nigdy bym na taką "sztukę" nie poszedł ! Rozumiem potrzebę oswajania dzieci z nieuchronnością śmierci ale, w moim przekonaniu, nie ma potrzeby epatowania i kultywowania tej sfery duchowej dla przyswajania obcych wpływów kulturowych. "Dziady" i Dante mi wystarczają.
~# 30-10-2019 13:03
Panu i być może, ale czy dziecku? Dlaczego utrzymywać potomka w błogiej nieświadomości, skoro można w delikatny i nienachalny sposób przedstawić mu ten prawdziwie nieuchronny czas. Poza tym, radzę najpierw samemu przekonać się o wartości spektaklu, żeby później móc go oceniać. Pozdrawiam.
~ 30-10-2019 13:46
do: ~# (13:03)
Oczywiście daję lik'a; nie neguję wartości artystycznej i ładnej gry aktorskie; ale podobnie, jak nie prowadzę dziecka do ZOO - z wiadomych względów - nie zaprowadzę potomka na amerykanizmy. Pani Profesor Lasek z mojego Liceum w Zgorzelcu, 40 lat temu, uczuliła mnie na wszelkie makaronizmy.
~Jeży Ch. 30-10-2019 14:53
Żeby wiedzieć co jest dla siebie słuszne trzeba otworzyć się na świat a dopiero potem można się zamykać uznając, że tylko "nasze" podwórko jest właściwe i najlepsze dla nas. I 40 lat trwać w okopach. Ale zamykać oczy dziecku to zbrodnia. Zresztą często działa to zupełnie odwrotnie, kiedy dziecko zaczyna się powoli buntować nie wystarcza już argumentów, by wybić mu z głowy świat, który jest tak wielobarwny i do tej pory był zakazany.
~ 30-10-2019 15:05
I o to chodzi ! Dopóki mogę dziecku przekazać MOJE wartości, będę o to walczył. Gdy się buntuje - niech smakuje wolności wpływów różnych kultur. Sam tego doświadczałem: hippy, jazz, rock, teatr jednego aktora, uliczne festiwale teatralne, klasyka; dyskoteki, interpretacje muzyki poważnej poprzez muzykę elektroniczną Ysao Tomity, nova Klausa Schultze J.M. Jarre'a; literatura James"a Joyc'a, itd.., itp. W ostateczności wybór zostaje po stronie dziecka. Ale na Waszą sztukę dziecka bym nie zaprowadził. Howk !
~Iks 31-10-2019 9:44
do: ~ (15:05)
Zastanów się, czy nie wychodzisz na wielkiego hipokrytę. Zwłaszcza pod kątem tego, czy twoje dziecko w ogóle traktuje cię jako autorytet, skoro deklarujesz co innego niż robisz. Odbierasz liczne zagraniczne bodźce, masz się zapewne za wyrobionego kulturalnie, ale swoje dziecko wolisz wychować na posłusznego robocika, zamkniętego w monokulturze, byle zgodnej z TWOIMI wartościami. Nie zdziw się, kiedy ten bunt nastąpi.
~Jeży Ch. 30-10-2019 20:24
oby samo sobie znalazło SWOJE wartości ... Niech pójdzie ze szkołą ;-)
~ 31-10-2019 7:26
do: ~Jeży Ch. (20:24)
W ogóle nie czytasz tego, co napisałem: ani o mojej otwartości i doświadczeniu, ani o moim prawie RODZICA do sposobu wychowania dzieci w czasie, gdy prawnie za nie odpowiadam. Proponujesz, wzorem LGBT, mojemu dziecku bunt, bo "oby samo sobie znalazło SWOJE wartości … ", w kontekście tej konkretnej, naszej dyskusji, odczytuję jako proponowanie mojemu dziecku odrzucenia poglądów rodziców. Nie mam do końca wpływu na to, na jakie sztuki teatralne dzieci ze szkoły idą, ale na szczęście mogę przedstawić dziecku swój pogląd na ten temat.
~Iks 31-10-2019 9:57
do: ~ (7:26)
Nie pisz już więcej, bo z każdym kolejnym tekstem pokazujesz, że twoja otwartość jest niczym więcej niż pustą deklaracją.
~ 31-10-2019 11:27
do: ~Iks (9:57)
"Otwartość" nie oznacza ślepe przyjmowanie poglądów innych; co obecnie jest w modzie. Zatem; chętnie słucham, czytam i oglądam ( w tym wypadku kult wesołych obchodów śmierci, charakterystyczny dla Południowej Ameryki ), ale nie oznacza to, że ubogacę swój światopogląd. Raczej odporny jestem na obce kulturze europejskie obchody Halloween.
~Iks 31-10-2019 12:19
do: ~ (11:27)
Tyle że ty wydajesz się mieć ciężki problem z samym faktem, że twoje dziecko może mieć inny pogląd niż twój własny. Spróbuj wyjaśnić dziecku różnicę między bajką a rzeczywistością, a przy okazji samemu tę różnicę zrozumieć.
~ 31-10-2019 9:16
Bardzo pouczające załączone rysunki dzieci. Polecam analizę psychologiczną. Na żadnym z nich nie ma widzów; są albo puste krzesła, albo tylko scena z aktorami, albo dziecięcy, czarny humor: "R.I.P. Dziadek - hahahaha" ( Dziadek umarł - ha ha ha ha ). Okropne ! Moim zdaniem, wszystkie one mówią: "Nas tu nie powinno być" !
~Jeży Ch. 2-11-2019 19:54
To, że nie widać widzów, to chyba świadczy o tym, że dziecko oglądało z zainteresowaniem. A te puste krzesła to ich oparcia widziane przed sobą (jak dziecko siedzi w odległym rzędzie to widzi przed sobą oparcia krzeseł, bo widzowie są raczej niskiego wzrostu i często ich głowy są za oparciami). A co do "dziadek R.I.P. " to radzę jednak obejrzeć albo wysłać kogoś zaufanego aby spektakl zrelacjonował. Tyle analizy psychologicznej panie Freud! Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group