Sobota, 23 stycznia
Imieniny: Łukasza, Marii
Czytających: 1894
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Katują staruszków

Niedziela, 16 listopada 2008, 8:10
Aktualizacja: 8:11
Autor: Angela
JELENIA GÓRA: Katują staruszków
Fot. Archiwum
Stary człowiek to kłopot nawet dla własnych dzieci. Ludzie w podeszłym wieku, często już nie w pełni sprawni, bywają jednymi z częstszych ofiar przemocy domowej: w „zaciszu” czterech ścian są bici i okradani przez najbliższych. O zjawisku mało kto wie, bo na piekło sąsiedzi nie reagują, a dla mediów temat jest mało nośny w porównaniu z wyżywaniem się na młodszych: najczęściej kobietach i dzieciach.

Kilka tygodni temu starsza pani w Jeleniej Góry kilka godzin wzywała pomocy leżąc na podłodze w swoim pokoju w centrum miasta. Sąsiedzi zaalarmowali służby ratownicze po dwóch godzinach od powrotu do domu, kiedy rozpaczliwe wołanie staruszki zaczęło im przeszkadzać. Na miejsce wezwano straż miejską, policję i pogotowie. Kobieta nie otworzyła jednak drzwi. Nigdy ich nikomu nie otwierała. Prawdopodobnie zabraniano jej tego, lub była po prostu zamykana przez najbliższych od zewnątrz.

Wezwano straż pożarną, która przez okno zobaczyła, że kobieta leży na podłodze. Strażacy wyważyli drzwi i z lekarzem pogotowia weszli do środka. Po przebadaniu kobiety medyk stwierdził, że została pobita. Zastrzegł też, że nie mogła się tak sama poobijać przez upadek czy potknięcia. Poszkodowana początkowo potwierdziła wersję lekarza. Po jakimś czasie wycofała się jednak z zeznań i mówiła, że doznała urazu wskutek upadku

Dlaczego tak postąpiła? Być może z obawy o własne życie i zemstę pozostałych członków rodziny, albo też z miłości do swojego dziecka i strachem przez konsekwencjami, jakie mogły go spotkać za znęcanie się nad matką. Osiemdziesięciosiedmioletnia kobieta miała siniaki na całym ciele, na plecach, rękach, nogach i piersiach. Lekarz nie podjął decyzji o przewiezieniu jej do szpitala. Na jej zabranie nie zgodziła się też wnuczka, która twierdziła, że babcia zawsze się tak przewraca i obija.
Potwierdza to również raport z interwencji strażników miejskich, którzy byli na miejscu zdarzenia.

– Lekarz, który zbadał staruszkę stwierdził, że została ona pobita, jednak sama poszkodowana utrzymywała, że siniaki powstały wskutek upadku – mówi Grzegorz Rybarczyk, rzecznik straży miejskiej w Jeleniej Górze – ale lekarz temu zaprzeczył. Sprawę przekazano policji. Ta jednak jak na razie ustala szczegóły i zbiera dowody, bo kobieta nie złożyła oficjalnych zeznań, ani zawiadomienia o pobiciu.

– Dzielnicowy próbował przeprowadzić wywiad środowiskowy z tą kobietą i sąsiadami, ale starsza pani nie otworzyła mu drzwi, a w budynku zastał tylko jednego sąsiada, który twierdzi, że nigdy nic nie słyszał, ani nie widział by w mieszkaniu staruszki działo się coś złego – mówi nadkom. Edyta Bagrowska, rzecznik prasowy policji w Jeleniej Górze.

Nasi dziennikarze też próbowali porozmawiać z sąsiadami. Ci jednak nie chcieli nawet wpuścić nas na klatkę schodową, ani rozmawiać. Wszyscy byli na tyle zajęci, by udawać, że nic w sprawie nie wiedzą.
– Jak mówi Edyta Bagrowska, jeżeli potwierdziłaby się informacja, że wobec osiemdziesięcioletniej kobiety stosowana jest siła fizyczna, będzie to pierwszy zgłoszony przypadek przemocy wobec osób starszych w naszym rejonie.

Tyle tylko, że nie zgłaszanie przemocy wobec osób starszych nie oznacza, że w rzeczywistości jej nie ma. Według Renaty Durdy, kierowniczki Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Pomocy w Rodzinie Niebieska Linia, przemoc wobec osób starszych stosowana jest w od 10 – 20 procent rodzin niezależnie od ich statusu społecznego oraz poziomu wykształcenia sprawców.

Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej opublikowało wyniki badań, które wskazują na to, że w rodzinach gdzie występują osoby niepełnosprawne dodatkowo częściej dochodzi do przemocy, niż w rodzinach zdrowych – mówi Renata Durda. W związku z tym, że bardzo dużo ludzi starych jest niepełnosprawnych, ta przemoc dotyczy właśnie ich.

Dlaczego więc staruszkowie nie zgłaszają, że są katowani przez swoich opiekunów? Renata Durda wskazuje na wiele powodów. Sprawcami przemocy wobec osób starszych są najczęściej dzieci, a w polskiej mentalności w dalszym ciągu pokutuje przekonanie, że na swoich się nie donosi. Poza tym starzy ludzie myślą, że to ich wina, że tak wychowali sobie potomstwo.

– Starszymi pomiatają najczęściej osoby sfrustrowane, bez perspektyw na przyszłość, bez dobrej pracy, często bez mieszkania – mówi Renata Durda. Bici rodzice często siebie obwiniają o taką sytuację swoich dzieci i sądzą, że przez złe wychowanie potomstwa, sami zasłużyli sobie na takie traktowanie.

Poza tym większość seniorów jest w dużej mierze ubezwłasnowolnionych. Ze względu na swoje schorzenia często nie mogą wychodzić z domu, nie są w stanie zadzwonić czy w jakikolwiek inny sposób zgłosić się do odpowiednich służb. Starsi ludzie nie znają też swoich praw i nie mają zaufania do służ. Nie wierzą w ich skuteczne działanie. Sądzą, że zgłoszenie swojej krzywdy odwróci się przeciwko nim, nawet jeśli sprawca zostanie skazany i osadzony w więzieniu. Dom starców uznają za najgorsze zło jakie może ich w życiu spotkać.

W takich sytuacjach jedynym źródłem pomocy mogą być sąsiedzi, którzy doskonale wiedzą co dzieje się w ich budynku, gdzie mieszkają osoby starsze i jak są one traktowane przez opiekunów. Kiedy dzieje się coś złego, zamiast interwencji i zgłoszenia sprawy, wolą oni jednak udawać, że nic nie widzą i nic nie słyszą. Jak wyjaśniają specjaliści, w psychice sąsiadów tkwi bowiem taka sama zasada, jak u osób starszych. Twierdzą oni, że na swoich się nie donosi, że nie będą się narażać sprawcy i zgłoszenie sprawy na policję i tak niczego nie zmieni. Często też nie wiedzą do kogo mogliby się zgłosić. W wielu przypadkach zamiast skutecznej pomocy stosują pomoc doraźną.

– Kiedy nie ma sprawcy w domu, sąsiedzi często przynoszą takiej osobie jedzenie, robią zakupy, kupują leki – mówi Renata Durda.
Natomiast służby pomocowe, z których osoby starsze korzystają, takie jak miejskie ośrodki pomocy społecznej też często nie wiedzą co dzieje się z tymi ludźmi, bo do niech nie przychodzą. Zasiłki wypłacane są bowiem w kasie MOPS, a nie w mieszkaniu konkretnego człowieka.

W przypadku sąsiadów, często też nas samych pozostaje jednak zadać pytanie: Ile osób za naszym przyzwoleniem jest za ścianą katowane i krzywdzone? Kto oczekuje nasze pomocy, ale my jej mu odmawiamy? Należy sobie zdać sprawę również z faktu, że nie wiedząc o przemocy wobec osób starszych i nie robiąc z tym nic, jesteśmy współsprawcami bo przyzwalamy na takie zachowanie. A zgłoszenie takiej sytuacji policji nie jest donosem, ale spełnieniem obywatelskiego obowiązku.

Jak pomóc?
Przede wszystkim przełamując się i zgłaszając sprawę policji oraz pracowników pomocy społecznej, z informacją o konieczności przyjechania tych służb na miejsce i wejścia do mieszkania poszkodowanych. Nigdy nie należy tuszować sprawy i udawać, że się nic nie słyszy i nie widzi. Jeśli zgłoszenia nie przynoszą żadnych rezultatów można wysłać wniosek do sądu rodzinnego o wgląd w sytuację rodzinną danej osoby. Wniosek można uzasadnić faktem, że podejrzewamy, że w danym mieszkaniu dzieje się coś złego. Jeśli sąsiedzi boją się zemsty ze strony sprawcy, mogą to zrobić również anonimowo. Inną drogą jest zgłoszenie sprawy do Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie "Niebieska Linia" pod numerem telefonu 022 823 96 64, lub (0) 801120002 .

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (16) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group