Niedziela, 17 stycznia
Imieniny: Antoniego, Jana
Czytających: 9158
Zalogowanych: 8
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Kat i zabójca chłopca nie miał sobie nic do zarzucenia

Poniedziałek, 9 marca 2009, 14:35
Aktualizacja: Wtorek, 10 marca 2009, 7:54
Autor: Angela
JELENIA GÓRA: Kat i zabójca chłopca nie miał sobie nic do zarzucenia
Fot. Angela
Ponad trzy godziny trwała pierwsza rozprawa w Sądzie Okręgowym w Jeleniej Górze w sprawie brutalnego zakatowania 3,5 letniego Bartka z Kamiennej Góry, przez konkubenta jego matki, Mariusza V. Chłopiec przez trzy ostatnie dni swojego życia był rzucany o meble, kopany, bity pięścią, kablem, gumowym wężem i pasem ze sprzączką po całym ciele.

Konkubent Iwony K., Mariusz V., który składał obszerne wyjaśnienia w sprawie pobicia ze skutkiem śmiertelnym trzyletniego Bartka, zeznawał przed sądem, że oddałby życie za chłopca i zrobił wszystko by zawrócić czas.

Całą winę za katowanie malca zrzucił natomiast na matkę trzylatka Iwonę K., która miałaby go bić gdzie popadnie m.in. za to, że był owocem gwałtu i niechcianym dzieckiem. W trakcie składania zeznań kat ze spokojem i bez wzruszenia opowiadał o formach przemocy fizycznej jakie stosowano wobec Bartka, lecz za każdym razem podkreślał, że bił dziecko tylko dla jego dobra.

– Ja sam byłem bity przez matkę i to bardzo mocno i dzięki temu wyszedłem na prostą – powiedział podczas zeznań Mariusz V. – Nigdy nie biłem chłopca tak, żeby miał ślady. Zawsze dostawał paskiem, albo ręką jak coś nabroił, albo chodził przy gorącym piecu i oleju, kiedy robiłem mu frytki.

Mariusz V. twierdził, że jest oskarżony o to, czego nie zrobił. Mówił, że to on opiekował się dzieckiem podczas gdy matka go zaniedbywała i biła. Bez zająknięcia opowiadał o łapaniu dziecka za nogę i uderzaniem jego głową o piec, rzucaniu go o meble, biciu kablem od piekarnika, biciu po twarzy i kopaniu.

Na pytanie prokurator Ewy Węglarowicz-Makowskiej, dlaczego tragicznego dnia nie zadzwonił i nie poszedł z Iwoną K. zanieść dziecko na pogotowie na pogotowie oskarżony ze spokojem odpowiedział: – O piątej rano już poszedłem po leki na zbicie gorączki do sklepu nocnego, ale leków dla dziecka nie było, więc kupiłem papierosy i jak wróciłem chciałem zrobić sobie kawy i podgrzać zupę z poprzedniego dnia i zjeść. Byłem głodny i zmęczony, poza tym musiałem ogarnąć dom – mówił Mariusz V. bez najmniejszej skruchy.

Matka dziecka natomiast oskarżona o stosowanie wobec chłopca przemocy fizycznej i nieudzielenie mu pomocy kiedy był już w stanie agonii, nie chciała składać przed sądem żadnych wyjaśnień, powstrzymała swoje wcześniejsze zeznania i zgodziła się odpowiadać jedynie na pytania swojego obrońcy i sądu. Na pytanie sadu, dlaczego w ciągu tych trzech dni kiedy chłopiec umierał, nie wezwała pomocy i nie zawiadomiła policji odpowiedziała:
– Bałam się Mariusza V. oraz tego, że zabiorą mi dziecko z powrotem do domu dziecka – mówiła Iwona K.

Matka Iwony K, Irena Ż., która występowała w charakterze oskarżyciela posiłkowego, powiedziała nam przed salą rozpraw, że po tym co to dziecko przeszło obydwoje powinni dostać dożywocie.

Czytaj również

Komentarze (71) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group