Niedziela, 1 listopada
Imieniny: Juliana, Łukasza
Czytających: 5258
Zalogowanych: 4
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Igła strachu na nasypie

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Sobota, 24 stycznia 2009, 9:02
Aktualizacja: 9:03
Autor: Angela
Fot. .....
Na zajęciach wf nauczyciel jeleniogórskiej „ósemki” zabrał dzieci na sanki. Podczas zjazdów jeden z uczniów zranił się igłą strzykawkową, prawdopodobnie porzuconą przez narkomanów. Teraz musi poczekać pół roku na wynik badań, który wykluczy (lub nie) możliwość zakażenia HIV. Matka chłopca o wszystko obwinia placówkę oświaty.

Do zdarzenia doszło w miniony poniedziałek, 12 stycznia. Nauczyciel postanowił dać dzieciom trochę przyjemności z zimowej aury. Na lekcji wychowania fizycznego opiekun zabrał całą klasę w teren, by dzieci pozjeżdżały na „jabłuszkach” z nasypu kolejowego przy ulicy Paderewskiego. Zabawa była przednia, aż do momentu, kiedy 11-letni Paweł (imię zmienione na prośbę matki) najechał na igłę od strzykawki niewiadomego pochodzenia, która wbiła mu się w rękę. Chłopiec wyciągnął z dłoni igłę i natychmiast zgłosił się z nią do nauczyciela.

Ten nie miał jednak przy sobie żadnej apteczki. Przetarł ranę śniegiem, przerwał zajęcia i wrócił z uczniami do szkoły, gdzie ukłucie zdezynfekowała chłopcu szkolna pielęgniarka. Następnie o sprawie poinformowano matkę chłopca, zdaniem której doszło do szeregu zaniedbań ze strony nauczyciela i dyrekcji szkoły.

– Po pierwsze, nie wyraziłam zgody na to by dziecko w tym dniu wychodziło poza teren szkoły i z tego powodu syn nie był odpowiednio ubrany na takie wycieczki – mówi Dominika Kowalska (dane zmienione). – Poza tym nauczyciel nie sprawdził miejsca, gdzie pozwolił dzieciom zjeżdżać. Przecież wiadomo, że w okolicach tej górki często interweniuje policja w sprawie narkomanów i pijaków. Nauczyciel nie miał przy sobie nawet apteczki. Nie odwieziono również dziecka do szpitala, ale czekano, aż ja dojadę do szkoły – wylicza zdenerwowana matka. – Później nikt nawet nie zadzwonił i nie zapytał jak czuje się ja i mój syn. Szkoła umywa od tego wszystkiego ręce, twierdzi, że nic się nie stało i nie poczuwa się do winy.

Matka zabrała Pawła do szpitala wojewódzkiego, gdzie wykonane zostały pierwsze badania. Teraz przez sześć najbliższych miesięcy kobieta i syn będą żyli w niepewności, czy nie doszło do zakażenia chłopca chorobami HIV, HCV czy HBV. Tymczasem wirus HBV w ostrej postaci powoduje zapalenie wątroby, wymioty, żółtaczkę i – rzadko – śmierć. Chroniczne zapalenie wątroby B może ewentualnie prowadzić do marskości i raka wątroby, HCV natomiast jest przyczyną wirusowego zapalenia wątroby typu C.

Szkoła uznała całe zdarzenie za nieszczęśliwy przypadek, który mógł się wydarzyć zawsze i wszędzie. – Z naszej strony nie było żadnych niedopełnionych obowiązków – mówi Marzena Hryniewicka, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 8 w Jeleniej Górze. – Osobiście nie mogę też obwiniać nauczyciela za to, co się stało, ponieważ nie był on w stanie sprawdzić co jest w śniegu. Jest to nasz doświadczony nauczyciel i jednocześnie specjalista bhp, który zna się na rzeczy. Jak wynika z jego relacji, sprawdził, czy na trasie do zjazdu nie ma kamieni i szkła. Po zdarzeniu natychmiast przerwał zajęcia, zabrał dziecko do pielęgniarki, gdzie została mu udzielona pierwsza pomoc, zabezpieczył igłę i czekał na matkę. Do tego wypadku mogło dojść wszędzie, po zajęciach również – ucina dyrektor Hryniewicka. Zapewniła, że pielęgniarka wykonała kilka telefonów, by dowiedzieć się, gdzie można przebadać igłę i dokąd matka ma się zgłosić z dzieckiem. – Wszystko przekazaliśmy mamie chłopca. W dokumentacji jest również podpisana we wrześniu zgoda pani Dominiki na wyjścia dziecka poza teren szkoły oraz udzielanie mu pierwszej pomocy – dodaje dyrektorka.

A co na to kuratorium oświaty? Twierdzi, że nauczyciel podczas zajęć miał prawo zabrać dzieci poza teren szkoły, a o tym, gdzie dzieci ćwiczą, decyduje dyrektor i nauczyciel, którzy ponoszą odpowiedzialność za uczniów. – Szkoła zawsze ponosi odpowiedzialność za bezpieczeństwo dzieci na zajęciach, więc powinna czuć się odpowiedzialna za to, co się stało – mówi Waldemar Urbaniak, dyrektor jeleniogórskiej delegatury Kuratorium Dolnośląskiego we Wrocławiu. Jednak do tej sprawy podszedłby bardziej zdroworozsądkowo, bo dziecko rzeczywiście mogło się skaleczyć wszędzie. Szczegóły zdarzenia zostaną jednak zbadane po feriach i dopiero wtedy będzie można mówić o czyjejkolwiek winie czy niewinności. - Teraz jest jeszcze za wcześnie by wydawać jakąkolwiek opinię na ten temat – mówi Urbaniak.

Jak się dowiedzieliśmy, w ustawowych 30 dniach w placówce, w której doszło do zajścia, ma się pojawić wizytator, który sprawdzi okoliczności zdarzenia a protokół kontroli zostanie przesłany do kuratorium we Wrocławiu.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (67) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group