Czwartek, 21 października
Imieniny: Urszuli, Jakuba
Czytających: 3010
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Gej, muzułmanin, patriotka... żywymi książkami

Czwartek, 21 stycznia 2016, 14:17
Aktualizacja: Piątek, 22 stycznia 2016, 8:04
Autor: Przemek Kaczałko
Jelenia Góra: Gej, muzułmanin, patriotka... żywymi książkami
Fot. Tor
W miniony weekend w Domu Siedmiu Marzeń przy ul. Okrzei w Jeleniej Górze nadarzyła okazja na szczerą rozmowę z różnymi osobami, które miały jedną cechę wspólną – były otwarte na drugiego człowieka i bez skrępowania odpowiadały nawet na najtrudniejsze pytania.

W dobie internetu, kiedy to wielu osobom pod pozorem anonimowości udaje się obrażać innych ze względu na wiarę, wygląd, czy preferencje seksualne - inicjatywa „Żywej biblioteki” może być doskonałą okazją na rozwianie pewnych wątpliwości czy stereotypów. Żeby tego dokonać najpierw trzeba przełamać własne obawy, bowiem najczęściej czytelnikami „żywej biblioteki” są osoby otwarte, które nie dyskryminują innych ze względu na światopogląd, a tym sposobem jedynie utwierdzają się w przekonaniu, że każdy człowiek jest równy. Podczas sobotniego spotkania w Domu Siedmiu Marzeń była okazja porozmawiać o wszystkim z gejem, muzułmaninem, patriotką, parą lesbijską, imigrantką oraz z trzeźwym alkoholikiem.

Osoby, które zdecydowały się być „żywą książką” zgłaszały się przez otwartą rekrutację, ale również przez znajomość z innymi „żywymi bibliotekami”. Do Jeleniej Góry przybyły „książki” z Wałbrzycha, Wrocławia, czy Legnicy. - Pomysł narodził się latem, kiedy uczestniczyliśmy w ogólnopolskim szkoleniu dla organizatorów. Pierwszą „Żywą bibliotekę” zorganizowaliśmy w Wałbrzychu w listopadzie, a teraz w Jeleniej Górze – powiedział Radosław Bednarski z Regionalnego Centrum Wspierania Inicjatyw Pozarządowych.

Pierwszą z „publikacji”, z którą zdecydowaliśmy się zapoznać był muzułmanin o imieniu Khaled, który od siedmiu lat mieszka we Wrocławiu, a pochodzi z Tunezji. Czy odczuwa na własnej skórze islamofobię wśród Polaków? - Mam takie rysy twarzy, że można stwierdzić, że jestem z kraju arabskiego, ale na co dzień nie spotykam się z agresją. Czasami ludzie patrzą, ale próbują gdybać – a może pan jest z Hiszpanii, Włoch czy Turcji? We Wrocławiu obcokrajowców nie brakuje. Kiedyś byłem w Toruniu, to byłem oprócz kilku erasmusów jedyny – był cały Rynek i Khaled – wspomina z uśmiechem muzułmanin, który m.in. poprzez „Żywą bibliotekę” stara się łamać stereotypy o wyznawcach islamu. - Większość ludzi, którzy tu przychodzą są otwarci. Miałem jednego czytelnika, który był nastawiony bardzo anty i musiałem przerwać rozmowę, ale to jedyny przypadek na ponad 100 – dodał Khaled.

Bycie „żywą książką” nie sprawia trudności także parze lesbijskiej. - To, że ludzie dowiadują się, że jesteśmy parą, to jest tylko dodatkowa informacja. Jak mnie ktoś lubi, to będzie nadal lubił – stwierdziła Agnieszka na pytanie o reakcje wśród znajomych na wieść o jej preferencjach seksualnych. Dziewczyny są razem od 2,5 roku i opowiedziały również o reakcji rodziny. - Z moim tatą nie było większego problemu, jest bardziej otwarty niż moja mama, która jeszcze nie poznała Agnieszki i podejrzewam, że jeszcze troszeczkę jej zajmie poradzenie sobie z tym, bo żyjemy w takim społeczeństwie, że martwi się co powiedzą sąsiedzi, dalsza rodzina – wyznała partnerka Agnieszki. - Jestem już przyzwyczajona, że żyję otwarcie. Zauważyłam, że jeżeli ktoś ma u siebie problem, to jest trudniej z akceptacją otoczenia. Jeżeli ja pokazuję, że nie mam z tym problemu i jestem szczęśliwa, to osoby z otoczenia też nie mają z tym problemu, bo widzą, że to jest dla mnie naturalne – dodała Agnieszka.

Z kolei Ela z Wałbrzycha edukowała czytelników na temat swojego patriotyzmu. - Jestem bardzo zadowolona, że mogę wziąć udział w tym projekcie – mówiła patriotka. - Uważam, że wszyscy ludzie, którzy są w naszym kraju są ludźmi, którzy mają swoje określone wartości i dzięki tym różnicom jesteśmy bogatsi o ich doświadczenia, ich spojrzenia na własną kulturę i naszą. Dzięki tej różnorodności możemy normalnie funkcjonować, bo nie wyobrażam sobie, żeby się zamykać w takim getcie. Uważam, że okres, kiedy byłam internowana przez siedem miesięcy, byłam dwukrotnie aresztowana, dostałam wyrok, byłam pozbawiona pracy – nauczył mnie tego, że nie należy nosić ze sobą tych ciężkich doświadczeń. Warto było tę cenę zapłacić po to, żebyśmy dzisiaj mogli spokojnie demonstrować na ulicy. Nie musimy się zgadzać z jedynie obowiązującym poglądem na sprawę, ja również nie utożsamiam się z całą linią ortodoksyjną partii, do której należę, bo uważam, że moje szerokie podejście do różnorodności pozwala mi mieć normalne podejście do życia - „czytamy” u Eli – patriotki, która rozumie pod tym pojęciem umiłowanie do swojej ojczyzny i apeluje, żeby przyjmować ludzi z „dobrodziejstwem inwentarza”.

Od 2010 roku z „Żywą biblioteką” związany jest Paweł – gej z Legnicy, na co dzień pracujący we Wrocławiu. - Na początku była trema - jak w takim pomieszczeniu z obcymi ludźmi rozmawiać zupełnie otwarcie o sobie, natomiast daje to fajne doświadczenie i z każdą rozmową jest łatwiej – wyznał. - Część osób obala swoje stereotypy, część stwierdza, że ci geje nie są tacy straszni jak media pokazują. Media lubią pokazywać rzeczy pikantne – pokazanie normalnej pary, która na co dzień żyje ze sobą, wykonuje obowiązki domowe, musi realizować się zawodowo – nie byłoby ciekawe. Dlatego wolą pokazać wyrywki z Parady Równości – wymalowanych facetów w lateksach, natomiast osoby, które w kręgu znajomych mają pary homoseksualne widzą, że to nie definiuje ich w żaden sposób – dodał Paweł, który od lat dziecięcych miał świadomość, że podobają mu się chłopacy. - W szkole podstawowej, kiedy byłem nastolatkiem, też budowałem relacje z dziewczynami, natomiast w tym roku mija mi 10 lat jak jestem ze swoim partnerem, a więc jak miałem 21 lat dotarło do mnie, że nie ma sensu budować sobie relacji z kobietami skoro to nie jest to, czego oczekuję – wyznał gej, który w kręgu rodziny i znajomych miał dużo szczęścia, bo nie spotkał się z potępieniem.

Książka pt. „Trzeźwy alkoholik”, w którą wcielił się Janek z Wałbrzycha to historia chwytająca za serce. - Gdy miałem prawie 20 lat zacząłem pić coraz więcej. Jako najmłodszego pracownika wysyłali mnie, żebym kupował wódkę, więc piłem za darmo, wciągnąłem się w to. Później zarabiałem coraz więcej i chciałem się odwdzięczyć – taka głupia historia. Teraz o tym wiem, że to był pierwszy etap, bo alkoholizm przechodzi przez cztery fazy: picie towarzyskie, chroniczne, upadłościowe, a czwarty etap to śmierć – czytamy u Janka. Samo wejście do zakładu pracy to nie było dzień dobry, tylko „dwie dychy mam” - wspomina. W czasach komunizmu to była normalka, a gdybym chciał się oduczyć pić, to uważaliby mnie za podejrzanego o „kablowanie” więc, żeby być trendy robiłem to, co oni – dodaje trzeźwy alkoholik, który miał dwie żony i jest ojcem trojga dzieci. Pewnego dnia dzięki koledze dowiedział się, że w Wałbrzychu odbywają się spotkania „AA”. - Na moje szczęście wiedziałem, że jestem alkoholikiem, ale nie wiedziałem jak wyjść z tego. Po trzech miesiącach miałem wpadkę, nie wiedziałem, że nie mogę do końca życia pić. Otarłem się w swoim życiu o trzy rzeczy: więzienie, śmierć i dom wariatów. Po drugim rozwodzie nie wiedziałem co ze sobą robić, więc rzuciłem pracę i przez 365 dni non stop piłem. Okradli mi mieszkanie, pobili mnie trzy razy, wyglądałem jak skóra i kości. To był mój najgorszy okres życia – spałem na dworcach. Poszedłem znowu do „AA”, przywitano mnie serdecznie, aż nagle samochód mnie potrącił. Trzy dni byłem w śpiączce, konkubina ciągle uważała, że i tak z tego nie wyjdę, więc byłem samotny i znowu się skusiłem... Teraz sam się określiłem, jestem trzeźwym alkoholikiem i moje życie po 20 latach bez alkoholu jest lepsze niż było. Przez te 20 lat osiągnąłem to, czego przez poprzednie 40 lat nie przeżyłem. Bez alkoholu można żyć, wznowiłem swoje hobby – m.in. malarstwo, jestem wolontariuszem dolnośląskim roku 2013, prowadzę warsztaty dla osób niepełnosprawnych i wiele innych rzeczy. Dla mnie jedna osoba uratowana to jest sukces – wyznał Janek z Wałbrzycha, który zdradził również, że córka z pierwszego małżeństwa ma obecnie 37 lat i widuje ją.. na ławce jak żebrze. - Dawałem jej przykład od 20 lat, ale ona nie chce z tego wyjść, wybrała slumsy i kanały. Syn z drugiego małżeństwa traktuje mnie jedynie jako bankomat, a najmłodsza córka nie widziała mnie pijanego i mam z nią doskonały kontakt, natomiast jej matka pije dalej – mówił trzeźwy alkoholik.

Ostatnią pozycją na półce „Żywej biblioteki” była Irina z Ukrainy, która w Polsce żyje od pięciu lat, sprowadziła ją tu siostra i z czasem stwierdziła, że chce tu żyć. Imigrantka na początku zarabiała sprzedając truskawki, choć ma wykształcenie wyższe. Z czasem nauczyła się języka polskiego. - To podstawa – mówi. - W Polsce praca jest przezroczysta, nie ważne czy umowa o pracę, czy zlecenie. Przychodzisz i pracujesz, a tam 90 procent na czarno. Tam „robi się interes” i nie wiadomo, co jutro może być z pracownikiem – mówiła Irina, która założyła we Wrocławiu fundację i pomaga innym Ukraińcom. Organizujemy kursy języka polskiego, uczymy wypełniać wnioski, prowadzę szkolenia jako trener biznesu – dodała imigrantka, która ma już polskie obywatelstwo. - Tam mój kraj, gdzie mam komfort. Czuję, że to jest mój dom – podkreśla Irina.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (30) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group