Czwartek, 13 maja
Imieniny: Roberta, Serwacego
Czytających: 6738
Zalogowanych: 8
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

aa: Dyrektorowanie? Klemm: jestem winien to tej scenie

Poniedziałek, 24 listopada 2008, 7:59
Aktualizacja: Czwartek, 4 grudnia 2008, 9:35
Autor: TEJO
aa: Dyrektorowanie? Klemm: jestem winien to tej scenie
Wojtek Klemm i Bogdan Nauka, dyrektor naczelny Teatru Jeleniogórskiego.
Fot. TEJO
Rozmowa z Wojtkiem Klemmem, kierownikiem artystycznym Sceny Dramatycznej Teatru Jeleniogórskiego.

Jaki będzie nowy sezon? Czy po zmianach organizacyjnych w Teatrze Jeleniogórskim zmieni się kierownictwo wyodrębnionej placówki? Na te i inne pytania odpowiedział nam szef artystyczny Sceny Dramatycznej Teatru Jeleniogórskiego. Rozmowę przeprowadziliśmy, zanim radni zdecydowali o podziale placówki.

– Panie dyrektorze, co będzie „Testosteronem” rozpoczętego właśnie sezonu artystycznego, hitem, który napełni widownię?
– Nie tylko „Testosteron” był spektaklem, który dobrze „szedł”. Nawiasem mówiąc, mimo, że to przedstawienie sprzed pięciu lat, jest jeszcze na afiszu Teatru. Myślę, że takim „Testosteronem” będzie produkcja Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego pod roboczym tytułem „Bajka dla dziecka od lat 18”. Premiera odbędzie się w styczniu. Na małej scenie planujemy wystawienie tekstu Bernarda-Marie Koltèsa, a Małgorzata Sikorska-Miszczuk napisze specjalnie dla nas sztukę o Jeleniej Górze. Uważam, że każdy z tych trzech projektów będzie tak samo atrakcyjny jak „Testosteron”.

– Ile będzie premier w sezonie?
– To zależy od sytuacji, w jakiej teatr znajdzie się od stycznia i od tego, jaka będzie sytuacja finansowa. Oprócz listopadowej „Intrygi i miłości” i styczniowej produkcji Strzępki/Demirskiego, chcielibyśmy zrealizować jeszcze co najmniej trzy, cztery premiery.

– W styczniu możliwe są dwa scenariusze: sytuacja nie zmieni się lub teatr zostanie podzielony na dwie jednostki. Czy ma Pan wizję na tę drugą okoliczność?
– Z pewnością, ale – skoro wiadomo, że jest jeszcze wiele niewiadomych – komentowanie spraw niepewnych byłoby stratą czasu.

– Nie proszę o komentarz, ale o zarysowanie Pana samodzielnej wizji…
– Ależ nigdzie nie jest powiedziane, że to będę ja samodzielnie! Dlatego wolałbym się na ten temat nie wypowiadać, dopóki sytuacja nie będzie jasna.

– Zapytam więc inaczej: czy wystartuje Pan w konkursie na szefa tej sceny, gdyby została oddzielona?
– Myślę, że jestem to winien tej scenie. Jestem to winien mojemu zespołowi. Ale wszystko inne jest w rękach Miasta i Marszałka. Czekam cierpliwie na to, co się wydarzy.

– A co z obsadą aktorską? Czy będą nowi aktorzy? Jakie twarze zobaczą nasi widzowie?
– Mam nadzieję, że – tak jak do tej pory – zespół aktorski będzie się zmieniał. Wszystko zależy od rozwoju sytuacji. Chcemy, by pojawiali się nowi aktorzy. Również gościnnie, jak np. u Moniki Strzępki. Jedni dojdą, inni odejdą. Moim zdaniem zespół aktorski musi być w ruchu. Wszystkich moich aktorów namawiam do ruchu. Inercja jest śmiercią aktora. Myślę, że tej zasady będziemy się trzymali.

– W kraju, nie tylko w Jeleniej Górze toczy się szeroka dyskusja o teatrze. Teatr aktywny angażujący widza do większego wysiłku intelektualnego, czy też teatr pasywny, który daje tylko rozrywkę, czy też klasyczny oparty na znanym repertuarze. Teatr Jeleniogórski wybrał pierwszy kierunek. Ale nie przełożyło się to na frekwencję… Czy wyciągnie Pan z tego wnioski?

– Po pierwsze: tak zwany spadek frekwencji w zeszłym roku to zjawisko, które trwa już dobrych kilka lat. I nie tylko w Teatrze Jeleniogórskim. Druga rzecz: przychodzi nowa dyrekcja artystyczna. Następuje, nazwijmy ją, radykalna zmiana programu artystycznego (a rzeczywiście świadomie zdecydowałem o przesunięciu steru w innym kierunku). W takiej sytuacji widz musi się nauczyć przychodzić do tego nowego teatru, a taka zmiana nie odbywa się w ciągu miesiąca. Wszystko, co nowe, bywa bolesne i obce. Po trzecie, jeśli mówi pan o tzw. znanych i sprawdzonych dziełach, to klasyka stanowiła dużą część naszego zeszłorocznego repertuaru. Był Wyspiański, był Eurypides, było nawiązanie do mitów antycznej Grecji w „We are camera/rzeczy o Jazonie”, nie mówiąc już o Brechcie, moim ukochanym autorze, również przecież klasyku. Nie jest więc tak, że tej klasyki nie ma. Ale rzeczywiście w ciągu ostatnich 30 lat teatr się bardzo zmienił, rzeczywistość teatralna się bardzo zmieniła. I to, co jest hitem poza Jelenią Górą, powinno przyjąć się także u nas. Proponowaliśmy i będziemy proponować Jeleniogórzanom nazwiska uznanych reżyserów. Nagradzana na festiwalach Monika Strzępka, laureat Paszportu Polityki Michał Zadara, który u nas pracował i gościnnie występował podczas Jeleniogórskich Spotkań Teatralnych, Natalia Korczakowska, która u nas zaczęła swoją drogę i teraz jest rozchwytywana przez najważniejsze polskie teatry. To są ludzie będący gwarancją dobrych spektakli i ciekawego teatru. Ja bym zresztą nie dzielił teatru inaczej, niż na dobry i zły. Nie: stary i nowy, ale właśnie: dobry i zły. I nie ma nic pomiędzy. Moim zdaniem – i zdaniem wielu przychylnych nam ludzi z Polski - oferujemy tutaj dobry teatr i na utrzymaniu tego stanu rzeczy bardzo mi zależy. Szukając reżyserów, którzy mogliby pracować na naszej scenie, wybieram spośród z jednej strony – początkujących, a z drugiej - ludzi z najwyższej teatralnej półki.

– Odbiorcami naszego teatru są również ludzie młodzi. Czy będzie coś specjalnego właśnie dla nich, aby „wychować” sobie przyszłą dojrzałą widownię? Wspomniał pan o „Bajce dla dziecka od lat 18” To propozycja dla młodzieży?

– Będzie to sztuka dla widzów w bardzo różnym wieku. Ponieważ mam dopiero pierwsze wzorcowe sceny, nie mogę panu powiedzieć, jaki znak – jak w kinie – będzie miał ten spektakl: od ilu lat rzeczywiście będzie. Poprosiłem Monikę Strzępkę, aby z Pawłem Demirskim wymyślili swoją wersję bajki – w jakiś sposób dla każdego. Premierę mamy, jak wspomniałem, w pierwszej połowie stycznia. Jest to czas krótko po Bożym Narodzeniu, krótko po Nowym Roku i myślę, że będzie to na pewno coś czarodziejskiego. Jeśli Jeleniogórzanie znają twórczość Strzępki i Demirskiego (choćby pokazywane na naszym Festiwalu spektakle „Był sobie Polak, Polak, Polak i diabeł” czy „Diamenty to węgiel, który wziął się do roboty” z Wałbrzycha) to wiedzą, że to artyści, którzy bardzo dowcipnie i dokładnie opisują rzeczywistość, korzystając jednocześnie z wielkiej literatury światowej i polskiej. U nas będą się bawić cytatami z bajek. Wracając do młodzieży: bardzo zależy mi na młodych ludziach w Teatrze, na tym, żeby się tu kręcili, współpracowali, dyskutowali, tworzyli swoje rzeczy. Pamiętam moje wrażenia z zeszłorocznych Spotkań Teatralnych, gdzie spektakl „111”, przygotowany z młodzieżą przez Jacka Paruszyńskiego po prostu mną wstrząsnął. Słyszę, że ich „Jaskinia filozofów”, pokazywana na tegorocznym OFFie była również świetna. Fantastyczna praca, fantastyczni ludzie. Mądrzy i myślący. Takich ludzi chcę tutaj mieć.

– Wyobraźmy sobie, że podczas premiery gaśnie światło. Jest awaria. Co się dzieje z teatrem? Czy może istnieć bez środków technicznych?
– Praktycznie rzecz biorąc, kiedy jest awaria techniczna i światło gaśnie, natychmiast włączają się światła awaryjne. Teatry są na takie sytuacje przygotowane. A mówiąc metaforycznie: tak. Teatr zawsze musi dalej grać!

- Dziękuję za rozmowę.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (37) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group