Czwartek, 29 października
Imieniny: Wioletty, Jacka
Czytających: 7185
Zalogowanych: 9
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Drink z głową konkubiny – uwaga: treść jest drastyczna

Wiadomości: REGION
Niedziela, 12 lipca 2009, 8:54
Aktualizacja: 17:47
Autor: Angela
Fot. .......
To nie fabuła jednego z dreszczowców, ale mrożący krew w żyłach fragment zeznań Marka K., który w grudniu 2008 roku podciął konkubinie gardło i gdyby nie fakt, że na kręgosłupie złamał się nóż, odciąłby jej głowę. W klatkę piersiową i w oko wbił jej też nożyczki. Następnego dnia spakował rzeczy do więzienia, i poszedł na policję, by przyznać się do zabójstwa. Do Sądu Okręgowego w Jeleniej Górze wpłynęły akta tej makabrycznej sprawy.

Grażyna S. i Marek K. poznali się w połowie 2007 roku. Kobieta po wcześniejszym nieudanym małżeństwie prawdopodobnie szukała oparcia u jakiegoś mężczyzny. Początkowo znalazła je w 46-letnim Marku, ojcu sześciorga dzieci w wieku od 6 do 22 lat, które miał z różnymi kobietami. Mężczyźnie, który trzy razy powtarzał piątą klasę szkoły podstawowej, a ostatnie dwa lata zrobił w hufcu zdobywając zawód monter maszyn rolniczych. Człowieku, który był kilkakrotnie karany za rozboje i kradzieże, oraz który leczył się psychiatrycznie.

Wracał pijany
Grażyna wprowadziła się do domu nowego partnera w Bolkowie. Marek pracował dorywczo w stolarni. Rano wychodził do pracy, wracał popołudniu, zazwyczaj pijany. To jednak nie przeszkadzało Grażynie, bo i ona nie wylewała za kołnierz, a do tego nie pracowała. W ciągu dnia przebywała u rodziców, którym pomagała przy utrzymaniu domu. Wieczorem wracała do mieszkania Marka K., gdzie oboje regularnie pili na umór. Alkohol wywoływał agresję: w czerwcu 2008 roku Marek dotkliwie pobił konkubinę.

Na prośbę matki, która zauważyła siniaki na twarzy córki, Grażyna sprawę zgłosiła na policję, ale nie poszła do lekarza i nie zrobiła obdukcji. Po tym pobiciu wyprowadziła się z mieszkania Marka K. i ponownie zamieszkała z rodzicami. Po dwóch miesiącach chciała ostatecznie wyprowadzić się od partnera. Ten przekonał ją jednak, że się zmieni. Nie zmienił się, a przemoc wobec kobiety zaczął stosować częściej i regularniej. Groził, że ją „poderżnie”.

Coś w niego wstąpiło
Grażyna ani o pobiciach, ani o groźbach, policji nie powiedziała. Pewnie nie sądziła, że jej konkubent jest zdolny do takich rzeczy. Późną jesienią 2008 roku pijany Marek K. w środku nocy rąbał drewno w piwnicy. Kiedy sąsiad zszedł do niego i zapytał go, dlaczego hałasuje w środku nocy, usłyszał odpowiedź, że musi się wyładować, i że woli rąbać drewno, niż zrobić krzywdę konkubinie.

– Puściły mi nerwy i coś we mnie wstąpiło – tłumaczył zabójca policji. 18 grudnia 2008 roku Grażyna S. ostatni raz była widziana późnym popołudniem, w mieszkaniu Marka. K. W tragiczny czwartek zabójca nie poszedł do pracy. Rano kupił pół litra, które opróżnił wspólnie z towarzyszką życia. Około południa oboje poszli do banku po zasiłek dla bezrobotnych, gdzie odbierali 238, 50 zł. Pieniądze przepili.

Zarżnął, bo warczała
Wieczorem, kiedy para kontynuowała libację, doszło do kłótni. Grażyna miała za złe Markowi jego kontakty z kolegami, których nazwała narkomanami i alkoholikami. – To „gadanie” i „czepianie się” wyprowadziło mnie z równowagi – zeznał później mężczyzna policji. Powiedział Grażynie, że jeśli nie przestanie „warczeć”, zarżnie ją, jak jej to kiedyś obiecał. Kobieta jednak nie przestraszyła się gróźb.

Wtedy Marek K. podszedł do niej i zakrył jej twarz ręką, po chwili puścił. To kobietę rozjuszyło jeszcze bardziej. Zabójca nie czekał aż się uspokoi. Z kuchni wziął nóż kuchenny, podszedł do łóżka lewą ręką zakrył twarz Grażyny przyciskając jej głowę do tapczanu, a drugą zaczął ciąć jej szyję na wysokości krtani. Kobieta zaczęła się szamotać, ale nie mogła wstać bo Marek K. skutecznie ją obezwładnił, a poza tym była mocno pijana. Badanie wykazało, że w chwili śmierci kobieta miała około 2,7 promila alkoholu we krwi.

Chciał wypić wódkę z głową
Marek K. naciął skórę szyi, krtań, mięśnie, naczynia krwionośne i zaczął ciąć kręgosłup, ale złamał mu się nóż, a obie jego części utknęły w ciele nieżywej już partnerki. W zeznaniach wyjaśniał, że kiedy ciął szyję konkubiny, chciał jej odciąć głowę, postawić ją sobie na ławie i wypić z nią wódkę. Potem chciał iść na policję.

Zabójca nie pamiętał natomiast jeszcze innych okrucieństw, jakich dopuścił się na kobiecie. W międzyczasie wbił jej bowiem kosmetyczne nożyczki w klatkę piersiową, a kiedy ostrza przyrządu się złamały, fragmentem nożyczek dźgnął kobietę w dolną powiekę oka. W wyniku obszernych obrażeń głowy i szyi kobieta zmarła.

Żegnał się z kolegami
Po zabójstwie Marek K. poszedł do drugiego pokoju, wziął neseser i zaczął pakować się do więzienia. Ciało denatki zarzucił ubraniami z szafy, spośród których wybierał te, które miał zabrać ze sobą. Przygotował sobie torbę z przyborami toaletowymi do więzienia, którą następnego dnia rano zostawił w mieszkaniu ojca. Później poszedł pić, aby w ten sposób pożegnać się z kolegami.

Eugeniuszowi K. powiedział, że długo się nie zobaczą. Adamowi B., do którego wyjawił: „zabiłem ją, poderżnąłem jej gardło, wyrwałem chwasta” i opisał mu przebieg zdarzenia. Następnego dnia, 19 grudnia, Marek K. wraz z kolegami wrócili do mieszkania sprawcy, gdzie zabójca pokazał kolegom swoją ofiarę, po czym poszedł na policję by przyznać się do morderstwa. W chwili zatrzymania przez policję miał 2,3 promila alkoholu we krwi.
Biegli stwierdzili, że w chwili zabójstwa marek k. Nie miał zniesionej ani w znacznym stopniu ograniczonej zdolności rozumienia znaczenia czynów. Był w stanie upojenia alkoholowego, ale nie do tego stopnia, by nie wiedział co robi.

Widział diabła
Marek K. pił od najmłodszych lat. Przez alkohol miał problemy ze skończeniem szkoły i był leczony psychiatrycznie. W wieku 44 lat próbował odstawić nałóg, nie dał rady. Policji mówił, że kiedy nie pił, nie panował nad sobą. W 2000 roku dostał pracę w Karpaczu, ale postawiono mu jeden warunek – koniec z piciem. Wstawił sobie wówczas wszywkę, nie pił rok, ale później zaczął pić od nowa, regularnie z kilkudniowymi przerwami. Kiedy odstawił procenty trzęsły mu się ręce, miał zwidy, widział diabła, „nieraz rzucało mnie całego, musiałem wypić. Palił marihuanę, kilka razy wciągał amfetaminę. Lubił się ciąć, szczególnie po alkoholu i na trzeźwo w nerwach. Jak mówił, pocięcie przynosiło mu ulgę, uspokajało go. Pierwsza rozprawa w tej makabrycznej sprawie w Sądzie Okręgowym w Jeleniej Górze planowana jest na 31 lipca 2009 roku.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (29) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group