Piątek, 17 września
Imieniny: Justyny, Franciszka, Roberta
Czytających: 2878
Zalogowanych: 2
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Czarne chmury nad MZK

Poniedziałek, 9 sierpnia 2010, 7:36
Aktualizacja: Wtorek, 10 sierpnia 2010, 7:27
Autor: Angela
JELENIA GÓRA: Czarne chmury nad MZK
Fot. TEJO
– Niepewność jutra: tak krótko można określić sytuację w Miejskim Zakładzie Komunikacyjnym. Wprawdzie pasażerowie mogą odetchnąć, bo od sierpnia nie zapłacą więcej za bilety (uchwałę rady zaskarżył wojewoda), ale od września ma wejść w życie plan drastycznych cięć. Stąd niepewność i lęk załogi przewoźnika przed redukcją etatów i zwolnieniami z pracy.

Od sierpnia ceny biletów miały nieznacznie wzrosnąć: zniknąć miały uciążliwe dla pasażerów i kioskarzy końcówki cen, a dzieci do lat czterech miały jeździć autobusami za darmo. Do końca roku zmian nie będzie. Uchwałę o zmianach taryf, podjętą z początkiem czerwca, wojewoda dolnośląski skierował do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

W skardze zarzuca radzie miasta istotne naruszenie ustaw i domaga się unieważnienie uchwały oraz wstrzymania jej wykonania. Główne zarzuty dotyczą m.in. tego, że uchwała odnosi się tylko do jednego przewoźnika – Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego, a nie do wszystkich przewoźników z terenu gminy, które mogłyby świadczyć usługi zbiorowego transportu lokalnego.

Wojewoda zarzuca też radzie podejmowanie decyzji m.in. o wysokości opłat dodatkowych i manipulacyjnych, tworzenie regulaminu o warunkach i sposobie korzystania z usług komunikacyjnych oraz dodatkowych kwestii związanych z technicznymi rozwiązaniami, m.in. typu jakość papieru do druku biletów itp., do czego prawo przysługują nie radzie, a przewoźnikowi.

Wytyka też niewprowadzenie do uchwały zapisu o ulgach przysługujących studentom i kombatantom oraz osobom będącym ofiarami represji wojennych i okresu powojennego, a także cywilnym niewidomym ofiarom działań wojennych.

Pedantyczny wojewoda
Zastępca prezydenta Jerzy Lenard tłumaczy natomiast, że czerwcowa uchwała została podjęta na dotychczasowych zasadach, jakie obowiązywały od lat. Zdziwiony rozkłada więc ręce i nie rozumie celu, jaki skargą chciał osiągnąć wojewoda.
– Oczywiście w punktach, które zostały nakreślone, poprawimy te kwestie, ale trzeba podkreślić, że nie ma w nich żadnych istotnych naruszeń prawa. Nie są to błędy merytoryczne, ale raczej doszukiwanie się przez służby wojewody drobiazgów. Słyszałem już od wielu gmin skargi co do pracy służb prawnych wojewody, które robią doktoraty na prostych uchwałach gmin, uniemożliwiając ich normalne funkcjonowanie – mówi Jerzy Lenard.

Zgodnie z tym co zostało zapisane w skardze, zmienimy tytuł uchwały, by odnosił się on do wszystkich przewoźników z terenu gminy. Wprowadzimy też wpis o ulgach, którego w obecnej uchwale nie wpisaliśmy, bo jest on częścią aktu prawnego wyższego rzędu. W związku z tym nie mieliśmy obowiązku wpisywania go do uchwały, ale dla czytelności dokumentu to zrobimy – zapewnia samorządowiec.

Kwestie, o których powinien decydować przewoźnik, a nie rada, pozostawimy też w gestii firmy przewozowej. – Takie zapisy funkcjonują w obecnej taryfie, jak również w uchwałach większości miast w Polsce. Teraz albo poczekamy na rozstrzygnięcie sądu, albo podejmiemy decyzję o wprowadzeniu tych zmian najprawdopodobniej na najbliższej sesji rady. Zmianę taryfy w życie wprowadzimy najprawdopodobniej dopiero od przyszłego roku, by nie robić zamieszania – mówi Jerzy Lenard.

Dla pasażerów zmieni się więc tylko czas wprowadzenia nowych cen, nic więcej. Wojewoda nie kwestionuje bowiem uchwalonych cen biletów, ale inne kwestie, o których wspomniałem.

Ostre cięcia
Tymczasem większe emocje wywołała druga zmiana, jaka miała być wprowadzona tuż po zmianie taryfy. – To bardzo poważne cięcia, których się boimy. Celem mają być oszczędności ponad dwóch tysięcy kilometrów dziennie. To bardzo dużo. Muszą się z tym wiązać zwolnienia z pracy – zadzwonił do nas proszący o anonimowość pracownik MZK.

Marek Woźniak, prezes MZK, twierdzi, że dotychczas nie dotarły od rady do spółki ostateczne decyzje w tej sprawie, a planów komentować nie chce. Bardziej rozmowny jest Jerzy Lenard. – Całość zmian, jakie zaproponowaliśmy, w tym zmiany ilości kursujących autobusów, była związana z taryfą. W związku z tym, że w taryfie zrobiliśmy rozróżnienie cen biletów do jednej linii i do całej sieci, jest kuriozalnym wręcz utrzymywanie linii, która ma pięć kursów dziennie – mówi wiceszef miasta.

Nikt takiego biletu po pierwsze nie kupi, a poza tym są to kursy, które w 90 procentach pokrywają inną główną ścieżkę trasy przejazdu. Te zmiany są po prostu nieuniknione, nie możemy sobie pozwolić na wydawanie naprawdę dużych pieniędzy z budżetu na wożenie powietrza – dodaje samorządowiec.

Analizując napełnienie autobusów, zaproponowano zmiany przebiegu autobusów i likwidację części kursów, które się pokrywają, jak np. linii nr 7 i 27. W zamian miały zostać wprowadzone nowe linie, nie tylko pośpieszne, ale również normalne. Powstały założenia, jak to powinno wyglądać w odniesieniu do nowej taryfy. – Teraz MZK musi spróbować zrobić z tego sensowny rozkład jazdy – mówi Lenard.

Miasto nie chce cięć etatów kierowców, ale – oczywistym jest – że przy ograniczeniu zasięgu przewoźnika i zmniejszeniu ilości przejeżdżanych kilometrów, takie cięcia nastąpić muszą. Tyle że to nie samorząd jest pracodawcą przewoźnika, który – po przekształceniach – jest spółką prawa handlowego i sam decyduje o poziomie zatrudnienia.

– W gestii prezesa spółki leży racjonalne gospodarowanie swoja załogą. Wiem, że obecnie cały czas brakuje kierowców, przez co wielu pracujących w MZK musi brać dużą liczbę nadgodzin. Po wprowadzonych zmianach tych nadgodzin po prostu nie będzie, a jeśli zajdzie potrzeba zmniejszenia zatrudnienia to jedynie drogą odejścia ludzi na emerytury – mówi wiceszef miasta. Jak to będzie rzeczywiście? Pokaże przyszłość.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (41) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group