Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Sobota, 17 stycznia
Imieniny: Antoniego, Jana
Czytających: 7804
Zalogowanych: 11
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

...: Znicz pamięci naszych sportowców

Niedziela, 1 listopada 2009, 10:36
Aktualizacja: Piątek, 6 listopada 2009, 10:19
Autor: ahawer
...: Znicz pamięci naszych sportowców
Fot. ...
Wszystkich Świętych i Zaduszki to czas niezwykłej łączności z tymi, którzy żyją w naszych wspomnieniach. Ze szczególną siłą wracają, pukając do naszej pamięci. Nie można zapominać w tym czasie o sportowcach związanych z naszym regionem, których nie ma już z nami......

Trzy lata temu odszedł od nas znakomity wychowawca młodzieży, twórca klubu MKS-MDK Karkonosze. Nestor jeleniogórskiej koszykówki, Marian Koczwara. Zainicjował tą dyscyplinę w naszym mieście, jeszcze w latach 40-tych ubiegłego stulecia. Był wieloletnim dyrektorem Młodzieżowego Domu Kultury w Jeleniej Górze, zawsze zachęcał młodzież do uprawiania sportu.
Pan Marian, był niezwykle lubiany przez dzieci i młodzież. Treningi z Nim były samą przyjemnością. Jego najwybitniejszym wychowankiem jest Janusz Wichowski, wicemistrz Europy, który w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego, o swoim trenerze wypowiadał się w samych superlatywach.
W 1984 roku w uznaniu wielkich zasług Marian Koczwara otrzymał prestiżową Nagrodę im. Jędrzeja Śniadeckiego, przyznawaną corocznie jednej osobie w Polsce za wybitne osiągnięcia w sporcie. Rada Państwa przyznała Mu także Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia.

Spod Jego opieki wyszło wielu znakomitych graczy, m.in. Roman Misiewicz, Marek Juszczyński, Grzegorze Kiliszek, Wojciech Popowski, Zdzisław Syrca, Ryszard i Henryk Rekiel, Roman Sikora, Zdzisław Mikuliszyn i wielu innych.

Jego wychowankami są także znani trenerzy: Mirosław Trześniewski, Eugeniusz i Rafał Sroka, Ireneusz Taraszkiewicz, a także wieloletni trener MKS MDK Karkonosze, Jerzy Gadzimski, który wspomina Mariana Koczwarę:

„Człowiek-dusza, człowiek-serce. Lata spędzone z szefem, jak go nazywaliśmy, wspominam bardzo mile i z uśmiechem na ustach. Dzięki Niemu, wszystko się zaczęło, potrafił, jak nikt inny zarażać miłością do koszykówki.”
Ten wspaniały, serdeczny człowiek, któremu jeleniogórskie środowisko sportowe zawdzięcza tak wiele, odszedł od nas w wieku 85 lat.

Osoby związane z basketem i nie tylko, powód do smutku mieli także w kwietniu tego roku, kiedy doszło do śmiertelnego wypadku, z udziałem Grzegorza Grygorcewicza.
Grzesiu, był wychowankiem Sudetów Jelenia Góra. Ze względu na studia opuścił stolicę Karkonoszy. Ostatnio występował w Leasingu Siechnice. Jak mówią o nim przyjaciele, to był wyjątkowy chłopak. Inteligentny, bardzo zdolny, koleżeński i zawsze uśmiechnięty.
Miał zaledwie 23 lata.

W lipcu minęło sześć lat od śmierci Mariana Południkiewicza. Lekarza sportowego, którego w Jeleniej Górze pamiętają wszyscy sportowcy, kibice, osoby związane ze sportem.
Dla Niego pacjent był cierpiącym człowiekiem, a nie zwykłym przypadkiem chorobowym. Życzliwy i miły człowiek. Wspaniały lekarz z powołaniem, zawsze gotów pomagać innym.

Marian Południkiewicz wraz z synem Bartkiem zginęli w wypadku samochodowym pod Bolkowem. W chwili śmierci miał 51 lat.

Piotr Morawski zginął w kwietniu tego roku. Był jednym z najbardziej utytułowanych polskich himalaistów. 14 stycznia 2005 roku razem z Włochem Simone Moro, jako pierwsi himalaiści w historii, zdobyli zimą ośmiotysięcznik Shisha Pangma.

Do tragedii doszło w Himalajach podczas wyprawy aklimatyzacyjnej. Celem wspinaczki był ośmiotysięcznik Dhaulagiri. Poniżej pierwszego obozu, na wysokości około 5500 metrów Morawski ześlizgnął się w szczelinę. Urazy doznane podczas upadku okazały się śmiertelne. Miał 33 lata.
Piotr zdobył 6 ośmiotysięczników. Od 2007 roku pełnił funkcję wiceprezesa Polskiego Związku Alpinizmu, a od lutego 2009 był przewodniczącym Komisji Bezpieczeństwa PZA.
Piotr dał się poznać w górach jako wspaniały przyjaciel.

Był gotowy sam ryzykować swoje życie by pomóc drugiemu człowiekowi. W 2006 roku wraz z Piotrem Pustelnikiem po przejściu przez szczyt wschodni góry Annapurna (8010 m n.p.m.) zatrzymali się, bo podjęli decyzję o ratowaniu życia tybetańskiego himalaisty Lou Tse, który na wysokości utracił wzrok.

W tym samym roku na wysokości 7200 m n.p.m.. na przełęczy Broad Peak, polska ekipa himalaistów napotkała bardzo osłabionego, w stanie deterioracji wysokościowej, Austriaka. To Piotr sprowadził go wtedy do obozu.
Odszedł od nas wspaniały człowiek, pełen pasji, entuzjazmu i poczucia humoru, oddany kolega i niezawodny przyjaciel – mówili po śmierci jego towarzysze.

Piotr uwielbiał Karpacz, starał się być na wszystkich wrześniowych spotkaniach himalaistów, nawet wtedy gdy przygotowywał się do wypraw – zjawiał się na parę godzin. W mieście pod Śnieżką zdążył zostawić swój ślad. Odcisk jego buta wyprawowego znajduje się na Skwerze Zdobywców przed Urzędem Miasta.

W 2006 roku w Jeleniej Górze zmarł Marek Skrobot, jeden z najlepszych polskich pilotów rajdowych lat 90-tych, zwycięzca Rajdu Karkonoskiego 1991 i 93, Rajdu Warszawskiego 98. Marek startował z Piotrem Kozłowieckim, Pawłem Buziukiem, Mariuszem Ficoniem, Cezarym Fuchsem, Markiem Gieruszczakiem.

Jak opowiada o nim kolega z prawego fotela: Łukasz Włoch:

„Marek Skrobot, Wielki "mały" pilot, człowiek na którego prace patrzyłem z podziwem. Zawsze skromny, uśmiechnięty, przyjaźnie nastawiony do ludzi. Kochał rajdy, opowiadał o nich z pasja i błyskiem w oczach. Nie raz dawał mi drobne rajdowe wskazówki. Był instruktorem nauki jazdy, może to powodowało, że z łatwością nawiązywał kontakt z młodymi ludźmi. Pełny energii, a zarazem nie opisanej cierpliwości do kursantów. "Robocik", jak nazywali go przyjaciele przemieszczał się ulicami Jeleniej Góry w seledynowym maluszku z L na dachu, ale ja wolałem oglądać go podczas prób sportowych szczególnie w rajdzie Karkonoskim 93, którego został zwycięzcą. Gdy wysiadał ze swojej toyoty, miał taka sama minę, jak po kolejnej lekcji udzielonej przyszłemu kierowcy. Zawsze po prawej, zawsze z boku w cieniu kierowcy, zawsze z ciepłym uśmiechem..”
Marek zmarł nagle, w wieku 47 lat.

W zeszłym roku, pierwszego dnia wiosny, w Karpaczu w Białym Jarze zeszła lawina. Największa od wielu lat. Pociągnęła za sobą instuktora, współzałożyciela Szkoły Narciarskiej Supernarty- Szymona Kempisty. Dwa dni później ratownicy znaleźli pod śniegiem ciało Szymona.
W pierwszą rocznicę śmierci, w Karpaczu, by oddać hołd pamięci Szymka, szkoła narciarska Supernarty.pl zorganizowała otwarte zawody na trasie slalomu giganta, które nazwano „I Memoriałem Szymona Kempisty”. Cząstka Szymona jest w każdym z was – mówiła do zawodników mama niezapomnianego narciarza i instruktora.

Szymon należał do ludzi, którzy najlepiej czuli się w górach. Tam spędzał każdą wolną chwilę. Góry, narciarstwo, snowboard, skitouring były całym Jego życiem. Cieszył się wielkim szacunkiem i był kamieniem, a raczej skałą pozytywnej energii. Świetny narciarz i nauczyciel. Oddany do końca swojej pasji.

Ci wszyscy i wielu innych sportowców zamieszkują w naszej pamięci, przysypywani kurzem niepamięci dnia codziennego. Warto jednak pamiętać, że żadna śmierć nie jest bezużyteczna, jeśli poprzedziło ją życie oddane innym, życie w którym szukano sensu i wartości...

Ogłoszenia

Czytaj również

Sonda

Jaki masz stosunek do zbiórek, akcji charytatywnych?

Oddanych
głosów
498
Staram się pomagać wszystkim
31%
Pomagam tylko osobom, które znam
36%
Nie biorę udziału w taki akcjach
33%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
15 błędów zimowej jazdy, które niszczą silnik
Rozmowy Jelonki
Zwierzęta boją się huku petard 100 razy bardziej niż człowiek
 
Pogoda
Wracają ujemne temperatury
 
Kilometry
Czy można przejeżdżać przez skrzyżowanie na pomarańczowym świetle?
 
Karkonosze
Śmierć za śmiercią na Śnieżce
 
Teatr im. Norwida
Orwellowski „1984” na scenie Teatru Norwida
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group