Piątek, 23 lipca
Imieniny: Bogny, Brygidy
Czytających: 6020
Zalogowanych: 5
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Zaczytaj się z Jelonką.com

Piątek, 16 lipca 2021, 9:01
Autor: KK
Jelenia Góra: Zaczytaj się z Jelonką.com
Fot. Książnica Karkonoska
„Łyski liczą do trzech” Olgi Hund, „Droga Jana” Doroty Danielewicz oraz „Jutro spadną gromy” Bartosza Jastrzębskiego i Jędrzeja Morawieckiego to te książki polecają nam panie bibliotekarki z jeleniogórskiej Książnicy Karkonoskiej. Taki wybór uzasadniają w swoich recenzjach – zapraszamy do lektury.

Łyski liczą do trzech. Olga Hund

Jednymi z częściej powtarzanych w wiadomościach wyrazów są konflikt, mniejszość, dyskryminacja, wróg. Czy to w skali globalnej czy lokalnej obecna jest wrogość, a w kontrze do niej nośne hasła pokojowe, integracja, zrozumienie i tolerancja. W czeskim Zlinie podczas festynu integracyjnego Czechów i Caaaków policjant śmiertelnie postrzelił dziecko, stało się to zarzewiem kolejnych wydarzeń. Stróże prawa stoją z prawem na bakier - w tym systemie niewiele działa poprawnie, spychani na margines Caaakowie podnoszą głowy. Zaczyna się rewolucja, a jednocześnie trójka głównych bohaterów rusza po ukrywanego policjanta – zabójcy. Nie jest to optymistyczna wizja, na agresję odpowiada się agresją, inne środki, próby łagodzenia konfliktu, nawiązania współpracy z prześladowanymi Caaakami zupełnie mijają się z ich potrzebami. Olga Hund celnie wytyka problemy współczesnych społeczeństw, nie daje odpocząć czytelnikowi, akcja toczy się błyskawicznie, tak jak przebiegają rewolucje. Rewolucja u Olgi Hund jest kobietą, piękną i tajemniczą kobietą o trzech oczach i hipnotyzującym spojrzeniu. Książka dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej. (JJ)

Droga Jana. Dorota Danielewicz

Książka Doroty Danielewicz jest piękną, pełną niebanalnych porównań oraz opisów historią niepełnosprawnego Jana. Jan cierpi na niezwykle rzadką chorobę galaktosialidozę, która spowodowała utratę zdolności do samodzielnego funkcjonowania. Historia matki oraz jej chorego dziecka powoduje, że nasze problemy przestają mieć znaczenie. Pełna empatii i ciepła pozwala nam zachwycić się życiem i zrozumieć, że nawet z tak ciężkim schorzeniem ( 80 przypadków na całym świecie !) można cieszyć się dniem dzisiejszym. Danielewicz próbuje opowiedzieć nam co przeżył jej syn, domyśla się co czuł, myślał. Opisuje swoje rozterki, emocje jakie nią targały oraz samą drogę do akceptacji zaistniałego stanu rzeczy. Ale nie tylko historia jest warta uwagi. Język, jakim autorka się posługuje, jest niczym pędzel ślizgający się po płótnie – pełen barw i ukrytych znaczeń. W przepiękny sposób przekazuje nam to, czego nauczył ją syn przez te wszystkie lata.
„Zaczęłam zapominać, czym jest radość, traciłam pogodę ducha. Słabłam każdego dnia, a moje czarne serce biło bezgłośnie jak niemy dzwon. To, z czym przyszło mi się zmierzyć, zdawało się ponad siły (…).”
„(…) Innym razem jest dzisiaj, tylko dzisiaj. To kolejna lekcja Jana. Kiedy zaczynamy oddawać się chwili, przestając zastanawiać się na tym, co było, i marzyć o tym, co mogłoby zaistnieć, wtedy chwila rozszerza się do nieskończoności. (…) Zwyczajne bycie razem, nieśpieszne obcowanie. Przytulenie, które mówi więcej niż słowa. Wspólne oddychanie. „
„Czuć siebie i być ze sobą, tego nauczył mnie Jan po utracie mowy. Pozostał nam śmiech, szalony, głośny, wolny śmiech. Wielka, uwalniająca wesołość i wyzwalająca z pęt walki na słowa lekcja Jana. (…).”
„Opowieść o drodze Jana to nadawanie kształtu obłokom. Od lat przecież Jan nie może mi opowiedzieć, co czuje, patrząc na niebo, na mnie, na siebie w lustrze. Mogę tylko zgadywać (…).”. Książka dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej. (AS)

Jutro spadną gromy. Bartosz Jastrzębski, Jędrzej Morawiecki

W dzisiejszej Polsce trudno o miejsce bardziej pograniczne niż Podlasie. Region ten chyba od zawsze leżał na styku państw i narodów, na skrzyżowaniu kultur i religii. Takim stworzyła go historia. Mieszały się tam wpływy polskie, ruskie, jaćwieskie i litewskie. Stopniowo obok prawosławnych i łacinników nad Bugiem i Narwią pojawiali się również wyznawcy judaizmu i islamu. Dzisiejsze Podlasie to resztki grodu w Drohiczynie, ale też prawosławny monaster w Supraślu, czy synagoga w Tykocinie. To mała ojczyzna polskich Białorusinów i dawny kawałek Polinu dla tysięcy Żydów, których już nie ma. To wiejskie krajobrazy z filmów Jacka Bromskiego i zwykła, prowincjonalna bieda znikających wsi. Bartosz Jastrzębski i Jędrzej Morawiecki postanowili odkryć północno-wschodni kraniec Polski takim, jakim on jest. W ten sposób powstała opatrzona fotografiami Macieja Skawińskiego książka o tajemniczym tytule Jutro spadną gromy. Ukazała się w nakładem Fundacji Sąsiedzi.
W przeciwieństwie do wielu innych publikacji ta grupa reporterów nie bawi się w żadne sentymentalne „podróże do korzeni”. Realistycznie i uczciwie przyjmują pozycję gości, czyli ludzi z zewnątrz. Stawiają pytania o wyobrażenia i granice między magią i religią. Docierają do szeptuch (ale częściej jednak do ich "klientów”), a wrażenia konfrontują z prawosławnymi i katolickimi duchownymi, którzy po sąsiedzku zamieszkują gminną wieś Narew („nawet jeśli ona i on katolicy to i tak jakoś wolą brać ślub u mnie, mówią że w cerkwi ładniej, wielu się podoba”). Autorzy unikają zanurzania się w mitach i sentymentach – wolą rozłożyć je na czynniki pierwsze w celu pokazania rzeczywistości.
Zamiast nadbużańskiej sielanki dostajemy zatem opowieść o twardej kobiecie z Krynek, która ledwo wiążąc koniec z końcem postanawia otworzyć tam antykwariat. Międzykulturowy i szumny Białystok jawi się jako miasto, z którego ucieka się do Warszawy, albo i jeszcze dalej na Zachód. Otoczony aurą mistyka pustelnik z Odrynek, archimandryta Gabriel, okazuje się być bardziej inteligentnym i trzeźwo myślącym gospodarzem-biznesmenem. Tajemnicze szeptuchy na kartach książki nie czynią cudów z pogranicza pogaństwa i chrześcijaństwa, a przede wszystkim przyciągają spragnionych „czarów” mieszczuchów. Jastrzębski i Morawiecki pokazują, że idealizowane w filmach i powieściach białoruskie wioski wymierają wraz z mieszkańcami („wraz z tymi babciami skończy się dziewiętnasty wiek”). Ci ostatni są z kolei często ostatnimi świadkami zbrodni Burego i jemu podobnych, żywym elementem trudnej przeszłości międzykulturowego Podlasia. Niespodziewanie wychodzi na to, że wielokulturowość i wieloetniczność, którą się zachwycamy miała swoje ciemniejsze oblicze i to całkiem niedawno.
Można powiedzieć, że to właśnie indywidualni bohaterowie są najmocniejszą stroną książki. Są to ludzie różnorodni, czasem ekscentryczni, a niekiedy zupełnie zwykli. Wszyscy jednak prawdziwi do szpiku kości, naznaczeni tragicznymi, ale i barwnymi życiorysami. Jest wśród nich Leon, który walczył na wojnie i dostał za to radziecki medal ze Stalinem, i młodszy od niego o kilkadziesiąt lat twórca „Sztucznych fiołków”, który chcąc nie chcąc musiał opuścić rodzinne strony. Bohaterowie nie są przerysowani, bo nie było takiej potrzeby. Lektura Jutro spadną gromy to właśnie spotkanie z takimi ludźmi.
W efekcie czytelnik przestaje patrzeć na Podlasie jak na mit, ale nadal chce tam pojechać. Książka dostępna w zbiorach Książnicy Karkonoskiej. (EM)

Twoja reakcja na artykuł?

0
0%
Cieszy
0
0%
Hahaha
0
0%
Nudzi
0
0%
Smuci
0
0%
Złości
0
0%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group