Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Poniedziałek, 2 lutego
Imieniny: Marii, Miłosławy
Czytających: 13917
Zalogowanych: 116
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: W rytm marsza do śmierci

Czwartek, 10 września 2009, 21:15
Aktualizacja: Piątek, 11 września 2009, 7:26
Autor: TEJO
JELENIA GÓRA: W rytm marsza do śmierci
Fot. reprodukcje i zdjęcia TEJO
„Sztuka Zagłady – muzyka w Auschwitz–Birkenau” – to tytuł wykładu Agnieszki Kłos, który przyciągnął do Biura Wystaw Artystycznych tłum zainteresowanych. Autorka prezentacji przedstawiła interesujące materiały i nigdzie dotąd niepublikowane zdjęcia z hitlerowskiej fabryki śmierci, która żyła swoją codziennością i przy dźwiękach różnej muzyki.

Agnieszkę Kłos przywitała i przedstawiła Janina Hobgarska, dyrektor BWA. – Jest pierwszą cywilną kobietą, która po wojnie przeszła kanałami, którymi w sierpniu i wrześniu 1944 roku przemieszczali się powstańcy warszawscy. Naucza fotografii i dziennikarstwa w jednej z wrocławskich szkół – usłyszeli zebrani.

Jednak przede wszystkim Agnieszka Kłos jest pasjonatką historii Zagłady. Podkreśliła, by nie uważać jej za eksperta, bo nie jest zawodową historyczką. Zaznaczyła tymczasem, że pasja pozwala jej spojrzeć na dzieje bez rutyny profesjonalistów i dostrzec w wydarzeniach sprzed lat to, czego oni nie zauważają.

Prezentowany przez wykładowczynię temat to rzeka wydarzeń, postaci, tragedii, ale i radości dnia codziennego w obozach koncentracyjnych Auschwitz-Birkenau, a wszystko to widziane w sposób nietypowy, bo przez pryzmat muzyki. Niemcy jako naród zakochany w sztuce dopuszczali istnienie na terenie obozów nie tylko orkiestr, ale i zespołów jazzowych, grup kabaretowych, a nawet teatralnych. Muzykę traktowali także dosłownie – instrumentalnie: służyła nazistom pewnym ściśle określonym celom. Więźniowie, którzy występowali w orkiestrach, mieli nieco lepszy status, a widmo śmierci nie było dla nich tak realne, jak dla kolegów z baraków.

Agnieszka Kłos z zegarmistrzowską dokładnością przez lata– jak powiedziała – zbierała świadectwa tych, którzy przeżyli. Szukała materiałów w różnych archiwach, a swoją prezentację wzbogaciła imponującym zbiorem fotografii znalezionych dość niedawno temu, a przedstawiających zdjęcia „rodzajowe”, jakich w sumie zachowało się bardzo niewiele. To wszystko mieli okazję zobaczyć zgromadzeni w BWA.

Usłyszeli także nietypową „listę przebojów”: Agnieszka Kłos sięgnęła do archiwalnych nagrań muzyki, która w latach wojny była „trendy”. Niektóre przeboje wykonywano także w obozach śmierci. Wykładowczyni długo opowiadała o orkiestrach, które grały w Auschwitz i Birkenau. Bardzo szczegółowo przedstawiła orkiestrę żeńską opisując dokładnie losy jej dyrygentek, a zwłaszcza jednej Almy Rose, siostrzenicy samego Gustawa Mahlera. Znana przed wojną skrzypaczka z uwagi na żydowskie pochodzenie trafiła do obozu śmierci. Ale nie do komory gazowej, ale do orkiestry, którą prowadziła. Zmarła, bo najprawdopodobniej zatruła się śmiertelnie metylakiem, rozprowadzanym celowo przez strażników wśród więźniów.

Po co nazistom w obozie była muzyka? Marsze rytmizowały życie obozowe. W ich akompaniamencie więźniowie wędrowali do katorżniczej pracy i wracali z niej. Były dość szybkie, więc wielu wycieńczonych ludzi nie dawało rady iść w takim tempie. Brzmienie przebojów stwarzało także pozory normalności. Transportowani do obozu żydzi nabierali złudnej nadziei, że skoro gra muzyka, to na pewno przeżyją. Jak wiadomo, trafili do komór. A ci więźniowie, którym udało się ocaleć, znienawidzili popularne melodie, które kojarzyły im się z apogeum cierpień i obozową traumą. Były to, na przykład, symfonie Beethovena, w których lubowali się oprawcy.

Muzyka rozrywkowa była potrzebna esesmanom, kiedy wypoczywali. Podczas zakrapianych spotkań „zamawiano” zespół muzyczny, który przygrywał szlagiery. – To jeden z najbardziej tragicznych paradoksów obozowego życia: artyści grali swoim oprawcom, a siłą rzeczy – i jedni, i drudzy podporządkowywali się muzyce. Ona była ponad nimi – mówiła Agnieszka Kłos.

Więźniarki grające w orkiestrach miały symbolicznie zwiększone racje żywnościowe (dostawały szklankę mleka), ale i to nie uchroniło przed przypadkami omdleń podczas pokazowych koncertów. Co ciekawe – były one w obozach organizowane do pewnego czasu regularnie: osobno dla więźniów, osobno dla kadry. Kiedy grające kobiety mdlały na oczach inspekcji z Berlina, pozwolono im potem na odpoczynek w trakcie dnia. Wbrew pozorom, granie było wycieńczające: bywało, że orkiestra grała 12 godzin na dobę.

Agnieszka Kłos zebrała bardzo interesujące wiadomości i równie ciekawą ikonografię oraz literaturę muzyczną. Niestety, sposób prezentacji mógł pozostawić sporo do życzenia. Wykład trwał ponad dwie i pół godziny (i tak został skrócony), refleksje prowadzącej bywały chaotyczne, a nieumiejętność obsługi komputera dodatkowo rozciągnęła prezentację w czasie. To świetny materiał na dokument filmowy lub prezentację multimedialną z prawdziwego zdarzenia.

Ogłoszenia

Czytaj również

Sonda

Czy zdarzyło Ci się, że samochodem wpadłeś/aś w poślizg, ale nic się nie stało?

Oddanych
głosów
1017
Tak
81%
Nie
19%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Kulisy obsesji nienawiści Hitlera do Żydów
Rozmowy Jelonki
Zwierzęta boją się huku petard 100 razy bardziej niż człowiek
 
Pieniądze
Jeleniogórski Uphotel doceniony
 
Kilometry
Roboty kolejowe w Kowarach
 
Aktualności
Violetta ze Szklarskiej Poręby znów zachwyciła w "The Voice Senior"
 
Kultura
Techno w Jeleniej Górze
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group