Sobota, 28 listopada
Imieniny: Grzegorza, Zdzisława, Stefana
Czytających: 5592
Zalogowanych: 5
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Trwoga u pszczelarzy

Wiadomości: Kotlina Jeleniogórska
Czwartek, 17 maja 2007, 0:00
Autor: TEJO
Fot. Jelonka.com
Psychoza wśród właścicieli pasiek: ktoś mści się na owadach i wybija roje pszczół.

Ponad dwa miliony owadów padło w jednej z podjeleniogórskich pasiek po tym jak nieznany sprawca wrzucił do uli trującą substancję chemiczną i zabił 40 pszczelich rodzin. Dla właściciela hodowli z Górzyńca to olbrzymie straty.
Wytrute pszczoły warte były około sześciu tysięcy złotych.

Pszczelarz nie będzie miał w tym roku miodu, na który sezon zaczyna się już w tym miesiącu i trwa do jesieni. Masakrę przeżyło zaledwie pięć pszczelich rodzin (w jednej bywa około 60 tysięcy owadów).

Pszczelarze, których w pobliżu miasta i w wioskach Kotliny Jeleniogórskiej nie brakuje, już boją się o własne owady. Dla wielu hodowców, głównie starszych ludzi, pasieki to nie tylko źródło dochodu, ale i pasja, której poświęcaj bardzo dużo.
– Najwyraźniej komuś przeszkadzają te owady, a przecież dla człowieka nie są groźne, o ile się ich bezmyślnie nie atakuje – mówi pan Wiktor, jeden z pasjonatów pszczelarstwa. Jego rodzina utrzymuje pasiekę w okolicach Siedlęcina. Ale pszczelarz, który do niedawna chętnie chwalił się swoimi ulami i hodowlą pszczół, teraz boi się wskazywać szczegóły. – Za duże ryzyko. Ktoś uwziął się na owady. Cierpią i one i my – podkreśla. Podobnie wypowiadają się jego koledzy z „pszczelego” zagłębia.

Pełni obaw są także hodowcy, którzy mają małą liczbę uli na ogródkach działkowych. – Jeśli wandale niszczą nam altanki i ogrodzenia, kradną narzędzia, to co to dla nich wytruć lub podpalić ule? – opowiada małżeństwo z ogródków „Chemik” przy ul. Mickiewicza. Szczególnie obawiają się złośliwych sąsiadów, którzy otwarcie mówią, żeby – „Te ule gdzieś wywieźć, bo mają małe dzieci, a one boją się pszczół” – cytuje działkowiczka.

Z kolei sąsiedzi hodowców pasiek często podkreślają, że hobby to bywa bardzo niebezpieczne i uciążliwe. – Mój syn ma alergię na użądlenia. Jedno może się dla niego bardzo źle skończyć. Reaguje wstrząsem organizmu – mówi Marzena Kwiecińska z Jeleniej Góry. Z kolei Mariuszowi Szymańskiemu pszczoły sąsiada zalęgły się w… szparach okien sypialni. – Zniszczyły całą konstrukcję zamykającą, a okna wymieniałem dwa lata temu. Nie mogłem ich domknąć. Okazało się, że w środku wszystko oblepione jest woskiem. Za naprawę musiałem zapłacić, bo na okna skończyła się gwarancja. Sąsiad utrzymuje, że to nie jego pszczoły. A tylko on w okolicy ma ule – mówi pan Mariusz.

Sprawa wytrucia pszczół w Górzyńcu ożywiła sąsiedzkie spory dotyczące lokalizacji pasiek. W tym względzie nie ma praktycznie żadnych przepisów, które regulowałyby bezpieczną odległość hodowli od sąsiedzkich zabudowań.
– Ludzie jakoś się dogadują, ale potem są z tego konflikty. Nierzadko kończą się w sądzie. Kogoś pszczoła użądli i zaczynają się awantury, których skutek może być i dla owadów i dla hodowców nieciekawy – wyjaśnia prawniczka Halina Skorupska.
Przyjęło się, że ule nie powinny stać bliżej niż 10 metrów od najbliższych zabudowań lub drogi. Jeśli tak nie jest, właściciel pasieki powinien zadbać o odgrodzenie uli parkanem lub płotem, wysokim co najmniej na trzy metry.

Wytrucie pszczół jest przestępstwem przeciwko ustawie o ochronie zwierząt. Za złamanie prawa grozi kara do dwóch lat więzienia. Mimo policyjnego dochodzenia, sprawca wytrucia pszczół w Górzyńcu pozostaje nieznany.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (6) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group