Środa, 12 sierpnia
Imieniny: Klary, Juliana
Czytających: 6050
Zalogowanych: 15
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Rzut zgniłym jajkiem w złego aktora

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Środa, 20 maja 2009, 19:21
Aktualizacja: Czwartek, 21 maja 2009, 7:27
Autor: TEJO
Fot. TEJO
Osobistym wspomnieniom wspólnych przeżyć z Jerzym Grotowskim oraz ocenie wpływów jego spuścizny na teatr współczesny było poświęcone środowe spotkanie Aliny Obidniak w salonie Empiku. Charyzmatyczna eksdyrektorka teatru w Jeleniej Górze nie omieszkała też skrytykować nowoczesne prądy w sztuce, które ograniczają istotę człowieka. – Marzą mi się czasy, kiedy w aktorów, którzy nam się nie podobają, można było rzucać pomidorami – wyznała.

Alina Obidniak: tej postaci nie trzeba przybliżać nie tylko miłośnikom sztuk scenicznych. To za Jej czasów dyrektorskich Teatr im. Norwida osiągał wyżyny swoich możliwości, to Ona zaprosiła do Jeleniej Góry teatry uliczne, to w trakcie Jej dyrekcji swoje przedstawienia przygotował w stolicy Karkonoszy Krystian Lupa.

Ale nie o tym była mowa dziś w salonie Empiku na starówce. Artystka, zaproszona przez Marcina Nowakowskiego, koordynatora wydarzeń, poświęciła spotkanie wspomnieniom o Jerzym Grotowskim, charyzmatycznym reżyserze, aktorze, człowieku, który wprowadził do teatru przełomową rewolucję, twórcy Teatru Laboratorium. Okazuje się, że Grotowski był przyjacielem Aliny Obidniak. Razem studiowali reżyserię w Moskwie, a wcześniej PWST w Krakowie, razem zwiedzali niektóre kraje świata. Część ze wspólnych doświadczeń Alina Obidniak przytoczyła dziś czytając swój artykuł o „Grocie”, który niebawem ukaże się drukiem w jednym z wydawnictw z okazji obchodzonego właśnie Roku Grotowskiego.

W tekście jest mnóstwo anegdot. – „Grot” był niezwykłym erudytą. To on egzaminował profesorów podczas egzaminów. Wykładowcy podpytywali mnie, co on właśnie czyta, aby być przygotowanym na rozmowę – wspomina Alina Obidniak. Mimo żelaznej kurtyny i praktycznej niemożliwości wyjazdów na Zachód, Grotowski jeździł po całym świecie. Miał swoje sposoby na załatwienie paszportu.

– W Paryżu bardzo chciał zwiedzać muzea i chodzić do teatrów, ale nie miał pieniędzy – mówi Alina Obidniak. Kiedy przechodził obok klubu dla nudystów, wszedł, rozebrał się i usiadł przy jednym ze stolików. Natychmiast przysiadło się do niego mnóstwo zaciekawionych ludzi ze świata kultury i sztuki, dla których postać Grotowskiego, intelektualisty i człowieka teatru zza żelaznej kurtyny była kuriozum. Zafundowali mu tygodniowy pobyt w stolicy Francji z bogatym repertuarem.

Z kolei, kiedy jechali z Aliną Obidniak do Moskwy na studia, nie mieli pieniędzy. Grotowski narobił w konsulacie szumu. – Jak to! Wielka Obidniakowi przyjechała, a tu żadnej delegacji powitalnej! Oczywiście o pani Alinie nikt wtedy jeszcze nie słyszał, ale scenka odegrana przez Grota zrobiła wrażenie i wywołała spore poruszenie. Co prawda po dniu „sprawa się rypła” – mówi Alina Obidniak – ale wspomnienie przygody pozostało. Bohaterka wieczoru długo też opowiadała o fascynacji Grotowskiego hinduizmem i sanskrytem, które w pewnym sensie formowały jego osobowość, zwłaszcza jeśli chodzi o panowanie nad ciałem.

Po tekście przyszła kolej na ocenę spuścizny Mistrza. – Grotowski był człowiekiem wielkim, przed nim otwierały się bramy uczelni nie tylko teatralnych – mówiła Alina Obidniak. Nie bez powodu, bo zrewolucjonizował w sposób spektakularny cały teatr odrzucając zbędną – jego zdaniem – otoczkę, a ograniczając się do dwóch niezbędnych elementów tego gatunku sztuki: aktora i widza. – Był twórcą tzw. teatru ubogiego – dodała – w którym bardzo wiele zależało od mocy przekazu energii na linii aktor – widz. Grotowski opracował też specjalną metodę treningu aktorskiego, która na to pozwalała.

Jak zauważa Alina Obidniak, współczesny teatr odchodzi od założeń Grotowskiego. – Sama próbowałam wprowadzić treningi ciała dla aktorów, kiedy byłam dyrektorką Teatru Norwida. Próby zaczynały się przez to godzinę później. Ale po miesiącu miałam kilka zwolnień lekarskich. Aktorzy z różnych powodów nie chcieli brać w tym udziału – wspomniała. Bywa tak, że współczesny aktor nie czyta całej sztuki, w której gra. – Występuję tylko w pierwszym akcie, to po co mi znać całość? – zastanawiają się nawet bardzo znani ludzie sceny. Ważniejsze jest dla nich chałturzenie w reklamach i produkowanie jak największej ilości premier. - Czytali państwo pamiętniki Łomnickiego? On do końca życia pracował nad sobą. Ćwiczył emisję głosu, bo wiedział, że jego organizm starzeje się. Kto dziś tak robi? - pyta retorycznie Alina Obidniak.

Alina Obidniak wspomniała też o Ryszardzie Cieślaku, który przez swoją kreację w „Księciu Niezłomnym” (pracował nad rolą razem z Grotowskim), został okrzyknięty najlepszym aktorem świata. – „Książę” to pasmo cierpień i upokorzeń. Grotowski długo szukał z Cieślakiem sposobu na ich wyrażenie, aby nastąpiło „zetknięcie wektorów przeciwnych”, jak to mawiał Witkacy. I okazało się, że tym sposobem było wyobrażenie sobie przez aktora najszczęśliwszej chwili swojego życia. To pozwoliło wyzwolić potężną energię, która sprawiła, że Cieślak zagrał tę rolę znakomicie.

Niestety, zdaniem wieloletniej dyrektorki Teatru im. Norwida, obecnie sztuka nie tylko odchodzi od założenia pracy nad sobą, ale przede wszystkim upraszcza człowieka redukując jego istotę do prymitywnych instynktów oraz wulgaryzmów. – Marzy mi się powrót do czasów, kiedy można było wyrazić swoje zdanie w teatrze rzucając w aktorów lub reżysera pomidorami lub jajkami. Niezadowolona publiczność ma prawo tak odczuwać sztukę – skwitowała Alina Obidniak. – Nie kryję jednak nadziei, że sztuka zmierzy w końcu ku lepszemu – dodała.

Największa postać sceny jeleniogórskiej udowodniła, że wciąż jest w świetnej formie. Zachwyciła erudycją i klarownością wypowiedzi. Potrafiła zainteresować słuchaczy niełatwym przecież tematem. Może są to oczywistości, ale – w dobie, kiedy nie każdy człowiek teatru potrafi ciekawie opowiadać o sobie i swoich doświadczeniach – warto tę umiejętność u Aliny Obidniak podkreślić.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (12) Dodaj komentarz

~Widz 20-05-2009 19:33
A ja jak zwykle, zapomniałam o spotkaniu z panią Obidniak i przegapiłam.
~lexih 20-05-2009 20:19
Pani Alina jest po prostu urocza :) Dużoooo zdrowia Pani Alinko !!!
_Dag 20-05-2009 20:32
Ja też ubolewam, że nie dotarłam, ale cóż... A co do tych czasów, kiedy w złych aktorów rzucało się żarciem - może lepiej, że teraz ich nie ma. Bo pewnie za dyrektorowania pana Klemma aktorzy po spektaklach baaardzo często musieliby się kąpać :)
~BC 20-05-2009 20:46
Bardzo żałuję, że nie mogłem uczestniczyć w tym spotkaniu. Piękne ukłony dla Pani Aliny!
~Niezachwycona 20-05-2009 22:57
No, nie wiem czy to prawda,że za dyrekcji Pani Aliny nasz teatr osiągnął wyżyny swoich możliwośći. Przyjechalam do Jeleniej w 1984 r. a po 2-3 wizytach w tutejszym teatrze lekko się podlamałam i zaczęlam chodzić na spektakle dopiero za rządow Zonia. W jakim wieku jest autor artykułu? Skąd się biorą legendy o Pani Alinie. Ja chylę czoła tylko za teatry uliczne.
~Zachwycona 20-05-2009 23:24
Do Niezachwyconej; Jeśli na podstawie dwóch czy trzech wizyt ocenia się to, co zrobiła ta Wielka Dama Teatru im. C. Norwida (szefem była w latach 1973-88, 2000), to nic dziwnego, że nazywa siebie samą Niezachwyconą. Jak można wypytywać, ile lat ma autor artykułu? To chyba nietakt. Nikt nie pyta, ile lat ma Niezachwycona. Dyrektorem była rewelacyjnym, nawet wybitny Kazimierz Dejmek musiał to w końcu przyznać. Jej wyreżyserowane spektakle ludzie długo długo pamiętali. Jej też są Jeleniogórskie Spotkania Teatralne.
~Iza 21-05-2009 8:20
Skąd się biorą legendy o Pani Alinie? Ano stąd, że za czasów jej dyrekcji jeździło się do teatru z Wrocławia do Jeleniej Góry, a nie odwrotnie. Bo to tutaj działy się rzeczy ciekawsze. Sama tak wracałam ze studiów we Wrocławiu na weekendy w teatrze jeleniogórskim.
~No 21-05-2009 14:28
To dlaczego w 2000 nie pozwolono jej nawet dokończyć sezonu jak tak ją wychwalano? Dlaczego wpuścili tego Naukę a ją usunęli? Dlatego moi państwo, że teatr tak naprawdę nikogo w Jeleniej nie obchodzi liczy się kaska w kieszonkach urzędasów i nie dajcie sobie wmówić,że jest inaczej.Gdyby tak było PaniAlina byłaby dyrektorem Norwida a nie Nauka.
~ 21-05-2009 20:49
"Cesarzowa Teatrów Ulicznych" - fajne określenie! :-)
~ago 22-05-2009 7:01
Do 21-05-2009 14:28 | ~No | IP: *.dialog.net.pl - To bardzo interesujące pytanie...
~Detektyw 22-05-2009 12:04
Do ~ago; Jak zwykle, sprawa była polityczna. Był to skandal nad skandalem! O szczegóły proszę zapytać jednak pana Józefa K. i Bogdana N. Coś niecoś ujawnić może artykuł "Alina Obidniak odchodzi z teatru im. Norwida" ze strony: http://wroclaw.naszemiasto.pl/kultura/23346.html
~ago 22-05-2009 18:29
Bardzo dziekuję, Detektywie! :-) To trochę wyjaśnia. Tych dwóch nie zapytam, bo jednego nie znam wcale (Pana J.K.), a drugiego także nie za bardzo (a sądząc po Jego zachowaniu na zewnątrz na zbyt otwartego nie wygląda). Tak więc nie zapytam żadnego. Mnie także szkoda, że Pani Alina nie pozostała na tym stanowisku. Nie trzeba byłoby łączyć obu teatrów, aby je potem rozdzielać z wielkim hukiem. Istniałyby sobie dwa obok siebie.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group