Wtorek, 27 lipca
Imieniny: Julii, Natalii
Czytających: 6683
Zalogowanych: 10
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Nie kradnij rzeźb!

Niedziela, 20 kwietnia 2008, 8:57
Aktualizacja: 8:58
Autor: AGA
JELENIA GÓRA: Nie kradnij rzeźb!
Fot. Kazimierz Piotrowski
Przez kilkadziesiąt lat była ozdobą budynku przy ulicy Wolności. Od czasów, kiedy przed 1945 rokiem powstawał tam likier Staniszowianka (“Echt Stonsdorfer”), po lata PRL, gdy w budynku działało przedsiębiorstwo budowlane. Znikła. Nikt nie wie, kiedy i jak. Co się stało z Dianą?

Czy przepiękna rzeźba podzieliła los kaflowych piecy, drewnianych i kamiennych figurek, kominków i sakraliów, na które ostrzą sobie zęby miłośnicy zabytków, którzy chcą wzbogacić swoją kolekcję niekoniecznie zgodnie z prawem?

Obiekt przy ulicy Wolności trafił w końcu do rąk osoby prywatnej. Pod koniec roku pomnik Diany zniknął z dotychczasowego miejsca. Urząd ochrony zabytków uspokaja jednak – marmurowa Diana została przekazana do pałacu w Staniszowie. Ale w wielu przypadkach dawne precjoza giną bezpowrotnie.

– Właściciel prywatnej posesji zwrócił się do mnie z zapytaniem, czy pomnik mógłby zostać przekazany do Staniszowa, ponieważ Diana bardziej związana jest z tą miejscowością niż z Jelenią Górą. Nowy właściciel zobowiązał się do wyeksponowania jej w galerii i konserwacji, na którą poprzedni nie miał wystarczających środków – wyjaśnia Wojciech Kapałczyński, szef delegatury Służby Ochrony Zabytków w Jeleniej Górze.

Kolejnym krokiem będzie wpisanie Diany do rejestru zabytków, w którym jeszcze nie figuruje. Dzięki temu cenny obiekt zostanie objęty ścisłą ochroną konserwatorską. – Jeśli o zarejestrowanie wystąpi osobiście właściciel, ma szansę na pomoc finansową i dotację na prace konserwatorskie. A koszt konserwacji Diany nie jest mały – wynosi około 20 tys. zł.

Takiego szczęścia jak pomnik Diany nie miały niedźwiadki stojące przy schodach budynku na ul. Krasickiego. – Dom, przy którym stały wpisany był do rejestru zabytków, więc ochrona obejmowała również je. Niestety, nie udało się ich upilnować i padły łupem złodziei. O przestępstwie powiadomiliśmy organy ścigania, ale do dzisiaj ani sprawcy, ani obiekt nie zostali odnalezieni – wyjaśnia W. Kapałczyński.

Jego zdaniem największą plagą są kradzieże w obiektach sakralnych. Ze świątyń systematycznie giną najcenniejsze elementy wystrojów, a przestępcy są doskonale zorientowani w wartościowych zasobach świątyń. Ułatwieniem dla złodziei jest fakt, że większość kościołów, szczególnie w niewielkich miejscowościach, nie posiada żadnych dodatkowych zabezpieczeń, które mogłyby utrudnić szabrowniczy proceder. – W najgorszym roku liczba kradzieży doszła do dziesięciu – dodaje.

Równie często urząd ochrony zabytków otrzymuje informacje o zniknięciach pomników, rzeźb, zabytkowych elementów ozdobnych, pieców kaflowych. Giną także rzeczy z obiektów opuszczonych – z dawnych pałaców, domów, dworków. – Nie znamy jednak rzeczywistych liczb, bo właściciele często w ogóle nie zgłaszają tego typu kradzieży – często boją się albo sami biorą w nich udział. Dwa lata temu zauważyłem np., że znikła rzeźba, akt leżącej kobiety, sprzed sanatorium “Agat”. I nikt przez cały ten czas nie zgłosił do nas tego faktu – usłyszeliśmy od W. Kapałczyńskiego.

Nie brakuje obiektów, które wciąż są rozkradane. To pałac w Tomaszowie czy kominki w pałacu w Maciejowcu. – Prawie na naszych oczach rozbierany był zabytkowy piec kaflowy, a proces wymuszania na właścicielu, by podjął jakieś działania okazał się bardzo mozolny – potwierdza i dodaje, że ludzie szabrują ile się da, a przepisy prawne są bardzo skomplikowane i często zaskakujące. – Przykładowo, prokuratura stwierdza, że jeśli mamy do czynienia z prywatnym właścicielem, możemy wystąpić przeciwko niemu tylko na drodze cywilnej, co znacznie utrudnia i wydłuża całą sprawę – mówi konserwator.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (5) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group