Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Środa, 18 lutego
Imieniny: Maksyma, Szymona
Czytających: 5884
Zalogowanych: 9
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Ania Kaczmarczyk: jestem uzależniona od zwierząt

Niedziela, 24 stycznia 2016, 7:49
Aktualizacja: Poniedziałek, 25 stycznia 2016, 13:14
Autor: Angelika Grzywacz–Dudek
Jelenia Góra: Ania Kaczmarczyk: jestem uzależniona od zwierząt
Fot. Archiwum Anny Kaczmarczyk
Serce dla zwierząt miała otwarte zawsze, ale od czterech lat bez reszty poświęca się tym najbardziej skrzywdzonym. – To my, ludzie, zgotowaliśmy zwierzętom taki los i mimo że całego świata nie da się naprawić, naszym obowiązkiem jest pomagać tym, którym możemy – mówi Anna Kaczmarczyk, jeleniogórzanka zgłoszona przez naszych Czytelników do grona „Zwykłych – Niezwykłych Jelonki.com”.

Mieszkanka Cieplic każdą wolną chwilę spędza w schronisku dla małych zwierząt. „W trudnych chwilach zamknięcia w schroniskowym boksie wspomaga psy i koty, poświęca im swój czas, serce, uwagę” - pisze osoba zgłaszająca.

Anna Kaczmarczyk to osoba bardzo skryta. Nie lubi opowiadać o sobie, swoim życiu prywatnym i działaniu. – Jeśli jednak ten artykuł może przynieść coś dobrego zwierzętom, to możemy porozmawiać – mówi nasza bohaterka. – Ze względu na zwierzaki często robię coś, czego bym nigdy nie zrobiła – dodaje. A jej miłość do zwierząt ma historię znacznie dłuższą, niż czteroletnia praca wolontariuszki w Schronisku dla Małych Zwierząt w Jeleniej Górze.

– U mnie w domu zawsze były zwierzęta. Nie rasowe, nie kupione za duże pieniądze, ale właśnie porzucone – opowiada Ania. Pierwszą suczkę Lisę, która miała 15 lat, wzięła ze schroniska. Drugą – Dianę, którą ma do dzisiaj, znalazła błąkającą się po osiedlu. - Ktoś ją wyrzucił, bo była w ciąży – mówi jeleniogórzanka, która stworzyła również dom tymczasowy dla psa ze schroniska o imieniu Wilku. – Być może zostanie już u mnie na zawsze – deklaruje Anna Kaczmarczyk.

Swoje życie ze zwierzakami ze schroniska Ania związała odkąd zawiozła tam karmę. – Wtedy pan ze schroniska oprowadził mnie i pokazał boksy z psami. Na ten widok nie mogłam pozostać obojętna – mówi. – Przełamałam się, by zobaczyć niedolę zwierząt zamkniętych w klatkach i od tego czasu bywałam tam coraz częściej. Poznałam dziewczynę, która obecnie jest moją przyjaciółką, a która zajmowała się m.in. prowadzeniem strony internetowej schroniska i funkcjonującej na niej adopcji wirtualnej. Dzięki temu każdy może wirtualnie adoptować zwierzaka, nadać mu imię, wpłacać pieniądze na jego utrzymanie, itp. Obecnie jest wiele takich osób, szkół i instytucji. Któregoś dnia, moja koleżanka musiała wyjechać z kraju i zapytała, czy nie bym nie przejęła prowadzenia strony. Zgodziłam się i tak już mija kolejny rok – opowiada jeleniogórzanka.

Ania Kaczmarczyk pracuje zawodowo na trzy zmiany na stacji benzynowej i nawet po przepracowanej nocy „melduje się” w schronisku, by doglądnąć swoich podopiecznych. Nie ma prawa jazdy, więc do schroniska jeździ rowerem. Również zimą. – Pracy jest sporo: od wyprowadzania zwierząt na spacery, czyszczenia boksów, pojenie, karmienie, pilnowanie czy nie zamarzła woda, po robienie zdjęć i wrzucanie ich na stronę schroniska, szukanie dla zwierzaków nowego domu, kontaktu z fundacjami, itp. – wyliczaa nasza bohaterka.

Jadąc do schroniska Ania zawsze zabiera ze sobą plecak, a w nim: „schroniskowy notes”, parówki czy coś do jedzenia dla zwierzaków, miarkę czyli tzw. metrówkę, aparat, strzykawkę do pojenia maluchów lub słabych zwierząt, smycze i obroże do wyprowadzania na spacer, krople do oczu dla kotów i kilka innych przydatnych rzeczy. – W schronisku spędzam praktycznie każdą wolną chwilę, bo to nie jest moja praca, ale moje życie. Tam czuję się spełniona. Każda adopcja, szczególnie schorowanych i starych psów, daje mi ogromną satysfakcję. Podobnie, jak każdy nawet malutki kroczek przywracający tym zwierzętom wiarę w ludzi. Kiedy trafiają do schroniska często są przerażone, mają za sobą piekło. Boją się patrzeć na człowieka. Trzeba więc włożyć ogromną pracę, by na nowo zaczęły merdać ogonami, miały radość w oczach – opowiada wolontariuszka.

Żeby zajmować się zwierzętami, Ania musiała zgłębić ich psychologię, nauczyć się fotografowania i wielu innych rzeczy. – Czerpię z tego ogromną siłę, poznałam też wspaniałych ludzi, którzy tak jak ja przeżywają to, co się dzieje w schronisku. A każdego dnia dzieje się coś wyjątkowego, czasami pełnego bólu i łez, a czasami pełnego radości, bo np. udało się uratować jakiegoś psa czy kota. Zapytana o marzenia, mówi: Nie mam wielkich marzeń. Spełnienie daje mi codzienna praca ze zwierzętami, te małe sukcesy, o których wspomniałam. Lubię podróżować, ale kiedy wyjeżdżam, po tygodniu już tęsknię za zwierzętami, jestem od nich po prostu uzależniona - - dodaje nasza bohaterka.

Komentarz autorki:
Kiedyś Anna Kaczmarczyk miała więcej czasu dla siebie, dla swoich przyjaciół. Od kiedy zaczęła poświęcać się zwierzętom ze schroniska ograniczyła swoje życie towarzyskie, ale jak mówi – niczego nie straciła. - Dobro zawsze powraca, ale nie dlatego pracuję w schronisku, tak po prostu jest i już. Doświadczam tego każdego dnia – mówi Anna Kaczmarczyk. Znajdą się zapewne tacy, którzy w naszej bohaterce niczego niezwykłego nie dostrzegą, bo przecież wielu jest wolontariuszy w schroniskach. Ale trzeba być naprawdę niezwykłym, by zamiast snu po przepracowanej nocy wybrać ciężką pracę na rzecz zwierząt, które nie przyznają dyplomów, medali, odznak czy nagród pieniężnych.
Angelika Grzywacz- Dudek

Sonda

Czy będziesz płacił podatek kościelny?

Oddanych
głosów
373
Tak
20%
Nie
80%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Brak tej witaminy może nieodwracalnie uszkodzić wzrok
Rozmowy Jelonki
Jeden albo dwa nie zaszkodzą, ale...
 
Samorządy
Agnieszka Lemiszewska nowym wicestarostą karkonoskim
 
Aktualności
Violetta Kapcewicz zwyciężczynią „The Voice Senior”
 
Policja Jelenia Góra
Policjanci na Biegu Piastów
 
Teatr im. Norwida
"Powiedzmy miłość" w Jeleniej Górze
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group