• Wtorek, 20 sierpnia 2019
  • Godz. 0:58
  • Imieniny: Bernarda, Samuela, Sobiesława
  • Czytających: 5975
  • Zalogowanych: 4
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

Tyran na scenie

Wiadomości: Jelenia Góra
Sobota, 15 września 2007, 0:00
Aktualizacja: Środa, 19 września 2007, 6:26
Autor: AGA
Fot. Agnieszka Gierus
W sobotę premiera w Teatrze Norwida.

„Kariera Artura Ui”, dramat Brechta w reżyserii Wojciecha Klemma opowiada o brutalnym dochodzeniu do władzy człowieka znikąd. Arturo Ui to bezwzględny przestępca nonszalancko grający rolę dobroczyńcy społeczności, którą chce rządzić.

Przy pomocy kumpli-gangsterów, stopniowo zyskuje coraz większą władzę nad ludnością miasteczka amerykańskiej prowincji. Jego sposoby działania to korupcja, zastraszanie i morderstwa. Łatwowierny i otumaniony strachem tłum nie potrafi ich powstrzymać...

Spektakl premierowy odbędzie się w sobotę, o godz. 19 na dużej scenie TJ. Kolejne – w niedzielę, 16 września oraz 23 września, w ramach Jeleniogórskich Spotkań Teatralnych.

Scenografia Justyna Łagowska, muzyka Dominik Strycharski, dramaturgia Tomasz Śpiewak. W roli Arturo Ui – Andrzej Konopka. Występują: Magdalena Kuźniewska (Dockdaisy), Iwona Lach (Sheet, Obrońca, O’Casey), Małgorzata Osiej-Gadzina (Betty Dulfeet ), Piotr Konieczyński (Givola), Jacek Grondowy (Ernesto Roma), Robert Dudzik (Giri), Kazimierz Krzaczkowski (Stary Aktor, Gaffles), Jacek Paruszyński (Ragg, Goodwill), Tadeusz Wnuk (Butcher, Oskarżyciel, Zapowiadacz ), Bogusław Siwko (Flake, Bowl, Dullfeet). Występują gościnnie Irmina Babińska - (Dogsborough, Kobieta), Tomasz Gadzina (akordeonista).

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (25) Dodaj komentarz

~olek 15-09-2007 10:18
zapowiada sie ciekawie... fotki tez zachecajace:)
~z jeleniej gory 15-09-2007 10:20
Popieram olka! dajcie wiecej zdjec a do teatru i tak pojde moze cos fajnego
~teatroman 15-09-2007 10:21
rzeczywisce fotki zapowiadaja niezla sztuke ale u nas to roznie bywa ciekawe co nowego pokaze nowy dyrektor
~teatromanka 15-09-2007 11:04
Bo sztuka jest cikawa ;) na pewno zaskakujaca realizacja! zachecam. Do zobaczenia na premierze!
~widz 15-09-2007 21:20
Właśnie wróciłem z premiery"BRAWO<BRAWO< BRAWO to należy pokazać w telewizji publicznej jest to na czasie
~BURRS 15-09-2007 23:42
NO NARESZCIE!!! W końcu odrodzenie w naszym teatrze, spektakl świetny! Brawo Panie Wojtku i cała załogo :)))
~teatroman 16-09-2007 9:59
Sami Swoi
~teatroman 16-09-2007 10:00
Samo Swoi – zwlaszcza w komentarzach
~widz2 16-09-2007 10:33
Wszystko pięknie.....premiera, zachwyty itd. ale dlaczego zaproszeni goście znowu byli tam za darmo? Ciagle narzekają i Teatr i Filharmonia na brak pieniedzy ale ciagle zapraszaja tam tzw.VIP–ów, których stać na bilet ale chodzą za darmochę. Stać nas na to? Dlaczego przecietny widz, zarabiajacy 5 razy mniej od np.Prezydenta Miasta czy Pani Kanclerz kupuje bilet a oni ciągle za darmochę? Czas to zmienić, prawda?
~widz 16-09-2007 10:46
Dlaczego na stojąco bili brawa tylko władze miasta i ich żony/Obrębalski ,Lużniak, i ten trzeci z Swieradowa/ , pozostali widzowie siedzieli chyba dlatego że oglądali spektakli dużo więcej!!!!!
~widzu2 16-09-2007 10:59
jakby pani kanclerz nie dostała za darmoche biletu to by nie przyszła a tak to przecietny widz nie dostał juz biletu nawet za kase
~widz2 16-09-2007 12:45
.no i właśnie wtedy byłoby wiadomo, że jak trzeba by wyłożyć kasę to nikt z tych pseudo vipów nie przyszedłby na spektakl czy koncert ale mieliby szanse kupić bilet prawdziwi melomani czy teatromani.....ale czy to sie zmieni????????
~anty... 16-09-2007 23:07
jeleniogorzanie sa do bani – potrafia tylko narzekac. To nie polozenie geograficzne czyni miejsce prowincjonalnym, ale jego mieszkancy.
~ZNAJOMY RENCISTA 17-09-2007 8:34
CHCIAŁEM OTRZYMAĆ BILET ZA DARMOCHĘ ALE MAM ZNIŻKĘ I NIE DALI NAWET ZA 10 ZŁ. TRZYMAJ CHAMIE ZŁOTY RÓG !!!!
~to tak 17-09-2007 14:36
mili państwo widziałem spektakl i muszę przyznać że nieco dziwią mnie komentarze w stylu "odrodzenie"! osobiście uważam spektakl za nieco spłaszczony swoja formą, zwłaszcza, że zabrakło w nim konkretnej koncepcji...aktorzy coś robili ale nie robili, a dyrektor nieco więcej uwagi powinien przywiązać do warsztatu aktorskiego swojego zespołu...co niektórych profesjonalistów nie można było zrozumieć..mały bełkot się wkradł...pomijając niedociągnięcia wydaje mi się, że zabrakło pomysłu na rozwiązania, albo w jedną albo w drugą, albo mocno i wiarygodnie albo patetycznie i nijak...ale pozdrawiam i z chęcią przyjdę na kolejny spektakl kreatywnego z Norwida...pozdrawiam teatromanów
~TEATROMAN 18-09-2007 12:40
W nawiązaniu do "to tak". Dzieki za pozdrowienia.Ja takze uważam, że rezyser chyba nie zaabardzo wiedział jak sie określic i po której stronie. Ludzie nie glośno, płasko, tautologicznie i nijak jest w teatrze ważne.Co na to AUTOR.Dlaczego aktorzy w drugiej scenie tak strasznie wrzeszczą, po co nam chlustać czerwoną mazią po scenie– mamy wyobraznie, po co aktorka graująca p. Dalfit oblizuje sobie dziwną maź z ust i prezentuje widzom w pierwwszych zrędach swe "wdzieki" przecie my widzowie to nie "debile i co nieco kumamy",po co ta nachalność i agresywnośc bijąca z inscenizacji, chyba nie to najwarzniejsze jest w tym tekscie. Naiwność niektórych scen jest porażajaca np. przemówienie młodej matki po stracie córki itp.Ogólnie jednak tak jak przedmówca gratuluje odwagi,nowego jak na ten teatr spojrzenia i podejscia do materiału, pozdrawiam teatromanów, twórców i do zobaczenia na kolejnej premierze.
~to tak 18-09-2007 13:35
widzę że w tym małym zamieszaniu entuzjastów teatru Norwida znalazł się głos rozsądku...Drogi teatromanie nie uważasz jednak, że spektakl ten nieco bardziej by się poniósł po stanach percepcji gdyby twórcy zdecydowali się na określona konwencję ...tego najbardziej mi brakowało pomysłu!! osobiście wolałbym więcej mięsa...scena finałowa ok ale osobiście skojarzyła mi się z uśmiechem grejpruta janka klaty tylko tam nie zabrakło mięsa i koncepcji... pozdrawiam
~obi wan 18-09-2007 21:25
do teatromana: AUTOR nie zyje...
~TEATROMAN 19-09-2007 11:24
do obi wana: To,że AUTOR nie żyje nie zanaczy,ze mozna go czniać, bo nie był głupi i ocoś mu chodziło gdy pisał ten dramat. Troche wysiłku i pomyślunku. do to tak: Zgadzam sie i popieram. Pozdrawiam. Życzę wszystkiego dobrego twórcom naszego TEATRU i z niecierpliwścią czekam na kolejną premierę.
~puzzel 19-09-2007 13:09
do teatromana: ktos madrzejszy od ciebie cos ciekawszego napisal: "Kariera Artura Ui" w reżyserii Wojtka Klemma w Jeleniej Górze to jeden z najlepszych politycznych spektakli ostatnich lat w Polsce i udana próba przywrócenia Brechtowi politycznej rangi Nie ma dramatopisarza, którego twórczość byłaby w Polsce bardziej zafałszowana niż twórczość Bertolta Brechta. Lewicowy autor, który w swych sztukach obnażał słabości kapitalizmu, piętnował społeczne nierówności, ostrzegał przed faszyzmem i domagał się od widzów politycznego zaangażowania, w polskim teatrze stał się librecistą i dostarczycielem songów o okrętach i zębatych rekinach, które tak ładnie brzmią na Festiwalu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Używając jego własnej poetyki, można powiedzieć, że Brechtowi wybito zęby. Mimo że od kilkunastu lat żyjemy w rzeczywistości rynku i pieniądza, którą opisywał w dramatach "Wzrost i upadek miasta Mahagonny", "W dżungli miast", "Happy end", teatr unika jak ognia politycznego odczytania jego sztuk. Kiedy dwa lata temu Tadeusz Bradecki wystawił w Teatrze Narodowym musical "Happy end", podkreślał w wywiadach, że nie szukał odniesień politycznych, lecz "przyjemności obcowania z fantastyczną muzyką i zabawnie wymyśloną intrygą". Mimo że to właśnie tam pada słynne zdanie powtarzane dzisiaj na alterglobalistycznych portalach: "Czymże jest obrabowanie banku w porównaniu z założeniem banku?". Niechęć do Brechta politycznego łatwo wytłumaczyć alergią na marksistowskie poglądy pisarza i jego postawę po wojnie. Autor "Opery za trzy grosze" wrócił z emigracji do wschodnich Niemiec i poparł ustanowiony przez Sowietów reżim, choć nigdy nie zapisał się do partii komunistycznej. To także rezultat ogólnego odwrotu od zaangażowania w teatrze po 1989 r., który chce być przede wszystkim wyrafinowaną rozrywką. Pojawił się jednak twórca, który może to zmienić. To Wojciech Klemm, mieszkający w Berlinie reżyser polskiego pochodzenia, absolwent berlińskiej szkoły Ernsta Buscha i asystent Franka Castorfa, legendy niemieckiego teatru politycznego. W teatrze w Jeleniej Górze, gdzie właśnie objął kierownictwo artystyczne, wystawił na otwarcie sezonu "Karierę Artura Ui". Jest to jeden z najlepszych politycznych spektakli lat dwutysięcznych w Polsce i udana próba przywrócenia Brechtowi politycznej rangi. Wierność politycznemu teatrowi Brechta polega tu paradoksalnie na niewierności wobec samego tekstu z 1941 r. Pisząc dramat o gangsterach, którzy terroryzują chicagowskich handlarzy warzyw i ich przywódcy Arturze Ui, Brecht miał na myśli Hitlera i historię jego dojścia do władzy w latach 30. Do kontekstu Niemiec hitlerowskich odsyłały komentarze umieszczone pomiędzy scenami. Klemm zrezygnował z odniesień do faszyzmu, skupił się za to na mechanizmie zdobycia władzy, którego istotnym elementem jest kreowanie strachu. Co ciekawe, zmiany w tekście ograniczyły się jedynie do dodania paru słów ze słownika współczesnej polskiej polityki, takich jak "wykształciuchy", i kilku zmiksowanych i przetworzonych cytatów z polskich polityków m.in. słynnego zdania premiera Kaczyńskiego: "Nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne", które grzmią z głośników na początku i na końcu przedstawienia. Klemm nie musiał zmieniać tekstu, brzmi on bowiem dzisiaj tak, jakby Brecht pisał sztukę, oglądając TVN 24. Marzenia Artura o podporządkowaniu policji i sądów i groteskowa komisja śledcza w sprawie nadużyć w stoczni, która niczego nie jest w stanie wyjaśnić, bo świadkowie znikają. Związki wpływowych dziennikarzy z władzą i porachunki między gangsterami, którzy wykańczają się nawzajem, aby dowieść swoich antygangsterskich intencji. Wszystko pochodzi od Brechta. Łatwo byłoby z tego materiału stworzyć aluzyjny spektakl odnoszący się bezpośrednio do rządów PiS, Klemm poszedł jednak ambitniejszą ścieżką. Nie mruga do publiczności, ale ją atakuje. Głośną muzyką, surową scenografią, której głównym elementem jest żelazna kurtyna, przerysowanym, umownym aktorstwem i szalonym tempem akcji. Spektakl ma formę gangstersko–politycznej rewii, chwilami komicznej, chwilami przerażającej, w której aktorzy na oczach publiczności wcielają się w postaci mafiosów, sędziów, polityków, biznesmenów i dziennikarzy. A w przerwach między scenami tańczą. Sednem interpretacji jest tytułowa rola, którą gra Andrzej Konopka. Aktor nie naśladuje Hitlera, jak to robił w słynnym spektaklu z lat 60. Tadeusz Łomnicki. Jego Artur wygląda bardziej na lokalnego bandziora, kiedy w bluzie z kapturem i skórzanym płaszczu planuje z kumplami w pubie kolejny skok. Szybko jednak zmienia się w zręcznego politycznego gracza, który posługując się na przemian groźbą i pochlebstwem, podporządkowuje sobie kolejnych ludzi. Kluczowa w tej przemianie jest lekcja chodzenia, siadania i przemawiania, którą pobiera u starego aktora, a która przypomina trening u specjalisty od wizerunku, jaki przechodzą współcześni politycy. Po tej lekcji Artur narzuca na bluzę frak i nabiera ogłady. Przemawiając, staje w lekkim rozkroku i trzyma ręce splecione na brzuchu, w czym naśladują go jego ludzie. I tylko rozlegające się za żelazną kurtyną strzały świadczą o jego prawdziwym obliczu i metodach. Siła tej kreacji polega na opanowaniu. Konopka nie krzyczy i to jest w jego roli najbardziej przerażające. Ciarki przechodzą po plecach, kiedy Artur zamiast do handlarzy warzyw zwraca się wprost do publiczności i spokojnym, kulturalnym głosem przekonuje do swoich racji. Jego słowa brzmią dziwnie znajomo. Przecież bezpieczeństwo wasze i waszych rodzin jest bardzo ważne. Przecież trzeba skończyć z falą zbrodni i przemocy. Przecież trzydzieści procent podatku to nie jest tak dużo, kiedy idzie o rzecz tak ważną jak bezpieczeństwo. Musicie dziś wybrać – albo chaos, korupcja i nadużycia, albo spokojne życie pod moją ochroną. Trudno się nie zgodzić z taką logiką, zwłaszcza kiedy stoi za nią siła. Przedstawienie Klemma nie jest portretem konkretnego polityka z polskiej sceny politycznej, ale całej klasy rządzących, którzy nie tylko w Polsce żerują na społecznych lękach i gaszą pożary, które sami wywołali. Zarazem przynosi bolesne oskarżenie społeczeństwa, które w imię zysków daje się zmanipulować i zastraszyć: od finansowego potentata po drobnych handlarzy, wszyscy tu pilnują jedynie własnych, drobnych spraw. Psucie demokracji zaczyna się od dołu, powtarza za Brechtem Klemm, tam gdzie interes publiczny wypierany jest przez interes prywatny. Korzystają na tym polityczni gangsterzy, by za pomocą strachu zdobywać coraz większą władzę nad ludźmi. W ostatniej scenie Artur staje na trybunie wysokiej jak czteropiętrowy blok i zapowiada plany podbicia następnych miast. Na scenę spada deszcz kolorowych baloników, niczym na wyborczej konwencji. Gasną światła, na sali zapada milczenie. Po tym przedstawieniu nikt nie powinien spać spokojnie.
~TEATROMAN 19-09-2007 19:27
do puzla: No cóż mozna i tak.Tylko poco było przepisywac całą Wyborczą, kto chce przeczyta i zgodzi się lub nie. A ty własnego zdania nie masz?
~to tak 20-09-2007 9:01
popieram teatromana...bez wątpienia należy mieć własne zdanie...a czy jakikolwiek dziennikarz jest mądrzejszy od kogokolwiek..no cóż ja osobiście nie mam tak niskiego mniemania o swojej inteligencji, a już wyznacznikiem mądrości nie jest artykuł w gazecie...zatem przykro mi drogi puzzle, że tak nisko oceniasz indywidualna ocenę, nie wspominając o tym, że nie jest ona odosobniona. Pozdrawiam
~to tak 20-09-2007 9:08
zapomniałem dodać,ze dość nie dawno nazwano janka klate Kantorem XXI wieku i ciekaw jestem czy on nie uprawia teatru politycznego...taka mała sugestia co do krytyki gazetowej...pozdrawiam
~wieczny łowca 20-09-2007 11:09
miły teatromanie nie trzeba przepisywać– można wkleić,to raz a dwa– skoroś teatroman to wiesz,że w teatrze nie wszystko musi być grane w jeden sposób, a Brecht niekoniecznie byłby przeciwny takiej inscenizacji– sam nie chciał by jego dramaty grane były "po Bożemu"(jak to się mówi)–"efekt obcości"np, co Ci będę tłumaczyć– teatroman to wie– nie ma potrzeby więc by się nieżyjącym Brechtem podpierać! no a trzy –rozbawiłeś mnie pisząc o młodej matce której zabito córkę(!) miałeś na myśli podstawioną "wdowę" po zabitym świadku? bo jeśli byliśmy na tej samej premierze to chodzi o to, że ona udaje, że ma córkę– u Brechta poczytaj i nie bądź na nie ot tak dla zasady– wtedy łatwiej się ogląda
~to tak 20-09-2007 12:55
bardzo ładny akcent tej dyskusji ( wieczny łowca ) popieram należy czytać aczkolwiek swojego stanowiska o spektaklu nie zmieniam

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2019 Highlander's Group