Wtorek, 15 czerwca
Imieniny: Jolanty, Witolda
Czytających: 2029
Zalogowanych: 2
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Pojadą na gapę, pójdą piechotą

Niedziela, 3 sierpnia 2008, 7:41
Aktualizacja: Poniedziałek, 4 sierpnia 2008, 18:07
Autor: Angela
JELENIA GÓRA: Pojadą na gapę, pójdą piechotą
Fot. TEJO
Pasażerowie MZK mają sporo problemów z zakupem biletów. Wszytko przez pomysł radnych, którzy uchwalili nietypowe stawki za przejazd z groszowymi końcówkami. Nie bez wpływu jest także niska marża, jaką sprzedawcy otrzymują za sprzedaż druczków. Nie jest wykluczone, że ze swojej oferty skreślą biletowe druczki.

Choć dojazd autobusem Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego jest w miarę wygodnym rozwiązaniem, problem zaczyna się w momencie, kiedy trzeba kupić bilet. W autobusie większość kierowców prosi o „drobne”, tłumacząc, że nie ma jak pasażerowi wydać reszty. I o ile zrobi to grzecznie, można go jeszcze zrozumieć, bo jego podstawowym zajęciem jest przewóz pasażerów, a nie sprzedaż biletów.

– Nie mam żadnej możliwości wyjścia z autobusu, by rozmienić pieniądze. Musiałbym zostawić pasażerów samych w autobusie, czego mi zrobić nie wolno. Poza tym mamy wyliczone minuty przejazdu i byłbym wiecznie spóźniony – tłumaczy jeden z kierowców miejskiego przewoźnika – Kiedy każdy płaci „grubszymi” pieniędzmi, drobne kończą się w ciągu pierwszej godziny kursu – dodaje.

W uniknięciu takich sytuacji miała pomagać sprzedaż biletów MZK w kioskach oraz sklepach. Ale punktów sprzedaży ubywa, a w miejscach, gdzie jeszcze można kupić bilet bez odliczonej kwoty, nie jest to o wiele łatwiejsze. Pasażerowie skarżą się, że niemal za każdym razem słyszą to samo od sprzedawców: „Drobne, proszę”. Jeśli nie dadzą groszówek, biletu nie dostaną

Naszego Czytelnika zdziwiła postawa kioskarza z Zabobrza, u którego – płacąc banknotami – nie sposób kupić biletu. Napisał na kartce, że od klientów żąda odliczonej końcówki. – Jest do dla mnie oraz dla wielu mieszkańców Zabobrza niezrozumiałe, bo niby gdzie mamy te pieniądze rozmienić o godzinie 7 rano ? – pyta zdenerwowany jeleniogórzanin.

Podobnie jest u kierowcy, o czym wspomnieliśmy. – I jak tu dojechać do pracy o siódmej rano, mając np. 20 zł w dłoni, kiedy nie kupimy biletu ani w kiosku, ani w autobusie, ani w automacie (jest jeden, przy Podwalu – red.) – pyta nasz rozmówca. – Pozostaje jazda na gapę lub wycieczka na piechotę.

A co na to właściciel kiosku? Twierdzi, że bilety sprzedaje wszystkim, a informacja, którą wywiesił, to próba poradzenia sobie z „genialnym” pomysłem cen 1,12 za bilet studencki, 2,24 za bilet zwykły i tym podobne wynalazki.
– Do tej pory sprzedawałem największą ilość biletów MKZ w Jeleniej Górze, ale jeśli sytuacja się nie zmieni, zrezygnuję z ich sprzedaży. Podobnie zrobiła większość kioskarzy – mówi handlowiec.

Dla sprzedawców biletów to zupełnie niedochodowy interes, z którym są same kłopoty. Marża od sprzedanego biletu jest w naszym mieście najniższa w Polsce i wynosi zaledwie cztery procent ceny biletu. Wielu kioskarzy jeszcze współpracuje z MZK ze względu na dobro klientów. – Większość mnie zna i chcę ułatwić im życie, czego nie robi miejski przewoźnik – usłyszeliśmy.

Wspomniany sprzedaje około pięciuset biletów dziennie. I choć specjalnie zamawia bilon w banku, wciąż brakuje drobniaków. – A przecież wystarczyłoby te końcówki zaokrąglić do 1,10 czy 2,25 PLN – mówi.

Marek Woźniak, dyrektor Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Jeleniej Górze zastrzega jednak, że to nie on jest odpowiedzialny za te stawki, ale rada miasta. – To ona ustala taryfę opłat, nie my – mówi. Przewoźnik chciał zmienić ceny, ale rajcy nie zgodzili się. M. Woźniak sam chciałby mieć mniej kłopotów i okrągłe ceny za bilety, ale ma związane ręce.

Przewoźnik traci, to zniechęceni do kupowania biletów ludzie albo ryzykują jazdę na gapę, albo rezygnują z autobusu. Cena przejazdu i tak należy do najwyższych w Polsce. Dla ubogich rodzi siedem przejażdżek pojazdem MZK to kwota niebagatelna. Ziarno do ziarnka i zbierze się miarka, ale przez groszowe końcówki na pewno więcej pieniędzy ominie kasę przewoźnika niż do niej trafi.

MZK nie popisało się wprowadzając tak zwane bilety półmiesięczne. Pomysł ciekawy, ale wykonanie kiepskie. Po dziewiątym dniu każdego miesiąca nie można już bowiem kupić biletu na jego drugą połowę. Dlaczego? Bo Miejski Zakład Komunikacyjny każe się rozliczać kioskarzom ze wszystkich biletów (na 1. i 2. połowę miesiąca) do jego dziewiątego dnia. I tylko przezorni, którzy kupują bilety na cały miesiąc z góry, mogą z nich korzystać. – Po co więc bilety na pół miesiąca skoro i tak obydwa trzeba kupić w tym samym czasie – pytają zdezorientowani pasażerowie.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (36) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group