Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Niedziela, 15 lutego
Imieniny: Jowity, Zygfryda
Czytających: 5745
Zalogowanych: 11
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Perfekcyjnie spójny i zwarty „Portret”. Po premierze w Teatrze im. Norwida

Wtorek, 14 czerwca 2011, 6:22
Aktualizacja: Środa, 15 czerwca 2011, 7:44
Autor: Petr
JELENIA  GÓRA: Perfekcyjnie spójny i zwarty „Portret”. Po premierze w Teatrze im. Norwida
Fot. Marcin Oliva Soto
Perfekcyjnie spójny i zwarty „Portret” Sławomira Mrożka w reż. Krzysztofa Jaworskiego, rozpisany na dwóch bohaterów, którym towarzyszą postaci poboczne, równie perfekcyjne i spójne. Oto spektakl, którego premiera odbyła się w minioną niedzielę na scenie Teatru im. Norwida w Jeleniej Górze.

Gdzież perfekcyjna spójność u Mrożka zapytają z pewnością ci, którzy za znawców twórczości akurat tego dramatopisarza się uważają. Poniekąd zapytają słusznie, wszakże i sam Mrożek rzekł kiedyś w jednym ze swoich aforyzmów, że: „Dzieją się różne tragedie, ale nic z nich nie wynika. Co pewnie jest istotą tragedii”. I aforyzm ten dość konsekwentnie stosował, a może raczej – wcielał w życie we wszystkich swoich dramatach w mniejszym lub większym stopniu, z „Portretem” włącznie. Czyniąc to choćby przez „żonglowanie” polską tradycją literacką czy odnajdywanie dla siebie kontekstów w rzeczach i metaforach sięgających zdecydowanie za głęboko dla przeciętnego zjadacza chleba. Gdzież zatem perfekcyjna spójność w „Portrecie”, który przecież nie może być spójny, bo od Mrożka pochodzi? Może. Gdy wychodzi spod ręki Krzysztofa Jaworskiego, któremu i perfekcyjną spójność, i zwartość sztuki udało się osiągnąć znakomicie.

By inscenizacja „Portretu” spotkała się dobrym przyjęciem ze strony publiki, reżyser dramatu winien skoncentrować się tylko na jednym z den semantycznych ukrytych w „Portrecie”. To właśnie powiedział mi kiedyś jeden z krakowskich krytyków teatralnych, i to przypomniało mi się teraz, w chwili pisania tej recenzji. Istotnie bowiem, inscenizacja a później interpretacja „Portretu” w sensie ogólnym zdaje się niemożliwa biorąc pod uwagę fakt, iż w dramacie tym, który paradoksalnie został opatrzony jednowątkową fabułą odnajdziemy przeróżne tropy czy aluzje literackie: nawiązania do „Kordiana”, parafrazy „Dziadów”, wtręty gombrowiczowskie, a nawet cytat z „Ducha Dziejów” Miłosza. Stąd, koncentracja na jednym z wielu może jedynie okazać się trafna, i tak zrobił Jaworski.

„Portret”, którego premiera miała miejsce w minioną niedzielę na scenie Teatru im. Norwida to spektakl świetnie przemyślany, perfekcyjnie spójny, zwarty i mądry. Największą wartością tej sztuki, jak się zdaje, jest zostawienie trochę z boku – nie całkiem, w zgodzie z aspiracjami Mrożka, wywiedzionego z doświadczeń stalinizmu wątku dotyczącego głównych bohaterów. Bartodzieja, niegdyś zdeklarowanego komunisty, który ślepo wierzył w (portret) Stalina i jego nadwiślańskich namiestników, i który dla tej wiary nie zawahał się donieść na najlepszego z przyjaciół – Anatola – głównego bohatera numer dwa; reżimowca i opozycjonisty, który za sprawą kolegi spędził piętnaście lat w więzieniu. Po latach tych, dwaj „przyjaciele” spotykają się ponownie. I co się dzieje? Teraz to Anatol gra rolę kata, a Bartodziej ofiary. Nie to jednak, w przypadku spektaklu Jaworskiego, jest najważniejsze.

Pod względem scenograficznym, „Portret” Mrożka daje szerokie pole do popisu, to pewne. U Jaworskiego jednak scenografia też się nie liczy. Można by nawet powiedzieć, że jest raczej minimalistyczna. Co zatem jest ważne? Na co postawił reżyser i trafił w dziesiątkę? Co udało mu się zrobić z „Portretem”, że ten został „dobrze przyjęty” i przez publikę, i recenzenta? Nie mniej, nie więcej jak „sportretować” przez „Portret” ludzką mentalność w największym tego słowa znaczeniu. Mentalność każdego z nas, bez względu na czas, w którym przyszło nam żyć i w coś wierzyć, albo i nie. I sportretować życie, w którym liczy się „konkret”, a nie „idea”.

W swojej sztuce Jaworski postawił na psychologię poszczególnych postaci – niejednorodnych (jak każdy z nas), skomplikowanych, innych na zewnątrz i wewnątrz, faktycznie borykających się z problemami lub imaginujących sobie najróżniejsze problemy (jak wielu z nas). Postaci „prawdziwych”, ekspresywnych, wymownych, próbujących wyrwać się z „własnych izolatek”. Z których każda jest ważna i każda ma swoje przesłanie – choć tak jak u Mrożka, dramat rozgrywa się wokół dwóch bohaterów; jest na nich rozpisany, to oni przeżywają katharsis, a pozostali to tylko postaci poboczne.

Tak więc, reżyser postawił właściwie, aktorzy zagrali. Albo inaczej, pokazali się w „Portrecie” z najlepszej strony. Tadeusz Wnuk – Bartodziej, Jacek Paruszyński – Anatol, Lidia Schneider – Oktawia i Katarzyna Janekowicz – Anabella. Wszyscy, bez wyjątku. Uniwersalny spektakl, do refleksji na temat człowieka i jego życia.

Sonda

Tłusty czwartek za nami. Pochwalcie się ile zjedliście pączków?

Oddanych
głosów
211
1
33%
2-3
43%
4-5
14%
Więcej niż 5
10%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Karkonosze wygrywają bezapelacyjnie!
Rozmowy Jelonki
Jeden albo dwa nie zaszkodzą, ale...
 
Inne wydarzenia
Wystartował 50. Bieg Piastów. Znakomici Jeleniogórzanie!
 
Edukacja
Uczniowie Żeroma przygotowują się do koncertu
 
Pogoda
To nie koniec zimy, wrócą mrozy
 
Aktualności
Wywrotka betoniarki
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group