W szczytowej fazie afery z terenu Jeleniej Góry do jeleniogórskiej prokuratury napłynęło kilkanaście zgłoszeń o rzekomo poszkodowanych. Ale tylko jeden przypadek okazał się na tyle prawdopodobny, że prokuratura podjęła stosowne czynności dochodzeniowe. Zabezpieczono do badań fiolkę po leku, który wstrzyknięto młodemu pacjentowi. Natomiast śledztwo w sprawie całej afery, jak informuje prokurator Ewa Węglarowicz – Makowska, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze utkwiło w fazie wstępnej. Zasadniczym powodem zwłoki jest konieczność przebadania 460 tysięcy zabezpieczonych podejrzanych fiolek. Potrzeba na to będzie wiele miesięcy.
Na stwierdzenie ilu ludzi rzeczywiście ucierpiało wskutek zamiany, czyim dziełem jest t przestępstwo – jeśli do niego doszło - i kto za nie odpowie, przyjdzie nam jeszcze długo poczekać. Na razie jedynym pewnym poszkodowany jest “Jelfa”, która drogo zapłaciła za ten feralny błąd a zapłaci jeszcze więcej za odbudowe wizerunku niezawodnego producenta leków.
Pat w śledztwie
Audio
Czytaj na głos
Wciąż nie ma winnych w tzw. aferze corhydronu.












Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.