Środa, 28 października
Imieniny: Szymona, Tadeusza
Czytających: 7791
Zalogowanych: 8
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Krokodyla daj mi, luby!

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Piątek, 26 czerwca 2009, 7:24
Aktualizacja: Sobota, 27 czerwca 2009, 7:50
Autor: Angela
Fot. Angela
Kermit to nie tylko popularna żaba z Muppet Show, ale także najprawdziwszy kajman okularowy Łukasza Milińskiego. Ciepliczanin ma też pająki: ptaszniki i czarną wdowę o śmiertelnie trującym jadzie, dwumetrową anakondę, skorpiony, kameleona, legwany i inne egzotyczne stworzenia. Marzy jeszcze o pumie. Dzięki takiemu egzotycznemu zwierzyńcowi 25–latka znają w Cieplicach i Jeleniej Górze niemal wszyscy.

Łukasz Miliński egzotycznymi stworzeniami pasjonuje się od dziecka. Już jako mały chłopiec zamiast psa czy kota wolał hodować pająki. Po tym jak zdechł mu kot, co bardzo przeżył, postanowił zmienić profil zwierząt wchodzących w krąg jego zainteresowań.

Jak mówi, jego żywa kolekcja rozpoczęła się od skorpiona. Z czasem zaczął on dokupować kolejne okazy, głównie pająków i jaszczurek. – Na początku nie wierzyłem w to, że mogę mieć takie stworzenia u siebie w domu – opowiada Łukasz. – Oglądałem je w telewizji i marzyłem, by sobie takie kupić. Teraz mogę je zobaczyć na własne oczy, dotknąć, nakarmić. – W nocy biegają, polują, skaczą, oczywiście w swoich terrariach. Są naprawdę niesamowite. Czasami tak hałasują, że nie można spać (śmiech). Jak na razie skończyło się na krokodylu, ale mam jeszcze kilka pomysłów.

Obecnie krokodyl Kermit ma dwa lata, około 70 cm długości i codziennie wychodzi ze swoim panem na spacer na smyczy przypiętej do czerwonej obroży. Gad jada niewiele i tylko raz w tygodniu. Lubi żaby, ptaki, ryby, myszy. Ma poobgryzane końcówki palców, najprawdopodobniej przez inne krokodyle, z którymi przebywał w terrarium, zanim trafił do nowego właściciela.

Kiedy pan Łukasz zaczął z nim wychodzić na miasto, ludzie reagowali różnie. Jedni patrzyli na gada z przerażeniem i dzwonili na policję, inni z uśmiechem na twarzy wypytywali o to ile ma lat, długości, co je itp. Jak mówi Łukasz Miliński, kiedy Kermit urośnie będzie miał około dwóch metrów długości. Jak na razie jest jednak dość grzecznym i posłusznym gadem. Brak pokory i chęć ucieczki ujawnia się u niego tylko po dłuższym przebywaniu na słońcu.

– Kiedy się nagrzeje trzeba na niego uważać, bo zaczyna szybko biegać i uciekać – słyszymy od pana Łukasza. – Czasami też staje się agresywny kiedy chcę go wziąć na ręce. Dwa razy już mnie dziabnął w palec. Ma sporą siłę w paszczy, ale palca mi nie odgryzł – żartuje. – Taki krokodyl potrafi przeżyć nawet sześćdziesiąt lat, więc pewnie mnie przeżyje i będę go musiał komuś sprezentować – uśmiecha się mężczyzna.

Na pytanie, czy właściciel nie boi się, że – kiedy gad urośnie – odgryzie mu nogę lub rękę, pan Łukasz żartuje, że spać z nim nie będzie. Ciepliczanin obecnie mieszka z rodzicami, ale mówi, że już niebawem będzie się musiał od nich wyprowadzić. W pokoju ma za mało miejsca, a poza tym rodzice narzekają na zbyt duże zużycie prądu. Miliński natomiast ma jeszcze w planach zakup „kilku egzemplarzy”. Na przykład zielonego legwana, podobnego do smoka, kilka pytonów, jadowitych węży i ....pumy.

Te stworzenia nie są złe, ale trzeba się nimi odpowiednio zająć i je zabezpieczyć. Te gady są fajne, bo są niezwykłe, a ja sam nigdy nie byłem zwykły, zawsze starałem się robić coś innego niż wszyscy – mówi.

Poza krokodylem, 20 skorpionami, pająkami ptasznikami, w pokoju Milińskiego znaleźć można czarną wdowę, jednego z najbardziej jadowitych pająków, który ma jad 15-krotnie silniejszy od jadu grzechotnika, anakondę o imieniu Ashanti, która może urosnąć nawet do 5 metrów, kameleona „Leona” o smutnym wyrazie pyska, modliszki i inne.

Do niedawna pan Łukasz miał też węża boa. Pewnego razu zabrał go na spacer za wałami i spuścił z oczu dosłownie na kilka sekund. To wystarczyło. Miał około 140 cm długości. Zabrała go matka natura. – Był bardzo przyjazny, bardzo mi go brakuje, kiedy mi uciekł byłem załamany. Zawsze nosiłem go obwiniętego na szyi. Kiedyś też mnie ugryzł za to, że dostał ode mnie w łeb. Wstaję kiedyś rano, szykuje się do pracy, patrzę, a on otworzył sobie terrarium i wyszedł pod biurko, okręcił się dookoła wszystkich kabli i musiałem go wyciągać ze wszystkim co miał w środku. Nie chciał się odwinąć, dostał w głowę i rzucił się na mnie. Przyczepił się do mojego palca tymi swoimi zakrzywionymi zębami i nie mógł się odczepić. Nigdy więcej już tego nie zrobiłem. To nie było przyjemne, bolało, swędziało – zwierza się miłośnik egzotycznego ZOO.

W pokoju Milińskiego nad terrariami wisi tabliczka z czaszką i napisem - „nie dotykać”. Pan Łukasz mieszka w Cieplicach od 20 lat, obecnie pracuje i uczy się. Mówi, że nie lubi pieniędzy, a gdyby miał być zwierzakiem, byłby dinozaurem. Najlepiej czułby się natomiast w dżungli. Wraz z kolegami tworzy muzykę rap oraz mieszankę rapu i punk rocka, sam jest wokalistą. W planach ma założenie kapeli punk-rockowo-metalowej. W przyszłości Łukasz Miliński planuje wyjechać do Nowego Jorku – Tam nie będę się tak wyróżniał – mówi. Tutaj trochę świecę, a tam trzymanie takich stworzeń to rodzinne – żartuje.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (86) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group