W bardzo ciężkim stanie leży w jeleniogórskim szpitalu 38-letnia rowerzystka, która wczoraj (20.06) została porażona piorunem w Górach Izerskich.
Do zdarzenia doszło o godz. 13.40 w rejonie Schroniska Orle. Pierwsi do pomocy poszkodowanej, u której doszło do zatrzymania krążenia, ruszyli przypadkowi turyści.
- Trzeba podkreślić wspaniałą postawę turystów oraz świadków zdarzenia. Ich natychmiastowa reakcja i wiedza uratowały ludzkie życie. Ogromnie cieszy również fakt, że sprzęt ratowniczy dostępny w schronisku, czyli głównie defibrylator AED - został użyty bez chwili wahania - mówią ratownicy GOPR.
Życie kobiety uratowała sprawna pomoc turystów będących na miejscu tragedii. Po pewnym czasie na miejsce dotarli wspomniani ratownicy GOPR ze Szklarskiej Poręby oraz Świeradowa oraz pogotowie ratunkowe.
- Nasi ludzie przejęli poszkodowaną i wdrożyli zaawansowane czynności medyczne - mówią ratownicy.
U rowerzystki wróciło krążenie. Została odwieziona przez pogotowie do jeleniogórskiego szpitala, gdzie lekarze kontynuowali walkę o jej życie i zdrowie.
Piorun się "ześlizguje"
Fachowcy od wyładowań atmosferycznych wyjaśniają działanie pioruna po uderzeniu w człowieka. Wbrew pozorom śmiertelność po uderzeniach pioruna wynosi jedynie ok. 10 %
Działanie poruna określa się wówczas jak "flashover" / przeskok zewnętrzny. Prąd pioruna często nie wnika w głąb ciała, tylko "ślizga się" po zewnętrznej, najlepiej przewodzącej drodze – w tym przypadku mógł nią być spocony kask i jego metalowe elementy (klamry, mocowania), a nie sama głowa człowieka.
Natomiast "wybuchowe" rozerwanie kasku to skutek gwałtownego odparowania wilgoci w piance kasku pod wpływem ciepła wyładowania – co przy okazji rozproszyło część energii na zewnątrz, a nie w stronę głowy.
- Można więc zaryzykować twierdzenie, że kask uratował kobiecie życie - słyszymy.
Chyba na Kozim Grzbiecie albo okolicy bo tam lubi uderzyc