Sobota, 5 grudnia
Imieniny: Krystyny, Sabiny
Czytających: 5843
Zalogowanych: 4
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Były ministrant przed sądem za próbę podwójnego zabójstwa

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Czwartek, 5 sierpnia 2010, 7:34
Aktualizacja: Piątek, 6 sierpnia 2010, 7:43
Autor: Angela
Fot. Angela
Artur D. z Kopaczowa dziesięć lat temu był w domu swoich sąsiadów jako ministrant. W minionym roku włamał się do nich po pieniądze. Siekierą zadał ofiarom kilkanaście ciosów. 68 – letnia Weronika Balicka i jej mąż cudem przeżyli. Wczoraj przed jeleniogórskim sądem odbyła się pierwsza rozprawa, na której oprawca nie przyznał się do winy.

Weronika Balicka, jej mąż i syn w dalszym ciągu nie mogą uwierzyć w to, co się stało. Rodzice niedoszłego zabójcy, byli im dobrze znani i szanowani. Zawsze pomocni i otwarci. Również Artur D. był dobrze zapowiadającym się człowiekiem. Służył do mszy jako ministrant.

W nocy 11 września 2009 oprawca wszedł do budynku po pieniądze przez piwniczne okienko, a kiedy lokatorka nie chciała ich wydać, oskarżony użył siekiery, którą zadał dwa ciosy 68 – letniej Wiktorii Balickiej. W międzyczasie kobieta wskazała portfel leżący na szafie, który niedoszły zabójca włożył do tylnej kieszeni i chciał uciekać. Na drodze stanął mu jednak 88 – letni Jan Z.

– Chciałem zrobić sobie drogę do ucieczki i kiedy ten człowiek stanął mi na przejściu bez zastanowienia uderzyłem go siekierą – mówił oskarżony we wcześniejszych zeznaniach, które na sali sądowej odczytał sędzia Robert Bednarczyk.

Sprawca uciekł z mieszkania swoich ofiar zostawiając ich zakrwawionych i poszedł grać w gierkę na telefonie komórkowym. Za skradzione pieniądze, około 18 zł kupił sobie papierosy, dwie bułki i piwo.

W dniu tego zdarzenia nasz rodzinny dom zamienił się w dom z horroru. Miałam koszulę nocną, z której kapała krew. Krew była we wszystkich pomieszczeniach i na schodach – opowiada pani Weronika Balicka.

Syn poszkodowanej dodaje, że od czasu tego koszmaru matka nie chce już mieszkać w domu, przez pół roku od chwili napadu codziennie budziła się w nocy z krzykiem. Teraz chce uciec z tej miejscowości i z budynku, w którym jej sąsiad próbował ją zabić.

Oskarżony początkowo kilkakrotnie przyznawał się do winy, mówił, że wie o swoim błędzie. Wyjaśniał, że w chwili popełnianego czynu był pod wpływem narkotyków popitych alkoholem. Przyznał, że znał swoje ofiary oraz rozkład ich domu z kolędy, na której był jako ministrant. W kolejnych przesłuchaniach oprawca wycofywał się z zeznań i wymyślał nowe historie.

Na wczorajszej rozprawie odmówił odpowiadania na pytania, nawet swojego obrońcy. Twierdził też, że wszystkie dotychczasowe zeznania są nieprawdziwe. Na pytanie sędziego, dlaczego więc je złożył, oskarżony odpowiadał krótko
– Bo byłem pod wpływem środków odurzających.

Ostatecznie oskarżony nie przyznał się do winy. Co do jego sprawstwa wątpliwości nie ma jednak pani Weronika, która od razu rozpoznała niedoszłego zabójcę po głosie. Rozpoznała też sylwetkę i twarz oprawcy. Na kolejnej rozprawie, wyznaczonej na koniec września br. przesłuchani zostaną poszkodowani, którzy jednocześnie występują w roli oskarżycieli posiłkowych.

Artur D. choć nie zabił swoich ofiar, zgodnie z prawem odpowie jak za sprawstwo, w tym przypadku, usiłowanie zabójstwa dwóch osób. Za to grozi mu od 8 do 25 lat więzienia.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (49) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group