Niedziela, 9 maja
Imieniny: Grzegorza, Karoliny
Czytających: 5587
Zalogowanych: 7
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Brat bratu wilkiem

Niedziela, 19 października 2008, 8:37
Aktualizacja: 8:38
Autor: Mar
JELENIA GÓRA: Brat bratu wilkiem
Fot. Mar
Zbigniew Sobański i jego brat mieszkali pod jednym dachem z rodzicami od kiedy na działce wytyczonej na wzgórzu Wandy w latach siedemdziesiątych stanął dom. Tutaj przyprowadzali dziewczyny, tutaj mieszkali ze swoimi żonami. Nie zawsze było łatwo, bo obydwaj to raptusy i czasami się poprztykali, jak to bracia.

Budynek ma trzy kondygnacje, na parterze mieszkali rodzice, na piętrze jeden brat, na drugim Zbigniew z żoną i dziećmi.
Nie było też problemu ze spadkiem po ojcu, który umiera w roku 1981 . Dziedziczą po nim dwaj synowie i żona. Nie było potrzeby, żeby dzielić budynek, który w połowie jest własnością matki, a w jednej czwartej własnością synów.

Gdy w roku 2002 umiera matka, testamentem dzieli swoją część między córkę Zbigniewa Sobańskiego i i jego brata. Sąd Rejonowy w Jeleniej Górze uznaje testament i ustala, że 3/12 budynku to własność Zbigniewa, 3/12 jego córki a 6/12 to własność brata.

– Wszystko wydawało się w porządku, mieszkamy jak dotychczas i nagle dowiadujemy się, że brat męża w marcu 2003 składa w jeleniogórskim sądzie wniosek o podział spadku i zniesienie współwłasności – wyjaśnia żona Zbigniewa, Wacława. – Gdy mąż przeczytał ten wniosek ogromnie się zdenerwował. Nasz sąsiad domagał się w nim prawie 80 procent nieruchomości, czyli dwóch pięter dla siebie, nam zostawiając 22 procent czyli poddasze na którym mieszkamy i proponuje 30 tysięcy złotych rekompensaty. To śmieszna kwota, gdyż cała nieruchomość warta była wraz z działką 560 tysięcy złotych. A trzydzieści procent to prawie 170 tysięcy a nie 30!

Wnioskodawca argumentował wypłatę odszkodowania niemożliwością podziału nieruchomości na trzy odrębne lokale. Tymczasem biegły powołany przez sąd wskazał, że podział na trzy odrębne lokale, w proporcjach takich jakie przewidywał testament.

Zbigniew mówił, że nie zamierza dzielić nieruchomości według niesprawiedliwych zasad, jakie zaproponował brat. Sąd nie przyjmował jednak jego argumentacji i kontynuował postępowanie.
– Mąż zrezygnowany niesprawiedliwym dla nas biegiem sprawy nie poszedł na ostatnią rozprawę jesienią 2005, na której sąd zatwierdził bez żadnych zmian zaproponowany podział. Nawet nie zostaliśmy poinformowani przez sąd o wydaniu postanowienia – wyjaśnia Wacława Sobańska.

– O tym, że sąd wbrew woli męża i córki niesprawiedliwie podzielił spadek dowiedzieliśmy się dopiero w styczniu 2006 roku, gdy postanowienie było już prawomocne. Wystąpiliśmy o uzasadnienie na piśmie i nigdy go nie otrzymaliśmy. Do dzisiaj nie wiemy, jakimi przesłankami kierował się sąd, którym kierowała niedoświadczona asesor, przyznając większość majątku szwagrowi, a nas pozbawiając prawa do lokalu wydzielonego przez biegłego. Sąd nie uznał za stosowne zostawić nam chociażby jedno pomieszczenie piwniczne.

Jedno z pism Zbigniewa Sobańskiego o wydanie uzasadnienia jeleniogórski sąd uznał za odwołanie do Sądu Najwyższego. Dokument z kancelarii sądowej trafił bezpośrednio do Warszawy a tam odwołanie zostało odrzucone, jako niezgodne z procedurą sadową.

– To zablokowało nam drogę do odwołania się od tego kuriozalnego orzeczenia – mówi Wacława Sobańska. – Jednocześnie przeżycia związane z procesem spowodowały gwałtowne pogorszenie stanu zdrowia mojego męża. We wrześniu 2007 doznał ciężkiego udaru mózgu, który na wiele miesięcy przykuł go do łóżka.

Trzy miesiące później, tuż przed świętami Bożego Narodzenia, do domu państwa Sobańskich przychodzi wezwanie komornika do opuszczenia parteru
– To jeszcze pogorszyło stan zdrowia męża, który uświadomił sobie, że traci odziedziczoną po rodzicach własność. Zmagania trwały wiele miesięcy, mieliśmy zaświadczenie lekarskie w którym lekarz wnioskuje o wstrzymanie eksmisji. Wszystko na nic. 25 września komornik w imieniu szwagra przejął od nas parter a ślusarz założył zamki. Klucz trafiły do jego kieszeni.. Komornik powiedział mi, że powstrzymywanie eksmisji złym stanem zdrowia męża to szantaż moralny. Ale to nie koniec – mówi ze złością Wacława Sobańska – Przecież nie dostaliśmy ani grosza, choć i tak te 30 tysięcy to ułamek wartości tego co nam zabrano.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (24) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group