Poniedziałek, 18 stycznia
Imieniny: Małgorzaty, Piotra
Czytających: 8041
Zalogowanych: 9
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Bestia szarpie dzieci

Poniedziałek, 24 sierpnia 2009, 7:03
Aktualizacja: Środa, 26 sierpnia 2009, 14:28
Autor: Angela
JELENIA GÓRA: Bestia szarpie dzieci
Fot. Angela
Chwila nieuwagi matki wystarczyła, aby jej jeżdżącego rowerkiem sześcioletniego syna pogryzł pies sąsiadów. Właściciele zwierzęcia nie czują się za to odpowiedzialni, a wilczur zaatakował w tym roku już trzy razy. Policja chciała ukarać kobietę, bo nie dopilnowała sześciolatka i nie założyła dziecku kółek do pojazdu.

– To było w miniony wtorek po godzinie 18.00 – wspomina pani Karolina Wojciechowska, która z dwójką dzieci mieszka przy ulicy Piotra Skargi. – Natalia i Łukasz zawsze bawią się na podwórku z tyłu budynku. Tak było i wtedy. W pewnym momencie córka Natalia poprosiła mnie o coś z mieszkania. Kiedy weszłam do środka, na podwórku został Łukasz, który jeździł na rowerku.

To bardzo żywe i rozwinięte dziecko, które zachowuje się jakby było co najmniej dwa lata starsze. Każdy kto go zobaczy, nie będzie miał wątpliwości, że matka mogła go bez obaw zostawić na chwilę na podwórzu. Pech chciał jednak, że w tym czasie na spacer z psem podobnym do owczarka niemieckiego wyszła młoda dziewczyna.

– To była chyba córka właścicielki – mówi pani Karolina. – Ona tu nie mieszka i nie wiem jak to się stało, że to akurat wyprowadziła zwierzę. Pies prowadzony był na smyczy, ale nie miał kagańca. Kiedy Łukasz koło niego przejeżdżał na rowerze, ten rzucił się na dziecko i ugryzł go w nogę. Jakby tego było mało, chłopczyk przewrócił się i spadł z rowerka uderzając głową w zaparkowany samochód.

Z głowy trysnęła krew, a noga zaczęła puchnąć i sinieć. Zakrwawiony i zapłakany ruszył w stronę swojego domu. Pani, która wyprowadzała psa, zamiast zająć się chłopcem, wróciła ze zwierzęciem do domu, zostawiając dziecko samo sobie.

– Sonia mnie ugryzła w nogę, wtedy się przewróciłem, uderzyłem o samochód i zaczęła mi lecieć krew, płakałem, ale ta pani mi nie pomogła tylko sobie poszła – mówi nam sześciolatek z żalem w głosie. To nie był pierwszy raz, przed moimi urodzinami też mnie ugryzł, w rękę i nogę. Pogryzł też moja koleżankę.

Te trzy zdarzenia potwierdza matka dziecka i sąsiedzi. – Na początku myśleliśmy, że ten pies ugryzł go w głowę – mówi pani Karolina. Mały był tak roztrzęsiony, że nie był w stanie wytłumaczyć co się stało. Łkał tylko w kółko powtarzając „Sonia mnie ugryzła”. Natychmiast podjęłam decyzję o zawiezieniu dziecka do szpitala, gdzie lekarze założyli mu siedem szwów. W międzyczasie zadzwoniłam na policję, poprosiłam, by funkcjonariusze przyjechali do szpitala i spisali zeznania. Nikt się jednak nie pojawił.

Kiedy wróciliśmy ze szpitala, było już bardzo późno. Łukasz był zmęczony i nie chciałam już go w tym dniu ciągać na policję. Na komisariat poszłam następnego dnia. Złożyłam zeznania, ale dzielnicowy powiedział mi, że jedyne co może zrobić to ukarać właściciela psa mandatem 200 złotych. Powiedział mi jednak, że ja też zostanę ukarana, za brak opieki nad dzieckiem oraz brak kółek bocznych przy rowerku Łukasza. Byłam w szoku, pierwszy raz usłyszałam o przepisie, który kazałby rodzicom przykręcać boczne koła do roweru dziecka na wypadek zaatakowania malca przez psa.

Pani Karolina o sprawie opowiedziała swojej matce, która nie pozostawiła tego bez echa. Wykonała kilka telefonów, by dowidzieć się, jak to możliwe, że matka ma zostać ukarana za brak kółek przy rowerku dziecka, oraz za to, że na chwile spuściła z oka Łukasza bawiącego się na podwórku. Zdaniem matki i babci chłopca, Łukaszowi na podwórku nic, poza psem, za którego odpowiada nie matka a właściciel, nie groziło. Nikt też nie mógł przewidzieć, że osoba wyprowadzająca zwierzę nie dopilnuje go. Sytuacji dziwią się też sąsiedzi.

– Wychodzi na to, że dzieci powinny być przywiązane do płotów, a po podwórku powinny chodzić psy – mówią. Przecież to jakiś absurd. Gdyby rower miał kółka boczne, to pies by go nie ugryzł? A poza tym nawet jeśli matka byłaby na podwórku, to czy coś by to zmieniło? Nikt nie jest w stanie chodzić za każdym z dzieci krok w krok. Przepisy jasno mówią, że pies ma być wyprowadzany na smyczy i w kagańcu. Gdyby tak było, nic by się dziecku nie stało. A teraz właściciele psa wypierają się, mówią, że nic takiego nie miało miejsca.

Tymczasem Iza Wojciechowska, siostra pani Karoliny twierdzi, że widziała jedną z osób z rodziny właściciela psa, która potwierdziła to zdarzenie.
– Ania przekazała mi, że mam powiedzieć Karolinie, żeby zakupiła kaski na rower dla swoich dzieci, bo jeżdżą one jak szalone, a Łukasz upadając na samochód, porysował im maskę w aucie – mówi.

Matka chłopca zapowiada, że sprawy nie odpuści. – Nie chodzi mi o żadne odszkodowanie, nawet nie chcę dla siebie czy syna słowa „przepraszam”. Boję się tylko, że któregoś dnia dojedzie tu do tragedii. Po podwórku bawią się nie tylko moje dzieci, w budynku mieszka sporo rodzin. Niemal każda z nich ma małe dzieci.

Co z tego wyniknie?
Jak mówi kom. Bogumił Kotowski z KMP w Jeleniej Górze, dzielnicowy zapewnia, że nic nie mówił matce dziecka o jej ukaraniu za brak kółek bocznych przy rowerze chłopca. Informował tylko o możliwości jej ukarania za brak opieki nad sześciolatkiem.
Za dziecko i jego bezpieczeństwo odpowiada matka. Z drugiej strony, za zwierzę odpowiada jego właściciel. Zgodnie z prawem pies powinien być wyprowadzany na smyczy i w kagańcu. W najbliższym czasie dzielnicowy złoży wniosek do sądu o ukaranie właścicieli, którzy nie dopilnowali zwierzęcia. Jeszcze nie wiadomo, czy funkcjonariusze nałożą karę na matkę chłopca za brak opieki nad nim w chwili zdarzenia.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (85) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group