Tak jest, na przykład, na ulicy Ogińskiego na Zabobrzu. Kierowcy narzekali na pełną dziur nawierzchnię. Zniszczona warstwa została usunięta, a w jej miejsce trafi nowy asfalt. Będzie gładko jak na stole, ale do czasu. Taka metoda naprawy dróg nie jest bowiem trwała i po sezonie zimowym – najpewniej – ulica znów będzie wymagała naprawy.
Samorządowcy zdają sobie sprawę, że – w sumie – takie roboty to wyrzucanie pieniędzy w… asfalt, który – kiedy zacznie odpadać – znów trzeba będzie wylać na nowo. Jednak na kompleksowe naprawy dróg nie ma odpowiednich środków. Na remonty czeka wiele innych nawierzchni. Fatalnie jeździ się, na przykład, ulicą Grottgera powyżej Wojska Polskiego. Tam ulicy nie naprawiono nawet prowizorycznie.












Skomentuj
Komentarze są dostępne dla zalogowanych użytkowników.
Nie ma jeszcze komentarzy.