Piątek, 23 kwietnia
Imieniny: Jerzego, Wojciecha
Czytających: 6388
Zalogowanych: 16
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: 24 psy zamknięte w nieludzkich warunkach AKTUALIZACJA

Niedziela, 6 października 2013, 7:40
Aktualizacja: Poniedziałek, 7 października 2013, 14:24
Autor: Angela
Jelenia Góra: 24 psy zamknięte w nieludzkich warunkach AKTUALIZACJA
Fot. Angela
Odór rozkładających się odchodów, na których ustawione były miski z wodą i jedzeniem – w takich warunkach jedna z jeleniogórzanek przez lata trzymała i rozmnażała psy w mieszkaniu przy ul. Warszawskiej. Sąsiedzi zgłaszali to już trzy lata temu, ale wówczas nikt nie zareagował. Wczoraj (5.10) sprawa ujrzała światło dzienne, bo właścicielka napaliła w piecu i zadymiła budynek.

Dramat sąsiadów z dołu i 24. psów rozgrywał się w dwurodzinnym domu przy ul. Warszawskiej. Piętro zajmowała 55-letnia właścicielka zwierząt, dół - druga rodzina. Rano właścicielka psów napaliła w piecu i wyszła z domu. Nieszczelny komin spowodował zadymienie całego budynku. - Nie mogłam oddychać, wezwałam strażaków - opowiada Bogumiła Krzysztoń, sąsiadka mieszkająca na parterze.

To, co zobaczyli strażacy po wejściu do budynku było tylko czubkiem góry lodowej. Po otwarciu drzwi mieszkania na piętrze, równie duszący jak dym, okazał się odór wydobywający się z pomieszczeń, w których przetrzymywane były psy. Od kilku lat sąsiedzi z dołu musieli znosić ten smród oraz wycie zwierząt dniami i nocami. Do tego, z sufitu kapała im rozlewana z misek woda i nie tylko…

- Ten koszmar rozpoczął się wiele lat temu – opowiada Bogumiła Krzysztoń . – W maju 2006 roku ta kobieta wzięła ze schroniska suczkę, która była szczenna. Urodziła sześć piesków, dwa z nich oddała, a trzy suki i jednego psa zostawiła sobie. Później te psy się tam rozmnażały. W 2010 roku, kiedy zaczęło niemiłosiernie śmierdzieć na korytarzu i zobaczyłam, że w mieszkaniu jest 15 psów powiadomiłam najpierw jej wujka. Ale rodzina nie zareagowała. Zgłosiłam sprawę do Schroniska dla Małych Zwierząt, dzielnicowemu, który był tu kilka razy. Pisałam do sanepidu i Powiatowego Inspektoratu Weterynarii. Właścicielka została ukarana mandatem. W 2011 roku wyprowadziła się stąd i psy zaczęły wyć po nocach. Wezwałam straż miejską, która też ukarała ją mandatem – dodaje Bogumiła Krzysztoń.

Zdaniem kobiety, razem z tymi psami mieszkała 55-letnia właścicielka, ale wydaje się to niemożliwe po tym, co zobaczyliśmy w środku. Podłoga była pokryta grubą warstwą odchodów, a na niej porozrzucane były miski i meble. Odór szczypał w oczy i gardło. Jeden z psów był martwy. Nie wiadomo czy stracił życie od dymu, smrodu czy z głodu. Wszystkie psy zabrano do Schroniska dla Małych Zwierząt w Jeleniej Górze.

- Prowadzimy czynności w kierunku znęcania się nad zwierzętami – mówi podinsp. Edyta Bagrowska, rzecznik prasowa Komendy miejskiej Policji w Jeleniej Górze. Właścicielce psów grożą trzy lata więzienia.

Po ukazaniu się artykułu, do naszej redakcji zgłosiła się właścicielka zwierząt, która zostawiła swoje oświadczenie:

W odpowiedzi na informacje zamieszczoną na portalu w artykule, chcę wytłumaczyć jak do tego doszło. - Wzięłam suczkę, która miała sześć szczeniąt. Cztery zostały w domu, bo nie znalazł się nikt, kto by je wziął. Na początku było wszystko dobrze, ale z czasem doszły następne psy, których nikt nie chciał. Propozycje ich zlikwidowania miałam różne, ale zostały w domu. W końcu wymknęło mi się spod kontroli. Psy zaczęły niszczyć wszystko w domu. Całą wypłatę wydawałam na jedzenie dla zwierząt. Karmiłam je dwa razy dziennie. Dostawały gotowane jedzenie (warzywa, kasze, makarony, mięso). Nie głodowały. Pan Ragiel próbował mi pomóc, ale wstyd mi było, więc radziłam sobie sama - tłumaczyła kobieta.

- Żadnego psa nie skrzywdziłam. Zimą paliłam w piecu by miały ciepło. Kiedy wstawałam robiłam przy nich, kiedy przychodziłam z pracy, to samo. Gdybym mieszkała sama byłoby inaczej, ale przez sąsiadów musiałam trzymać je zamknięte - wyjaśniała.

- W sobotę zapaliłam w piecu, żeby miały ciepło. Nie przewidziałam tego co się stanie. Z osobą, którą mieszkam, zawsze będzie konflikt. Skończy się jedna sprawa, to zacznie inna. Szkoda, że w całą sprawę zostali wplątani dobrzy ludzie, którzy próbowali mi pomóc, ale sobie nie dałam. Do nich należy cudowny człowiek ze schroniska p. Ragiel i moja rodzina i przyjaciele, którzy nie są niczemu winni - mówiła nami.

- To co się stało w moim domu nie koliduje z moją pracą, w której pracuję czysto i bez zastrzeżeń. Proszę o nierobienie nagonki na mnie. Zdaje sobie sprawę z tego wszystkiego. Gdyby nie to wszystko miałabym czysto w mieszkaniu, jeździłabym na wycieczki, miałabym popłacone rachunki, wyjeżdżałabym na urlop. Cieszyłabym się z życia, a teraz mam rozdarte serce, bo każdego psiaka kocham nad życie. Nie cofne czasu, choć bardzo bym chciała - twierdziła właścicielka psów.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (50) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group