Czwartek, 26 listopada
Imieniny: Konrada, Sylwestra
Czytających: 5422
Zalogowanych: 12
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Zabili za głupią minę

Wiadomości: REGION
Sobota, 25 lipca 2009, 7:11
Aktualizacja: Niedziela, 26 lipca 2009, 7:42
Autor: Angela
W trakcie poszukiwań policja opracowała portrety pamięciowe sprawców.
Fot. Policja
Przyjechali na kilka dni do Karpacza na sylwestra. Mieli się dobrze bawić na dyskotekach oraz na stokach w górach, po czym planowali wrócić do swojego miasta Obornik Śląskich. Zanim jednak wyjechali, zadali śmiertelne ciosy przypadkowemu mężczyźnie. Mowa o Michale Z. i Mateuszu K., przeciwko którym sprawa o pobicie ze skutkiem śmiertelnym trafiła do jeleniogórskiego sądu.

21-letni Michał Z. mieszkaniec miejscowości Oborniki Śląskie, student II roku Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, do Karpacza przyjechał 29 grudnia 2008 roku wraz z grupką swoich znajomych, m.in. Mateuszem K. Sześcioosobowa grupka przyjaciół zatrzymała się w jednej z wilii w Karpaczu.

31 grudnia wieczorem w pokoju Michała paczka znajomych rozpoczęła sylwestrową imprezę. To miał być niezapomniany sylwek. Michał na tą okoliczność kupił sobie nawet pasek na Allegro, który wyświetlał napis „Szczęśliwego Nowego Roku”. Po godzinie 23.00 cała szóstka wyszła powitać nowy rok w centrum Karpacza.

Odwiedzili kilka restauracji i pubów, a około drugiej w nocy poszli do pubu o nazwie Kotłownia, z której nad ranem wrócili do wynajmowanych pokoi. Drugiego stycznia 2009 roku Michał z Mateuszem pojechali na narty do Czech. Studenci chcieli zabrać ze sobą dwie dziewczyny, które dzień wcześniej poznali w pubie, ale te nie chciały się zgodzić na wyjazd. Godzinę później przypadkowo zapoznane koleżanki zadzwoniły i powiedziały, że mogą się z nimi spotkać w pubie Młyn.
Studentom wydało się to podejrzane, więc na umówione spotkanie zabrali ze sobą rozsuwane pałki. Kiedy jednak okazało się, że dziewczyny są w towarzystwie innych mężczyzn, Michał z Mateuszem poszli do „Kotłowni”.

Na pomysł wyjazdu do Karpacza na narty wpadł także mieszkaniec Kocka, Grzegorz, który na wspólny wyjazd namówił swojego kolegę Adriana Cz. i dwójkę innych uczestników wycieczki. Adrian miał być tylko kierowcą. Zgodził się bez wahania. Wyjechali pierwszego stycznia, a do Karpacza dojechali następnego dnia rano. Po przyjechaniu na miejsce Adrian po całonocnym prowadzeniu samochodu położył się spać, a pozostali pojechali na narty.

Po siedemnastej znajomi zjedli obiad i poszli na zakrapianą imprezę. Adrian miał wyraźną ochotę potańczyć. Zapytał kelnera gdzie mógłby się dobrze pobawić, a rozmówca wskazał mu „Kotłownię”. Kiedy współtowarzysze po wypiciu około trzech butelek wódki odpadli z zabawy, Adrian sam poszedł do Kotłowni. Zamówił piwo, wypił przy barze i wyszedł na zewnątrz.

W tym czasie do baru przyszli znani nam już Michał Z. i Mateusz K., którzy usiedli przy stoliku wcześniej poznanych mężczyzn, z którymi wypili kilka głębszych. W pewnym momencie Mateusz zaczął zaczepiać jednego z gości komentując, że siedzi on w czapce. Przechodząc obok zaczął go szturchać w bok. Gość nie dał się jednak sprowokować. Zapytał czy ten szuka zaczepki i Mateusz się uspokoił. Po chwili wdał się jednak w kolejną sprzeczkę z innym gościem baru.
Panowie emocje rozładowali na zewnątrz, po czym ponownie wrócili do baru na wspólne drinki. Po chwili Mateusz wyszedł do toalety, a Michał Z. został ze znajomymi.

Po chwili do baru wrócił Adrian, który zaczął się wygłupiać: bujał się, przewracał oczami, robił głupie miny wykrzywiając twarzą i udając odurzonego narkotykami. Kiedy zobaczył to Mateusz K. zaczął krzyczeć do Adriana, by ten nie udawał „naćpanego”. Zaczęła się sprzeczka, po której Michał Z. popchnął Adriana. Rozpoczęła się wymiana ciosów. Jeden z gości chciał rozdzielić bijących się, ale dostał kopa i ze względu na zagipsowaną nogę miał ograniczoną możliwość ruchu, odpuścił.

Początkowo Michał Z. i Mateusz K. zadawali ciosy pięściami. Po kilku minutach jednak Michał Z. wyciągnął nóż i zadał nim Adrianowi cztery ciosy w brzuch. Na tym się nie skończyło. Szamotanina przeniosła się na zewnątrz. Kiedy Adrian upadł na ziemie Michał Z. krzyknął do współsprawcy: „spierda....y”, po czym oprawcy uciekli. Wrócili do wynajmowanych pokoi, opatrzyli rany Mateusza. Rano zapłacili za pobyt w pensjonacie i wyjechali. Pytani przez właściciela willi czy byli w „Kotłowni” i czy wiedzą coś o pobiciu, powiedzieli, że byli, ale żadnego pobicia nie widzieli.

O pobiciu i rannym kliencie pogotowie ratunkowe i policję powiadomił jeden z kelnerów pubu Kotłownia. Pobity i nieprzytomny Adrian Czerski około czwartej w nocy został przewieziony do Szpitala Wojewódzkiego w Jeleniej Górze, gdzie przeszedł operację zszycia naczyń tętniczych, jelita cienkiego i dwunastnicy, po czym przekazano go na oddział Intensywnej Opieki Medycznej. O 9.26 nastąpiło nagłe zatrzymanie krążenia i po dziesięciu minutach reanimacji stwierdzono zgon. Zmarł nie odzyskawszy przytomności. Początkowo policja miała problem z ustaleniem jego tożsamości, nie miał bowiem przy sobie żadnych dokumentów.

Kim jest ustalono dopiero 3 stycznia po południu, kiedy zaginięcie kolegi zgłosili na policji jego znajomi. Oględziny zwłok wykazały, że miał on cztery rany kłute na brzuchu po lewej stronie o szerokości 2 cm i na brzuchu po prawej stronie o szerokości 1,5 cm.

Policja szukała sprawców zabójstwa przez około trzech miesięcy. Prowadzone na miejscu postępowanie nie przyniosło jednak żadnych rezultatów. Dopiero 14 kwietnia na podstawie zebranych materiałów dowodowych ustalono, że sprawcami są Michał Z. i Mateusz K. Bandytów namierzono po emisji programu 997, który ukazał się w TVP. Pokazano w nim portrety pamięciowe sprawców. Zabójcę zdradził między innymi charakterystyczny pasek ze świecącym napisem. Ani Michał Z., ani Mateusz K. nie przyznają się jednak do zarzucanych im czynów. Mateusz K. powiedział w zeznaniach, że on brał udział tylko w zwykłym pobiciu. Za sprawcę zabójstwa wskazał swojego kolegę, Mateusza Z. W wyjaśnieniach utrzymywał też, że został uderzony przez Adriana kastetem i stracił przytomność. Ten argument uznano jednak jako linię obrony. Obaj mężczyźnie nie byli dotąd karani. Mieli też pozytywną opinię w środowisku. Teraz grozi im kara do 25 lat pozbawienia wolności.
Nie ustalono jeszcze terminu pierwszej rozprawy, która odbędzie się w jeleniogórskim sądzie.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (41) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group