Piątek, 4 grudnia
Imieniny: Barbary, Piotra, Jana
Czytających: 2398
Zalogowanych: 1
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Wulgaryzmy w debacie publicznej – dokąd zmierzamy?

Wiadomości: Jelenia Góra
Piątek, 17 kwietnia 2020, 10:10
Aktualizacja: Środa, 22 kwietnia 2020, 16:15
Autor: Przemek Kaczałko
Fot. Wokandapix z Pixabay
Na przestrzeni ostatnich lat język debaty publicznej zaostrzył się, a politycy często nie powstrzymują emocji i używają słów oraz określeń niegodnych sprawowanego urzędu. Hasło "klasa polityczna" już dawno straciło na wartości, obecnie może mieć wręcz wydźwięk negatywny. Quo vadis Polsko?!

Wśród polityków ogólnokrajowych czy lokalnych nie trudno przytoczyć słowa czy zdania, które wywołały wiele kontrowersji. Przypomnijmy chociażby kilka przykładów...

W polskim parlamencie nie brakuje przykładów ostrego języka, chociażby autorstwa Janusza Palikota, Radosława Sikorskiego, Jarosława Kaczyńskiego czy Krystyny Pawłowicz. W 2013 roku na sesji Rady Miejskiej Jeleniej Góry ówczesny radny Krzysztof Mróz (obecnie senator), gdy władze miasta decydowały o obcięciu stypendiów dla piłkarzy Karkonoszy, jednocześnie wydając pieniądze na funkcjonowanie spółki Termy Cieplickie (przed wybudowaniem basenu) - nazwał takie działania "kur..stwem". Z kolei w obecnej kadencji Rady Miejskiej nie brakuje kontrowersyjnych wpisów na portalach społecznościowych. Radny Justyn Bilski zastanawiał się po śmierci ministra środowiska, kiedy przyjdzie czas na następnych... "Szyszko już, a kiedy reszta?" - głosił post radnego, będącego jednocześnie nauczycielem. Ostatnio o słowo powszechnie uważane za wulgarne pokusił się prezydent Jeleniej Góry Jerzy Łużniak, który na portalu społecznościowym Facebook w dyskusji z posłem Robertem Obazem użył słowa "ku..a". Komentarz został skasowany, ale politycy opozycji udostępniali zrzut ekranu...

Czy tak ma wyglądać debata publiczna? Czy politycy - podobnie jak społeczeństwo, np. w komentarzach do artykułów - mogą sobie pozwalać na tego typu sformułowania? O analizę i opinię poprosiliśmy eksperta od komunikacji społecznej - dra Jerzego Widerskiego, który niegdyś był wykładowcą Karkonoskiej Państwowej Szkoły Wyższej, a obecnie wykłada w uczelni Jana Wyżykowskiego w Polkowicach. Należy podkreślić, że dr Widerski nie odnosi się do przytoczonych wyżej przykładów, konkretnych osób i opcji politycznych, tylko do samego zjawiska brutalizacji języka debaty publicznej.

Wydaje mi się, że ten język w ostatnim czasie zaostrzył się. Jak dla mnie taką datą graniczną, momentem, w którym się zbrutalizował i zaostrzył język polskiej debaty publicznej, to chyba jednak katastrofa lotnicza w 2010 roku. Generalnie zawsze język polityki od wielu dekad czy nawet stuleci - był bardzo barwny, pojawiały się wulgaryzmy i inne zjawiska językowe, ale to był moment, kiedy pewne granice zostały przekroczone i stało się to niepokojące - powiedział dr Jerzy Widerski.

Jak podkreśla specjalista od spraw komunikacji społecznej, należy temu przeciwdziałać m.in. poprzez dziennikarzy (jak chociażby w przypadku tego artykułu).

Może zaczniemy sobie uświadamiać, że zły język może wyrządzić wiele krzywdy, również nam. Trzeba mieć świadomość, że to nie tylko politycy uprawiają taki dyskurs. Czasami myślę, że może politycy są tacy, jak społeczeństwo. Przeglądając 6-tomowy słownik języka polskiego wydany 20 lat temu, nie znalazłem tam słowa "hejt" - to pojawiło się jakieś 15 lat temu. To nie jest tylko zjawisko polityki i jako społeczeństwo stajemy się bardziej agresywni - zauważył dr Widerski.

Bardzo często widać brutalny język w komentarzach do artykułów czy na portalach społecznościowych.

Te komentarze często nie są wypowiedziami polityków, tylko społeczeństwa. To jest niepokojące. Mówi się o scenie politycznej, więc jest to pewne widowisko. Politycy starają się dopasować do oczekiwań społecznych. W historii polskiej polityki byli bardzo mądrzy ludzie z różnych stron sceny politycznej, ale niekoniecznie byli darzeni wielkim uznaniem dlatego, że byli zbyt subtelni.

Zatem czy politycy powinni być wzorem dla społeczeństwa, czy mają je odzwierciedlać?

Byłoby dobrze, gdyby stanowili wzór. Marzą mi się politycy, którzy prowadzą dyskurs na poziomie standardu dyplomatycznego. Byli tacy politycy po 1989 roku, z różnych stron. Być może demagodzy i ci, którzy ostro i mocno wypowiadają swoje sądy - są bardziej pożądani przez społeczeństwo, ale to nie jest dobry trend.

Czy osoby publiczne (poseł, prezydent, radny) powinny dawać dobry przykład przez 24 godziny na dobę, czy mogą sobie pozwolić na więcej i mieć czas prywatny?

Dziennikarze też są osobami publicznymi i również można zapytać, czy mają prawo - gdy ich nerwy poniosą - użyć słowa wulgarnego, gdy są np. w restauracji czy sklepie? Stosujmy te same standardy wobec wszystkich. Należy też rozgraniczyć etykietę językową i etykę językową. Etykieta to grzeczność językowa - np. używanie wulgaryzmów. Czym innym jest, jeśli prezydent, poseł użyje wulgaryzmu w celu zwiększenia emocjonalności wypowiedzi - wtedy jest to nadużycie etykiety językowej (grzeczności). Czym innym jest natomiast, kiedy tego samego słowa wulgarnego użyje, żeby kogoś poniżyć, obrazić, sponiewierać - wtedy to jest nadużycie z zakresu etyki językowej. To jest dużo bardziej niebezpieczne. Językoznawcy mówią, że wulgaryzmy to jest ekspresja językowa. Jeśli ktoś ich używa, aby podkreślić emocje, to nie jest największe zło. Gdy traktujemy ludzi instrumentalnie, ich stygmatyzujemy, poniżamy - wtedy jest największe zło, to brak szacunku. W obustronnych relacjach podstawową zasadą powinna być zasada szacunku. Możemy mieć różne poglądy, ale nie powinniśmy sobie okazywać braku szacunku - podkreślił dr Jerzy Widerski, ekspert od komunikacji społecznej.

Twoja reakcja na artykuł?

7
21%
Cieszy
0
0%
Hahaha
3
9%
Nudzi
6
18%
Smuci
2
6%
Złości
16
47%
Przeraża

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (24) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group