Piątek, 22 stycznia
Imieniny: Anastazego, Wincentego
Czytających: 7300
Zalogowanych: 13
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Wiosna Cieplicka i… co dalej

Wtorek, 22 czerwca 2010, 9:22
Aktualizacja: 9:22
Autor: Gabi
JELENIA GÓRA: Wiosna Cieplicka i… co dalej
Fot. Gabi
Niedawno zakończyła się jedna z największych cyklicznych imprez w Jeleniej Górze. Zapytaliśmy dyrektor Przystani Twórczej Cieplickiego Centrum Kultury, Ewelinę Marciniak, jak ocenia wydarzenia kulturalne z uzdrowiskowej dzielnicy miasta i co planuje na przyszłość.

Czy uważa Pani Wiosnę Cieplicką za udaną?

Na pewno chciałoby się przygotować dla mieszkańców Jeleniej Góry, kuracjuszy i turystów dużo więcej, zrobić większe, bardziej widowiskowe wydarzenia, więcej imprez w plenerze, ale przy obecnym kryzysie finansowym nie jest to możliwe. W czasie, kiedy są inne priorytety trzeba o tym pamiętać. Ale mimo skromniejszych niż w ubiegłym roku możliwości finansowych udało nam się zapewnić różnorodne wydarzenia artystyczne na każdy weekend – począwszy od końca kwietnia aż do końca maja.

Co było najtrudniejsze przy organizacji tej imprezy?

Dla nas, jako najmniejszego ośrodka w okolicy najtrudniejsza jest zawsze strona techniczna. Dysponujemy tylko 4 etatami a musimy przygotować wydarzenia pod względem technicznym tak, jakby robił normalny, duży ośrodek kultury. Nikt nie pyta, czy zdołamy ogarnąć poszczególne wydarzenia mimo bardzo ograniczonych możliwości – a każdy ocenia nas – porównując do Teatru Animacji, Jeleniogórskiego Centrum Kultury, które są dużymi instytucjami, istniejącymi od wielu lat i posiadającymi ogromne doświadczenie. Nie mamy dużego sprzętu nagłośnieniowego, którym moglibyśmy nagłośnić zespoły popowe, rockowe czy regge-owe, grające z perkusją, w normalnym albo większym niż standardowy składzie. Nie mamy też dużej aparatury oświetleniowej, a w riderze technicznym każdego zespołu – są konkretne wymagania, z którymi organizator nie dyskutuje. Albo się je spełni, albo zespół nie zagra wcale. Nie dysponujemy własną sceną, własnym generatorem prądu. Nie mamy również własnego akustyka, elektryka ani własnej służby ochrony. Nie mamy także pomieszczeń, do których można byłoby przenieść wydarzenia plenerowe na wypadek deszczu – a jaka była pogoda w tym roku – wszyscy wiemy.
Najbardziej odczuwalne jest to właśnie przy dużych wydarzeniach, w których wynająć trzeba prawie wszystko. A zrobienie dużej imprezy masowej, zgodnie z wymaganiami obecnej ustawy o imprezach masowych – przy obecnej sytuacji ekonomicznej jest poza sferą naszych marzeń.

Czy czegoś nie udało się zorganizować i dlaczego?

Planowaliśmy zgodnie z posiadanymi środkami, więc mieliśmy świadomość co może się udać, a czego mimo szczerych chęci nie w tym roku nie zrobimy. Jedyne czego nie udało się do końca upilnować to godzina rozpoczęcia koncertu zespołu Lao Che. Tutaj szyki popsuła nam pogoda. Całe wydarzenie rozpoczęło się z opóźnieniem właśnie ze względu na deszcz – a później każdy kolejny wykonawca – był już spóźniony. Niestety - siła wyższa.


Czy uważa Pani, że pomysł z koncertami w Pałacu Schaffgotschów był dobrym posunięciem?

My, jako Przystań Twórcza nie mamy specjalnego wyboru, jeśli chodzi o miejsca do organizowania imprez. Muszla Cieplicka wymaga remontu, nasza sala przyjmie 30 widzów, swojej dużej sali nie posiadamy, Teatr Zdrojowy jest w remoncie, a na wynajęcie i obsługę wielkiej sceny nas nie stać. Mamy nadzieję, że w końcu któryś z pisanych przez nasz wniosków „przejdzie” i uda się otrzymać w przyszłości dofinansowanie do wydarzeń, które nam się marzą. A póki co dostosowujemy się do tego co jest dostępne. Staramy się też współpracować z innymi ośrodkami i instytucjami, żeby wspólnie wzbogacić ofertę wydarzeń. Stad na przykład współpraca m.in. z JCK. Przy Koncercie zespołu Lao Che.

Czy był jakiś artysta, którego chciałaby Pani zaprosić jeszcze raz do Jeleniej Góry? Dlaczego?

Ciężko mi teraz odpowiedzieć. Naszym ”oczkiem w głowie” jest koncert rockowy, ale co roku marzy nam się ktoś inny. Występowało wielu świetnych artystów. W tym roku ogromne wrażenie zrobił na mnie chór Japoński The Elizabeth Singers. Nie jestem zagorzałym miłośnikiem muzyki chóralnej, ale śpiewałam kilka lat w chórze i wiem ile pracy trzeba włożyć, żeby wielogłosowy utwór zabrzmiał jak trzeba. Pod względem technicznym byli czarodziejami, takiego „piano” jak u nich nie słyszałam już dawno. Pod względem organizacyjnym byli też – niesamowici. Ale oni raczej nie przyjadą w przyszłym roku.

Czy któryś z artystów nie spełnił oczekiwań?

Ja bym to nazwała tak: jeden z artystów po prostu nie miał szansy zaprezentować się tak jakby chciał i potrafi, ze względu na nasze ograniczenia techniczne. Michał Rudaś występuje zwykle z dużym składem instrumentalnym, tancerzami, do każdej piosenki ma układ choreograficzny i jak wszyscy znani artyści ma też konkretne wymagania, co do sprzętu i oświetlenia. Nie byliśmy w stanie sprostać tym wymaganiom, więc zaprezentował tzw. wersje minimum. Tego artysty było nam naprawdę szkoda, bo dostosował się do naszych możliwości – kosztem swojego wizerunku scenicznego.

Co najbardziej utkwiło Pani w pamięci po zakończeniu XXXVII Wiosny Cieplickiej?

Mogą się Państwo ze mnie śmiać, ale najbardziej utkwiły mi w pamięci nie gwiazdy Wiosny Cieplickiej, niedoświadczeni wykonawcy, ale właśnie ci młodzi ludzie, których prezentowaliśmy przed występami gwiazd. Dorota Malczewska, Kasia Skóra, Gosia Parzymies, Kuba Walicki i Piotr Wyrostek i wielu innych, którzy pojawiali się przy okazji innych naszych wydarzeń. To, jak byli przejęci i ile serca włożyli w swoje występy. Naprawdę mamy w Jeleniej Górze fantastycznych, utalentowanych młodych ludzi.

Co powie Pani sceptykom, osobom, które krytykowały pomysły, występujących artystów?

Dobrze że jesteście. Gdyby nie było sceptycznych komentarzy – bałabym się że coś złego dzieje się z portalem. A tak poważnie. Jeszcze nie potrafię przejść obojętnie obok negatywnych komentarzy, które są właściwie zawsze takie same, bo pisane przez te same osoby. Jeszcze biorę je do siebie, chociaż wiem, że zrobiliśmy wszystko co w ludzkiej mocy. Nad każdą imprezą pracują wszyscy pracownicy Przystani, pomagają nam nasi przyjaciele i znajomi, każdy „wyłazi ze skóry”, żeby było jak najlepiej, ale wiemy, że jeszcze się taki nie urodził… Taki już chyba urok dzisiejszych czasów i anonimowości w Internecie. Kiedyś może się do tego przyzwyczaję, no chyba że wcześniej przyprawi mnie to o zawał.
A co powiem? Może tylko, że „Co nas nie zabije – to nas wzmocni”.

Czy są już plany odnośnie przyszłego roku, czy dużo nauczyła was organizacja tak dużej imprezy?

Są już kolejne plany, ale bardzo wstępne i kolejne wnioski, bo człowiek uczy się przez całe życie. Ale to o czym przekonaliśmy się na podstawie imprez i roku naszej działalności to fakt, żeby bez względu na wszystko robić swoje, bo nie ludzie są dla nas ale my dla ludzi. To dla nich istniejemy, prowadzimy zajęcia, robimy półkolonie, spotkania, koncerty, wystawy, galerie, parady. Dla nich odbywają się u nas lekcje i warsztaty od poniedziałku do piątku- praktycznie od rana do wieczora. Dopóki do nas przychodzą – nasza obecność ma sens. I za to im dziękujemy.

Co teraz planuje Przystań Twórcza?

Teraz chcemy się skupić na młodych jeleniogórskich artystach, bo młodzi zdolni ludzie są tak naprawdę naszym skarbem. A później coś zupełnie innego czyli koncerty Promenadowe – trochę nietypowe ze względu na rewitalizację Parku Zdrojowego, ale jak od lat w każdą niedzielę lipca i sierpnia o tej samej porze.

Dziękuję za rozmowę

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (20) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group