Sobota wieczór, Karpacz, ul. Olimpijska, okolice dolnej stacji wyciągu i głównego wejścia na teren Karkonoskiego Parku Narodowego. Chodniki zamienione w lodowisko. Świadek, który napisał do redakcji, widział dwa poważne upadki. O mały włos od tragedii oraz interwencji pogotowia ratunkowego. W jednym przypadku (po badaniach lekarskich) skończyło się złamaniem barku (imię i nazwisko "pechowca" do wiadomości redakcji).
Turyści krzyczeli nawet do siebie, żeby schodzić na ulicę, bo po chodnikach nie dało się iść. Ludzie dosłownie bali się zrobić krok. Niby to pogoda bo słońce zaszło, mały plusy zamieniły się w malutkie minusy, a padająca mżawka od razu w lód na chodnikach. Na ulicach mniejszy, ale też lód.
- Wydawałoby się, że miejscowość turystyczna to przyjezdni turyści powinni być na pierwszym miejscu, jednak wcale tak nie jest. Lokalne władze średnio o nich dbają - słyszymy.
Chodniki, które są dojściem do wyciągu na Śnieżkę i po których codziennie chodzi kilkaset osób, przez całą zimę powinny być posypane piaskiem. Czy są? Nie. W tym przypadku nie widać troski o bezpieczeństwo mieszkańców i turystów.
Za to np. podwyżki opłat za parkingi miejskie są i ścigająca turystów Straż Miejska – tu wszystko działa perfekcyjnie. Bo łatwiej jest wyciągać kasę niż zadbać o podstawowe rzeczy, jak posypanie piaskiem chodników.
- To jest jakaś kpina z turystów. Każdy kolejny wyjazd do Karpacza jest coraz droższy, a na zwykły piasek lokalne władze żałują pieniędzy - mówi jeden z turystów z Wrocławia.
Czy tak ma wyglądać wizytówka miasta, jaką jest m.in. wyciąg na Śnieżkę i droga do niego? Raczej nie. Turyści nie proszą o luksusy. Proszą o zwykłe bezpieczeństwo na chodnikach w kurorcie do jakiego przyjeżdżają.
W jednym z rankingów Karpacz zajął drugie miejsce w Polsce, zaraz za Zakopanem. A jednak ktoś pożałował na piasek, a ktoś inny złamał przez to bark. A jutro ktoś może rozbić głowę...