Czwartek, 13 sierpnia
Imieniny: Diany, Heleny
Czytających: 6280
Zalogowanych: 9
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

„Sztuka dla dziecka” krakowskim targiem

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Piątek, 6 lutego 2009, 8:52
Aktualizacja: 9:10
Autor: Mar/tejo
Poradnik o teatrze lalek wydany w 1950 roku nakładem Naszej Księgarni. Książka zniknęła już z witryny jeleniogórskiego antykwariatu.
Fot. TEJO
180 tysięcy miała kosztować najnowsza produkcja Teatru Dramatycznego im. Norwida. Kiedy okazało się, że tyle pieniędzy nie będzie, twórcy zadowolili się niższą kwotą.

Zdaniem radnego Cezariusza Wiklika, szefa komisji kultury, sportu i turystyki w radzie miejskiej, teatr jeleniogórski wszedł w sieć tak zwanej spółdzielni, grupy twórców zarabiających spore pieniądze na produkcjach w teatrach lokalnych.

– Jest to grupa kilkunastu młodych osób, które się nawzajem wspierają i rozprowadzają. To młodzi reżyserzy, wycinający zgniliznę starego, tradycyjnego teatru i kilku krytyków. Mają też wsparcie w Ministerstwie Kultury. Funkcjonują w ośrodkach lokalnych, gdzie krytyków i znawców teatru jest niewielu – mówi radny.

– Oni też powodują, że z teatru znika klasyka, bo nie mają na jej wystawianie pomysłu. Nie szukają pracy w dużych ośrodkach, bo tam nikt nie chce ich nowatorskich pomysłów. Nagły przypływ sympatii do jeleniogórskiej sceny w środowisku teatralnym według mnie z tego między innymi wynika – dodaje.

Dowód? – „Sztuka dla dziecka” miała kosztować 180 tysięcy złotych. Gdy okazało się, że takich pieniędzy nie będzie, reżyser i reszta ekipy powiedziała, ok. niech będzie 130 tysięcy. Pytanie: to na co miało pójść te 50 tysięcy? – mówi C. Wiklik.

Przypomnijmy, że kilka tygodni przed prapremierą miasto dołożyło do spektaklu brakujące 30 tysięcy złotych. Ale – logicznym się wydaje – że skoro za sztukę nie zapłacono 180 tysięcy, to i za 100 tysięcy mogłaby być wystawiona. Tylko honoraria artystów byłyby nieco mniejsze.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (23) Dodaj komentarz

~Rally79S. 6-02-2009 8:58
Kolejne fakty w sprawie "TEATRALNEGO HORRORU" ech... :(
~Uff! Już o.k.! 6-02-2009 11:19
Dobra! Już po jabłkach. Decyzje na szczęście zapadły a odbiór większości jest taki, że nikt z włodarzy miasta przy zdrowych zmysłach nie zdecyduje się na zmianę decyzji. Przyjdzie nowy dyrektor wywali Pana Klemma, może i część halabardników ze zwiaków zawdodowych uda mu się pognić i będzie szansa na dobry teatr. (bez "spółdzielni"). Hurraaaaa!!!!!
~mg 6-02-2009 13:00
Wiklik ma rację. Ta sztuka to badziew jakich mało. Klem myśli że w Jeleniej mieszkają sami idioci
~aristo 6-02-2009 13:09
Słowo "gescheft", w moich poprzednich wypowiedziach, nie było użyte przypadkowo. Wynagrodzenia w sferze publicznej, czyli finansowane z kieszeni podatnika (z kilkoma wyjątkami) powinny być jawne. Czy redakcja Jelonki może w imieniu zainteresowanych zasięgnąć informacji i podać publicznie ile podatnika kosztowały wynagrodzenia twórców chociażby ostatniej premiery. Czy podane koszty zawierają również ten element, czy są to tylko koszty techniczne?
~aristo 6-02-2009 14:34
W sprawie poparcia i wsparcia dla Wojtka zabrzmiała jeszcze jedna faryzejska nuta. Chodzi o wsparcie przez Krystiana Lupę i powoływanie się na to wsparcie sklemmkieryzowanej grupy i samego bossa. A jeszcze nie dawno i piszę to z pełnyą odpowiedzialnością znaczenia tych słów, Wojtek wyrażał się w sposób co najmniej lekceważący o działalności Lupy. Szkoda mi Krystiana Lupy, to wielki artysta i człowiek poczciwy. Nie wiem, czy z własnej, czy też obcej woli, daje się wmanewrowywać w i tak przegraną sprawę, oraz niepotrzebnie naraża swój autorytet.
~kika 6-02-2009 15:12
Nie tylko autorytet K.Lupy został wykorzystany przez ekipę "sklemmowanych". W dzisiejszej "Wyborczej", opisującej obszernie sytuację w Norwidzie, cytowana jest wypowiedź prof.J.Deglera, wybitnego polskiego teatrologa, znawccę twórczości St.I.Witkiewicza, w latach 70-tych kierownika literackiego teatru. I tak oto W.Klemm za plecami najprawdopodobniej nieświadomych istoty sprawy, wybitnych ludzi teatru, którymi się "podpiera" wciska się do polskiego życia teatralnego. Wypromowany na męczennika sztuki, gnębionego przez kołtuńskich prowincjonalnych urzędników i żądnej wyłącznie miałkich fars publiczności, może robić karierę, zwłaszcza, że - jak został określony we wspomnianym artykule - jest wybitnum reżyserem. Jeszcze raz sprawdza się powiedzenie "źle, czy dobrze, byle mówili głośno". Nie wybitne dokonania artystyczne (bo takich nie było), nie porywające kreacje artystyczne, ale konflikt małej okołoteatralnej społeczności, którego jest bohaterem, dał mu rozgłos i promocję, w całej polsce.
~żeromki 6-02-2009 16:04
bylismy wczoraj na spektaklu" Sztuka dla dziecka" , zresztą dziecka wylanego z kąpielą bo tak w swietle ogólnopolskiej juz dyskusji tytułowac ten spektakl by sie chciało , ale to do czego posunęli się twórcy tej malizny scenicznej po " wyklaskanym " z przyzwoitosci widzów spektaklu , przeszło najśmielsze oczekiwania . Niczym nie zapowiedziane samochwalstwo narzucające przybylym wysyłanie do Ratusza maili z glosomi poparcia dla sklemowanej tworczosci , wobec tysiecy głosów dezaprobaty dla tego typu twórczosci , wyrazonej w dyskusji na znanych forach internetowych , jest niczym innym jak kolejnym " chamstwem " wymyślonym przez Klemma i jego poplecznikow . Jest to niestety kontynuacja stylu agresji kulturalnej dokonywanej uparcie przez Klemma wobec dotychczas bezbronnej" wiochy" , opuszczonej przez Jej decydentów . A swoja drogą to czy utrzymywanie na etacie tego rodzaju skandalisty , jest uzasadnione . Jeżeli mozna było zwolnić Panią Łącką przy uzasadnieniu nowej wizji tegoz Pana Klemma , to dlaczego nie mozna zwolnic Pana Klemma powołujac sie na brak odbioru społecznego Jego wizji ! .
~jeleniogórzanka2 6-02-2009 17:15
"Sztuka dla Dziecka"??? A mnie??? Mnie się podobało. Wreszcie jest dobry teatr w Jeleniej Gorze. Szkoda tylko, ze na tym forum tak mało jest wpisów na TAK. BRAWA DLA WOJTKA KLEMMA I PODWÓJNE BRAWA DLA KRYSTIANA LUPY (te pierwsze to wciąż jeszcze za Pragmatystów, drugie za wsparcie dzisiejszego teatru);)))Tych, ktorzy nie widzieli zachęcam do obejrzenia "Sztuki..." i kilku innych spektakli. Będą Panstwo mogli wyrobić sobie swoje wlasne niezależne zdanie. Moze warto. :)))
~ 6-02-2009 17:22
to nie jest malizna. ta sztuka daje do myslenia. teksty odlotowe. nie klaskalam z przyzwoitości. klaskałam bo mi sie podobalo!!!!! wreszcie w jeleniej gorze jest Teatr, do ktorego chce sie przyjść. BRAWA dla wszystkich twórcow
~salamandra 6-02-2009 18:09
Poniżej recenzja dotyczaca produkcji naszego "cudotwórcy" dyrektorcia klemma: Piekarnia" w reż. Wojtka Klemma na Scenie Kameralnej Starego Teatru w Krakowie. Pisze Paweł Głowacki w Dzienniku Polskim. «Brzydota lilipucia. Choćby ortalion z epoki Gierka. Żałość. Zetlały ortalion damski koloru myszy w rowie przy gminnej drodze do Zgierza w deszczowy dzień, paździerzowe pakamery inżynierów robót ulicznych, płaska biel stylonowych przyodziewków komunijnych w latach bławatnej posuchy, kraszone sztucznym futrem kozaki "Relax", czapy "Marusarzówki" z przaśnej wełny w barwach typu "płody ziemi", rdzewiejąca wiata prowincjonalnego przystanku PKS, marmurkowy dżins tajlandzki, marynarki ze skaju, flanelowe koszule w uniwersalnym rozmiarze konia, barchanowe majtki, kalesony z polistyrenu... Konstelacjo paprochów - kto cię wyrecytuje do końca? W sumie - recytacja jest zbędna. Można krócej. Wystarczy po prostu rzec: przez Wojtka Klemma na Scenie Kameralnej Narodowego Starego Teatru usypana "Piekarnia" Bertolta Brechta. Dwie muliste godziny odwiecznej żałości smaku. Jak widać, gen gustowania w estetyce zetlałych ortalionów damskich koloru myszy - z pokoleń idzie w pokolenia. I nie nowa też jest dzisiejsza nadzieja Klemma, że estetyczny muł - ostro działa, wzburza, niepokoi, wstrząsa. Wstrząsa? Oto paździerzowe pakamery, całe w bielach starych przyodziewków komunijnych - na obrotowej scenie kręcą się sennie. I co? Niech się kręcą. Indywidua, okutane byle czym w barwach "płodów ziemi", doszczętnie znudzone, popijają coś z plastikowych kubków przy stole z boku? Palą? Coś mruczą? Ich sprawa. Rozebrane do pasa, bose osiłki wykonują na proscenium kicania karateków? Podciągają się na drążkach? Truchtają? Ni z gruchy, ni z pietruchy kopią Bogu ducha winne powietrze? Owszem. I na zdrowie. Blady młodzik z bródką muszkietera, w kalesonkach z polistyrenu do pół uda i "Marusarzówce" na wąskim czole, pieśń jakąś namiętnie, coraz namiętniej w mikrofon wmrukując - dzielnie międli rodzinne klejnoty swoje? Ano międli. Życzymy udanego finału. Walcz spokojnie, młodzieńcze - nikt ci nie przeszkodzi! Tak jak i nikomu do głowy nie przyjdzie niepokoić Klemma pytaniem: wybacz pan, lecz co ma piernik do wiatraka - pakamera do "Marusarzówki", karate do mikrofonu, o...zm do sceny obrotowej, a wszystko to do Brechta? Niby jakie przejścia między paprochami się otwierają? Niby co burdel ten w całość spaja i jaki sens mu nadaje? No - jaki? Tak, nikt o nic nie pyta. Kopiec narasta więc bez przeszkód - tragicy Starego bez przeszkód bawią się w siebie samych z czasów, gdy na pierwszym roku studiów do woli cudowali na zajęciach z elementarnych zadań aktorskich. Jak to tam było? Zagraj mleko, bądź wiejskim głupkiem, wykreuj lot motyla... Tak było? Jest zatem mały młodzieniec w kraciastym garniturze i czarnych okularach, co tam i sam się plącząc - znacząco kręci pupcią. Jest blada bida, smutną miną pokazująca niedole głodnego. Ktoś inny w monstrualnym, godnym starego trapera z Klondike futrze z lisów paraduje. Półnadzy karatecy do białych pakamer a to wskakują, a to z nich wyskakują. Baba chłopa w pysk leje różowym tortem. Aktor, który nie wie, co czyni - wali głową w czarną zastawkę. Niestety, nie daje rady. Za to radzą sobie karatecy - kolosalnymi pałami czarne zastawki w pył rozpirzają. I jakby ich łomotu mało było - przebrana za pielęgniarzy kapela rockowa, jak to się mówi - łoi równo... A gdzie w tym wszystkim "Piekarnia"? Gdzie ta Brechta wzruszająco naiwna teatralna dykteryjka o złym kapitalizmie, co biedną wdowę, matkę pięciorga dzieci, w śmierć wpędził bezdusznością swą? No - gdzie? W takim bałaganie scenicznym czezną nawet skrajnie przedszkolne naiwności ideologiczne. Zostaje to, co martwe. Zostaje lity bałagan oraz - Igor Stokfiszewski! Kto zacz? Dramaturg. Ale nie taki, który sztuki pisze, lecz taki, co fachowością swą porządkuje w teatrze olśnienia reżysera. Stokfiszewski! Czyni rzecz wielką - ocala burdel! W programie do dzieła Klemma najpierw dekretuje: "Inscenizacja dramatu "Piekarnia" jest drugo-, trzeciorzędnym problemem estetycznym". Po czym dekret swój słowami samego Sartre'a uwzniośla: "Rekwizyty nie są potrzebne. Dekoracje niczemu nie służą, na nic i nigdy się nie przydają". Cóż więcej, niż ciche amen, mogę tu dorzucić? Opatrznościowy Stokfiszewski! Niczym Lokaje w "Operetce" Gombrowicza podśpiewując sobie: "Oj, pucem go do glancu! /I glancem go do pucu! /Ozorem! /Ozorem!/ Hej ha, hej ha, hej ha!" - bałagan Klemma językiem Sartre'a glancuje żwawo i chętnie, bo im błyskotliwiej bałagan wypucowany, tym przecie głębszą intelektualna opatrzność Stokfiszewskiego światu się wyda! Cóż jeszcze, poza drugim cichym amen, mogę dodać? Niewiele. To tylko, co dzieci wiedzą. Istotą paprochów brzydoty lilipuciej jest ich bezsilność. Liche, niepotrzebne, trupie - nie oburzają, nie dławią gardeł, nie kłują oczu, nie szarpią nerwów. Nikt się przy nich nie zatrzyma. Nikogo nie skłonią do protestu, nie wywołają rewolucji, nikogo nie przerobią w lewicującego anioła, trybuna głodnych i bezrobotnych, ani w kolejnego rycerza "Krytyki Politycznej". Są jak "Piekarnia" Klemma. Ot, zetlały ortalion damski koloru myszy w rowie przy gminnej drodze do Zgierza w dżdżysty dzień listopadowy. Nieruchoma samotność rzeczy zbędnej.» "Damski ortalion" Paweł Głowacki Dziennik Polski nr 225 online Link do źródła 25-09-2008
~ago od kosmosu 6-02-2009 20:02
A jeśli ten teatr taki strasznie drogi - to czy nie można go całkiem zlikwidować? Dobrych aktorów możnaby zatrudnić w Zdrojowym Teatrze Animacji, który jest KONTYNUATOREM Teatru Jeleniogórskiego, a na scenie w budynku przy ul. Wojska Polskiego do czasu przebudowy Teatru Zdrojowego byłyby na przemian sztuki dla widzów dorosłych i sztuki dla dzieci. Wówczas kierownictwo artystyczne możnaby powierzyć np. Panu Tadeuszowi Wnukowi. Te 6 mln zł to naprawdę dużo. Czy nie lepiej część z tej kwoty przeznaczyć na co innego? Kryzys jest. Wszędzie są cięcia. W całej budżetówce. To naprawdę karygodne, aby lekką ręką wydawać publiczne pieniądze na czyjeś fanaberie. Tylko dlatego, że publiczne. Będzie jeden dyrektor, jedna księgowość, jedna administracja. Czy naprawdę pan T. Wnuk nie poradziłby sobie z dramatem? On jest stąd i ma doświadczenie. Może już czas ... Bo nowy dyrektor dotychczasowego teatru NIE WYWALI Klemma, jak pisze ktoś z internautów. Ten korowód z aktorami rozpocznie się na nowo. Tylko tym razem aktorzy będą przeciwko nowemu dyrektorowi, a nie przeciw radnym. Zmieni się tarcza, do której będą celować. Nowy dyrektor nie ośmieli się wywalić Klemma, bo zostałby TymKtóryWywaliłWojtkaKlemma.
~ago od kosmosu 6-02-2009 20:31
No i Wnuk dogadywał się z Nauką. Co ma niebagatelne znaczenie. Bo nie będą sobie przeszkadzać.
~ago od kosmosu 7-02-2009 10:15
chyba, że to On (tj. TW) nim zostanie... czego Mu życzę
~aristo 7-02-2009 13:11
Nie ma aż takiej obawy, iż w wyniku zmiany dyrekcji cała grupa obecnie wspierająca Wojtka nadal będzie mu wierna. Część zespołu, dwie inspicjentki, które dopisały się do zespołu artystycznego szybko zmienią front i będę wciskać wazelinę następcy. Tak było, jest i będzie.
~ago od kosmosu 7-02-2009 20:12
Jesteś... mądrym człowiekiem, Aristo.:-)
~aristo 8-02-2009 11:26
ago, och dziękuję ale ... onieśmielasz mnie
~Okienko 8-02-2009 14:55
Książka zniknęła, bo zapewne jaśnie wielmożny pan Wojtuś ją wykupił :) Ago, ja tam byłbym za tym, żeby nowym dyrektorem artystycznym był właśnie pan Wnuk. Człowiek zna się na rzeczy... no i traktuje widzów poważnie. Czasem nawet za bardzo, ale przynajmniej nie obrażałby ich inteligencji współczesnymi sztukami :)
~ago od kosmosu 8-02-2009 15:41
Aristo, nie obawiaj się, nie jestem z Twojego świata
~****** 8-02-2009 16:26
--------> fuj !!!! ten światek forum jelonki i jego rentierzy !!!
~ago od kosmosu 8-02-2009 16:38
do ~Okienko. Też myślę, że to On mógłby zostać Dyrektorem. Wiem, że zna się na rzeczy. Trochę widziałam w tym Teatrze z Jego udziałem. Poza tym ... ma klasę, wzbudza szacunek nie tylko u aktorów. Myślę, że nie tylko mnie ucieszyłby taki wybór! :-)
~ago od kosmosu 8-02-2009 18:17
do ~****** . :-)))))) Rentierem Jelonki też nie jestem. Nawet nikogo osobiście tam nie znam. I - jak widzisz - nie jestem nawet zalogowana. I zresztą nigdy nie byłam. Byłam natomiast częstym widzem tego teatru zanim był tam pan WK. I bardzo chciałabym w nim znów widzieć przedstawienia na poziomie. Nie takie jak są pokazywane obecnie, nudne jak flaki z olejem przez ciągłe epatowanie skatologią i wulgaryzmami oraz samą tematyką, gdzie wciąż wałkowane są te same rzeczy, o czym niejednokrotnie tutaj wspominano, więc nie będę powtarzać.
~salamandra 8-02-2009 18:54
Jak to pasuje do tytułu na książce!!! Jak zostać dyrektorem teatru "Omyłka. Bolesław Prus feat. Maria Konopnicka" w reż. Wojtka Klemma w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Pisze Temida Stankiewicz-Podhorecka w Naszym Dzienniku. «Niedawną wiadomość o objęciu stanowiska dyrektora Teatru im. Norwida w Jeleniej Górze przez Wojtka Klemma odebrałam jako żart. Wprawdzie koszmarny, ale jednak tylko żart. Tymczasem sprawa ma się zupełnie serio, Wojtek Klemm rzeczywiście wygrał konkurs i zostaje dyrektorem jeleniogórskiej sceny. Należy ubolewać nad tym faktem. Zastanawiam się, czy osoby odpowiedzialne za tak kuriozalną decyzję obejrzały choć jeden spektakl tego reżysera? Na szczęście niewiele ich zrobił, a tych, które zrealizował, nie da się oglądać. Najkrócej mówiąc, jest to ukierunkowana lewicowo (jakby z PZPR-owskim rodowodem) i antynarodowo miernota intelektualna i artystyczna, silnie naszpikowana antypolskością i ubrana w wyjątkowo prymitywną, wulgarną formę (vide: "Omyłka"). Trudno uwierzyć, że obecnie takie "kryteria" zapewniają miernocie awans. Ciekawe, co o tym sądzi pan minister kultury. Z lakonicznej notatki, jaka ukazała się na wortalu teatralnym zaraz po ogłoszeniu wyników konkursu na stanowisko dyrektora Teatru im. Norwida, niewiele się można było dowiedzieć o dorobku Klemma. Napisano jedynie, że jest polskim Żydem mieszkającym od ponad dwudziestu lat w Niemczech, że ukończył reżyserię w berlińskiej szkole teatralnej Ernsta Busha i że przez wiele lat pracował jako asystent Franka Castorfa. Kto oglądał choć jedno przedstawienie Franka Castorfa, z pewnością nie będzie zdziwiony tym, co zobaczy w "Omyłce" na scenie warszawskiego Teatru Powszechnego w reżyserskim wydaniu Wojtka Klemma. I pewnie od Castorfa przejął Klemm tę kloaczną "filozofię" jako perspektywę, z której spogląda na świat, a w tym wypadku na Polskę. Bo najnowsze przedstawienie Klemma na scenie Teatru Powszechnego przypomina pojemnik na śmieci, do którego wrzucono różne elementy bez uprzedniego posegregowania. Tyle że owe "elementy" podpisano nazwiskami nie byle jakimi, bo aż Bolesława Prusa i Marii Konopnickiej. A o to, żeby widzowie nawet przy najlepszej swej woli nie rozpoznali tu nic ze znajomej im nowelki Prusa "Omyłka" oraz z utworu Konopnickiej "Mendel Gdański", skutecznie zadbał tandem: Paweł Demirski i Wojtek Klemm, autorzy scenariusza tegoż bełkotu. Podparcie się zaś nazwiskami wielkich pozytywistów, którzy przecież nie zaprotestują przeciw bezprawnemu używaniu ich nazwisk, ma nie tylko nobilitować reżysera, ale też jak gdyby uwiarygodnić to bezczelne kłamstwo, które Klemm przedstawia jako obraz współczesnej Polski. Takie działanie to już nie tylko plucie we własne gniazdo i nadużycie, ale wręcz manipulacja obcymi utworami dla osiągnięcia własnego celu. A celem tym, jak wynika ze spektaklu, jest podlizanie się określonym środowiskom lewacko-liberalnym nie tylko w Polsce, ale i (a może zwłaszcza) po drugiej stronie granicy, jak widać, o wiele bliższej Klemmowi aniżeli Polska. Stąd to zajadłe ośmieszanie lustracji, dygresje na temat teczek, Kościoła, wiary, patriotyzmu traktowanego tu jako skrajny nacjonalizm, a nawet faszyzm, przywołanie sprawy kieleckiego pogromu, etc., etc. Do tego śmietnika wrzucił też fragment księgi Starego Testamentu "Pieśń nad pieśniami", piosenkę Jacka Kaczmarskiego "Co się stało z naszą klasą", kawałek "Tomaszowa" Tuwima i inne. Pośród tego Klemmowego bełkotu na scenie wyróżnić można dwa wątki stanowiące coś w rodzaju lejtmotywu i wyraźnie sugerujące, iż to dla tej właśnie sprawy to koszmarne widowisko zostało zrobione. Pierwszy - to ukazanie Polski jako siedliska krwiożerczego antysemityzmu. Tak więc Klemm (obecny dyrektor teatru jeleniogórskiego) poprzez swój spektakl mówi światu, że w naszym kraju, tak za czasów Konopnickiej, jak i przed nią oraz po niej, aż po dziś dzień, Polacy, wyssawszy z mlekiem matki antysemityzm, biegają z nożami w zębach w poszukiwaniu Żyda. Drugi wątek, równie paszkwilancki i oczerniający Polaków, to ukazanie naszej Ojczyzny jako kraju kołtunów, który zamknięty jest na wszelką tolerancję i w swym hipernacjonalizmie idzie w stronę faszyzmu. I tu dla podkreślenia tej niby-tezy reżyser nawtykał w rozmaite miejsca, w kostiumy aktorów i gadżety biało-czerwone barwy symbolizujące nasze barwy narodowe, ośmieszając je i, jakby tego było mało, nakazał aktorom bezcześcić i niszczyć symbole narodowe, flagę itp. Wykonawcy zaś z prawdziwą nadgorliwością realizują polecenia swego "mistrza". Patrząc na to nieudolnie wyreżyserowane, amatorskie, bezrozumne widowisko, w którym pałęta się bez celu sześcioro wykonawców (Karina Seweryn, Andrzej Konopka, Piotr Ligienza, Krzysztof Szczerbiński, Kazimierz Wysota i Adam Woronowicz) wykonujących jakieś dziwne podchody, biegających po scenie, ciągle pijących wódkę, bełkoczących coś pod nosem, przewracających i szarpiących się w bójce, raz po raz przeskakujących przez długi stół, bo nie ma innego przejścia (nie wiadomo, po co ustawiono go na scenie tak, by trzeba go było przeskakiwać, widocznie reżyser w ten sposób rozumie ruch sceniczny) - można by w końcu zbagatelizować taką miernotę i nie oglądać, bo jest to jedynie strata czasu. Ale ta miernota została przecież zrealizowana nie na scenie prywatnej, lecz w teatrze finansowanym z budżetu państwa, czyli z pieniędzy podatników. Bez czyjejś zgody Klemm nie miałby szans na zrealizowanie tu czegokolwiek, a już tym bardziej tak prymitywnego bełkotu. Oczywiście, zgoda była (a może i zachęta) ze strony niedawnego jeszcze, na szczęście krótkotrwałego, dyrektora artystycznego tej sceny, Remigiusza Brzyka, sławnego "dzięki" swemu kolesiowi Boleście, który w sposób wielce "niekonwencjonalny" sformułował program teatru, nazwany manifestem, o czym było głośno i co zakończyło się wylaniem obu "niekonwencjonalnych" panów. Panów wylano, a to żenujące widowisko kompromitujące teatr, niestety, zostało w repertuarze. Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego. Tak samo nie jestem w stanie pojąć, jak to jest możliwe, by niedouczony, a do tego szkodzący teatrowi człowiek mógł zostać dyrektorem teatru. Może ktoś mi to wyjaśni.» "Jak zostać dyrektorem teatru" Temida Stankiewicz-Podhorecka Nasz Dziennik nr 102 02-05-2007
~stefan widz 12-02-2009 9:10
Czyżby Pani Stankiewicz-Podhorecka nie była jeszcze na spektaklu " Sztuka dla dziecka"Ciekawi jestesmy Jej głosu . A przy okazji dostanie od gwiazdy ulotkę agitacyjną , co by wysłała maila do Ratusza wraz ze znamienną recenzją z dnia 02.05.2007 .

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group