Piątek, 4 grudnia
Imieniny: Barbary, Piotra, Jana
Czytających: 6603
Zalogowanych: 13
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Sezon na procenty

Wiadomości: Jelenia Góra
Czwartek, 26 kwietnia 2007, 0:00
Autor: TEJO
Fot. Krzysztof Knitter
Piciu alkoholu w miejscach publicznych sprzyja korzystna aura. Mieszkańcy zapominają, że jest to zakazane. Niektórzy takie ograniczenie uważają za absurd. Stróże prawa tłumaczą, że nie są nadgorliwi.

Codziennie strażnicy miejscy i policjanci coraz częściej legitymują i napominają jeleniogórzan i przybyszów, którzy raczą się napitkami i trunkami w parkach, na skwerach i ulicach. – Zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości jest to zakazane – przypominają.

Dla strażnika prawo jest prawem, choć nie zawsze jest świadkiem jego łamania. Pić w miejscach uważanych za publiczne, nie można. Obyczaj konsumowania alkoholu na zewnątrz sklepów, czy też na przystankach komunikacji miejskiej lub w autobusach, drażni także wielu mieszkańców. Zwłaszcza kiedy dotyczy ludzi niepełnoletnich.
– Na oko mieli około 16, 17 lat. U każdego puszka piwa. Zachowywali się głośno i przeklinali. Z puszkami wsiedli do autobusu. Kierowca powinien ich pogonić, ale nie uczynił tego – opowiada Tadeusz Janiszewski.
Straży miejskiej nie było. A jak przekonuje pan Tadeusz, takie obrazki to codzienność na odcinku trasy autobusu nr 7.
– Ludzie boją się zwrócić uwagę takim nastolatkom, bo to wyrośnięte. Jeszcze się człowiekowi dostanie. A oni na dużo sobie pozwalają: zero dyscypliny – dodaje starszy mężczyzna.

Pani Joanna przechodziła w środę przez plac Ratuszowy. W piwnych ogródkach barów masa młodzieży. Gimnazjaliści świętowali po testach. – Przecież nie są pełnoletni, a przed każdym wielka szklanka piwa – mówi kobieta. Barmani nie mają żadnych oporów, aby im to sprzedawać.

Strażnicy przekonują, że zwracają uwagę nie tylko młodzieży. W takim przypadku spisują dane upomnianych. Te przesyłane są do szkoły oraz trafiają do rodziców. Skutki są jednak marne, bo w rodzinach panuje powszechne przyzwolenie na „procentowe” świętowanie.

Co innego starsi mieszkańcy, którzy za kołnierz nie wylewają, a na miejsce libacji wybierają sobie działki i parki. To zmora dla ludzi, którzy mieszkają w pobliżu oraz dla spacerowiczów i działkowiczów. – Fatalnie jest w okolicy tak zwanych skałek przy ul. Nowowiejskiej. Po weekendzie jest tam składowisko pustych puszek i butelek. Trudno tam o spokojny spacer – żalą się mieszkańcy. Podobnie w sąsiedztwie ogródków działkowych. – Co tydzień wymiatam worki kapsli i plastikowych korków, a bezczelni pijacy wyrzucają mi do ogródka puste butelki i szklaneczki z tworzywa – mówi pani Anna z ogródków przy ulicy Głowackiego.
Nie brakuje też ludzi, którzy na samo brzmienie przepisu o zakazie picia napojów wyskokowych w miejscach publicznych pukają się w czoło. Takie uregulowanie jest absurdalne.
– Kupiłem sobie zimne piwo w sklepie i powoli piłem. A tu wyrasta dwóch strażników. Chcą mi wlepić mandat. Jakoś się wybroniłem, bo nie jestem pijakiem. Nie awanturowałem się, tylko gasiłem pragnienie – mówi Grzegorz Franczewski.
Zdaniem mieszkańca wielu ludzi z tak zwanego marginesu społecznego upija się w domach, a potem szaleje na ulicach. Im straż miejska nie zwraca uwagi, póki czegoś ewidentnie nie nabroją. – A mnie chcieli ukarać za kilka łyków zimnego piwa przed sklepem – dodaje.

Strażnicy przekonują, że nie naginają prawa do rzeczywistości. – Nie zwracamy uwagi tym, którzy zrobią sobie zakrapianego grilla w ogródku. Chyba że komuś przeszkadzają hałasy w porze nocnej lub drażniący dym. Zawsze taka interwencja podejmowana jest na wniosek zgłaszającego, a nie wynika z nadgorliwości straży – usłyszeliśmy.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (19) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group