Środa, 22 września
Imieniny: Maurycego, Tomasza
Czytających: 3212
Zalogowanych: 3
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

JELENIA GÓRA: Rok miniony subiektywnie

Sobota, 2 stycznia 2010, 8:18
Aktualizacja: Niedziela, 3 stycznia 2010, 8:41
Autor: TEJO
JELENIA GÓRA: Rok miniony subiektywnie
Obserwatorium Karkonoskie, powrót normalnych widowisk na scenę Teatru im. Norwida oraz barwny Jarmark Staroci i Osobliwości to – moim zdaniem – najciekawsze zdarzenia roku ubiegłego. Bożonarodzeniowy kiermasz świąteczny to świetny pomysł, ale zabrakło podobnej imprezy w klimatach średniowiecza podczas Września Jeleniogórskiego.
Fot. TEJO
Czy autorzy jeleniogórskiego kalendarza zdarzeń ubiegłorocznych zadowolili tych, dla których pracowali? Które wydarzenie AD 2009 wzbudziło euforię, a które zmroziło serca i umysły? Uprzedzam, że osąd będzie skrajnie subiektywny.

Po roku jubileuszowym – wyjątkowo obfitym w różnego rodzaju wydarzenia (niektóre wielkiej klasy, niestety – fatalnie wykorzystane w promocji miasta) – wielu pesymistycznie spoglądało 1 stycznia 2009 na kalendarz 12 zbliżających się miesięcy. Tu nastąpiło zaskoczenie pozytywne: wydarzeń było dużo. Wbrew powszechnie panującej opinii, że w stolicy Karkonoszy nie działo się nic, działo się bardzo wiele. Być może nie doceniają tego ci, dla których „eventem” zasługującym na wyróżnienie, jest na przykład, koncert roznegliżowanej Dody. Tego na szczęście nie było.

Nie wymienię tu ze względów objętościowych wszystkiego, co w minionych 12 miesiącach się działo. Skupię się na imprezach, moim zdaniem, najbardziej istotnych. Możecie Państwo tę listę uzupełnić.
W kategorii wydarzeń dla ludzi o nieco szerszych horyzontach myślowych niż miłośnicy talentu wspomnianej piosenkarki na czoło wysuwa się cykl debat Biura Wystaw Artystycznych „Obserwatorium Karkonoskie”. W styczniu 2010 odbędzie się jego 30., jubileuszowa edycja. W tych, które odbyły się w roku minionym, OK nabrało wyrazistości. Dojrzało i stało się zarazem wydarzeniem opiniotwórczym i ciekawym (co nie zawsze idzie w parze).

Prowadzący cykl Andrzej Więckowski zaproponował szereg pasjonujących tematów tyczących zarówno miejskich spraw przyziemnych (zagospodarowanie Rynku), jak i też tych bardziej wzniosłych dając pole do wzlotu wyobraźni wskrzeszeniem historii Wierzcholców, na poły legendarnego ludu słowiańskiego podobno zamieszkującego karkonoskie szczyty. Bardzo budujące było też spotkanie utopistów.

Do udanych zamierzeń należy także zaliczyć projekt BWA "Słownik sytuacji", który w minionym roku promował artystów tworzących w przestrzeni miejskiej. Choć dzieło Kamila Kuskowskiego (ramy kadrujące ciekawe fragmenty miasta) zostało skopane przez wandali, to wytwory Jarosława Kozakiewicza i Roberta Kuśmirowskiego na trwałe wpisały się w krajobraz Jeleniej Góry.

W zupełnie odmiennym kierunku „poszybował” inny autorski cykl BWA „Recykling sztuki”, mający w założeniu promocję awangardy sztuk współczesnych z wyraźnym odchyłem w lewą stronę (niestety, i tu też zrobiło się politycznie). Po udanym początku z fenomenalnym esejem Karola Maliszewskiego, każde z kolejnych spotkań przynosiło rozczarowanie, którego skutkiem – z mojej strony – było wykreślenie tego „eventu” z mojego kalendarza.

Nie przeczę, że debaty RS są mądre. Powiem więcej: one są za mądre. Paweł M. Krzaczkowski, przed którym chylę czoło, nosi swój intelekt na przestrzeniach dla mnie niedosięgłych. Po prostu, kiedy czyta swoje wstępy, ja – i z tego, co wiem, nie tylko ja – nie rozumiem kompletnie nic lub prawie nic. Przy niezachwianej pewności pana Pawła co do swojej doskonałości, wolę czas przeznaczony na Jego Recykling spożytkować w zupełnie inny sposób.

Teatr im. Norwida, o którym kiedyś prowokacyjnie napisałem, że wart jest zamknięcia, dostarczył wszystkim jego miłośnikom przeżyć niezapomnianych. Od rozjątrzenia sporu między władzami miasta a poprzednią dyrekcją, poprzez zmianę na szczycie i powrót placówki do normalności. Nie będę tu rozdrapywać ran, więc podaruję sobie wnikanie w szczegóły tamtych wydarzeń. Napiszę krótko: choć do ideału repertuarowego mogącego zadowolić wszystkich widzów (także i tych zakochanych w postmodernizmie) placówce sporo brakuje, nigdy bym teraz nie napisał, aby spuścić „tę kurtynę” na zawsze. Dotychczasowe propozycje tego sezonu podobały mi się: wzruszały, uczyły, bawiły.

Skandaliczne wydaje mi się natomiast – przy całej radości z pozyskanych pieniędzy na remont Teatru Zdrojowego i rajskich wizji po zakończeniu prac – pozbawienie zespołu Zdrojowego Teatru Animacji sceny na czas modernizacji wspomnianej placówki. Nie wpływa to dobrze na kondycję aktorów, którzy wstają bladym świtem, aby zarobić grając sztuki w objazdach po całym Dolnym Śląsku. Oczywiście: lepszy rydz niż nic. Choć dziwne jest, że w mieście, gdzie w gmachu Teatru im. Norwida, w którym spokojnie zmieściłyby się dwa zespoły, pogodzenie ich ze sobą jest po prostu niemożliwe: dramat patrzy na animację z trudną do zrozumienia pogardą a solidarność zawodowa jest w tym przypadku pojęciem pustym.

Fatalnie wypadł ubiegłoroczny Wrzesień Jeleniogórski. Osobiście sztandarowej imprezy stolicy Karkonoszy nie odczułem niemal wcale. Przylepiony do programu WJ koncert Janusza Radka był wydarzeniem samym w sobie. Zabrakło eksportowego produktu lokalnego, choćby polsko-czeskiego jarmarku średniowiecznego (Unia nie dała pieniędzy). Namiastką tegoż był targ bożonarodzeniowy. Lepiej późno niż wcale, ale to jednak we wrześniu przypada święto miasta.

Z kolei wrześniowy Jarmark Staroci i Osobliwości – moim zdaniem ostatnia jego edycja była jedną z najlepszych w historii – to także wydarzenie, które należy traktować osobno. Fakt, że kiermasz „wymknął” się z opiekuńczych rąk organizatorów z ODK i „uciekł” z placu Ratuszowego w przyległe doń uliczki sięgając aż do Pocztowej, wyszedł imprezie tylko na dobre.

Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych tracił swój urok stopniowo. Żywiołowość i spontaniczność imprezy – tak kochanej jeszcze w połowie lat 90. XX wieku – „zabił” poniekąd rozwój techniki. Wielu widzów zdradziło sztukę ulicy dla wynalazków współczesności: komputera oraz Internetu. Część pokolenia, które sztuki MFTU traktowało z nabożnością, zestarzało się lub zmieniło miejsce zamieszkania. Inni, zamiast teatru na bruku, wolą zadymę z tanim winem. Trudno zatem się dziwić, że ubiegłoroczna edycja tej imprezy, choć bardzo ciekawa, niczym szczególnym nie zaskoczyła, bo i zaskoczyć nie mogła.

Może z planowanym na ten rok Festiwalem Teatrów Wędrujących będzie lepiej? Może w ogóle będzie lepiej? Jedno z częściej powtarzanych życzeń brzmi: oby nie było gorzej! Pesymiści mówią, że gorzej może być i to znacznie, a lepiej to zawsze było i nigdy nie będzie. Zakończę przekornie: wolę być pozytywnie zaskoczonym pesymistą! A Państwo?
Konrad Przezdzięk

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (25) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group