Polub Jelonkę:
Czytaj także: Wałbrzych Świdnica
Poniedziałek, 5 stycznia
Imieniny: Hanny, Szymona
Czytających: 7376
Zalogowanych: 22
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Pacjentka: W szpitalu wmawiano mi, że udaję

Poniedziałek, 9 lutego 2015, 8:44
Aktualizacja: Poniedziałek, 16 lutego 2015, 17:54
Autor: Angela
Jelenia Góra: Pacjentka: W szpitalu wmawiano mi, że udaję
Fot. Angela
– Od jakiegoś czasu zaczęłam mdleć, zdarzało się to nawet kilka razy w ciągu nocy – opowiada 22–letnia Katarzyna z Jeleniej Góry. – Badałam się u wielu lekarzy, ale nic nie wykryto i kiedy w poniedziałek (2.02) po kolejnych omdleniach, wymiotach i zawrotach głowy karetka zawiozła mnie na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Jeleniej Górze, lekarka powiedziała mi, że zamiast udawać, powinnam zmienić pracę i wstydzić się, że zajmuję miejsce innym pacjentom – skarży się jeleniogórzanka. – To słowo przeciwko słowu, ale taka sytuacja oczywiście jest niedopuszczalna – mówi Zbigniew Markiewicz, wicedyrektor jeleniogórskiego szpitala.

Obecnie 22-letnia Katarzyna przebywa w szpitalu w Wałbrzychu, gdzie wstępnie zdiagnozowano u niej epilepsję. Zanim jednak tam trafiła przeszła wiele badań w Jeleniej Górze. Robiła je zarówno prywatnie, jak i w szpitalu podczas wcześniejszych wizyt. Nic nie wykryto. Teraz diagnoza też nie jest w pełni potwierdzona. Cały czas trwają badania 22-latki. Jednak zarówno pacjentka, jak i jej rodzice nie mają żalu o brak diagnozy, ale zachowanie lekarki na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym…

W poniedziałek (2.02) pacjentka obudziła się w nocy, zaczęła wymiotować. Próbowała dojść do toalety. Upadła i zemdlała. Rodzice wezwali karetkę pogotowia, której zespół zadecydował, że dziewczyna powinna trafić do szpitala. I trafiła… na SOR.

- Lekarka powiedziała mi, że udaję, bo nikt przecież nie mdleje w nocy – opowiada pacjentka. – Usłyszałam, że jeśli nie chce mi się pracować, to powinnam zmienić pracę, albo z niej zrezygnować, a nie wymyślać sobie choroby. I powinnam się wstydzić, że tyle razy przyjeżdżam do szpitala, blokując miejsce innym pacjentom, którzy naprawdę potrzebują pomocy. Zadzwoniłam po rodziców, żeby mnie zabrali. Nie miałam siły udowadniać, że nie udaję. Jakiś młody chłopak próbował tę lekarkę uspokajać, ale ona mu coś tylko odburknęła – relacjonuje 22-latka.

Była to już kolejna wizyta pani Katarzyna na tym oddziale. Wcześniej trafiła na SOR 17 i 19 stycznia br. – Wówczas potraktowano mnie normalnie, zrobiono mi szereg konsultacji w tym kardiologiczną i neurologiczną, bo podejrzewano tętniaka, ale nic nie wykryto, więc wypisano mnie do domu – dodaje pani Katarzyna.

- Za każdym razem jednak, kiedy córka trafiała na SOR, musiała siedzieć w poczekalni i czekać, nikt nie przyjął ją na żaden oddział – skarży się pani Agnieszka, mama pacjentki. - Ale nic nie mówiliśmy, bo wierzyliśmy, że lekarze wiedzą co robią. Kiedy jednak w poniedziałek córka kolejny raz została zabrana do szpitala przez karetkę i pół godziny później zadzwoniła do nas z płaczem, żebyśmy po nią przyjechali, bo na SOR-ze lekarka wyzwała ją i próbuje z niej zrobić wariata, powiedzieliśmy: dość. - Widzieliśmy, że Kasia gaśnie nam w oczach – mówi pan Antoni. - Odbierając córkę zapytaliśmy lekarzy, czy ona musi umrzeć, by ktoś w końcu uwierzył, że jest chora - dodaje.

Dyrekcja szpitala zapewnia, że porozmawia z lekarką. – Nie jestem w stanie ustalić teraz, czy padły takie słowa, czy nie, ale oczywiście porozmawiam z personelem i zdyscyplinuję go – zapewnia Zbigniew Markiewicz.

– Muszę jednak podkreślić, że zespół nie zbagatelizował pacjentki. 17 stycznia br. przeprowadzono u niej szereg badań i konsultacji, które nic nie wykazały. Trzeba też pamiętać, że Szpitalny Oddział Ratunkowy nie jest izbą przyjęć, ale jednym z ponad 30 szpitalnych oddziałów, na którym się diagnozuje i leczy pacjentów. W tym przypadku pacjentka powinna równolegle (pomiędzy wizytami w szpitalu) robić badania specjalistyczne. Jeśli natomiast wymagała hospitalizacji, powinna być do nas skierowana, ale w innym trybie czyli przez specjalistę – dodaje wicedyrektor Wojewódzkiego Centrum Szpitalnego Kotliny Jeleniogórskiej.

Sonda

Czy zdarzyło Ci się, że samochodem wpadłeś/aś w poślizg, ale nic się nie stało?

Oddanych
głosów
662
Tak
81%
Nie
19%
 
Głos ulicy
Do dziś lubię marchewkę – przypomina mi dzieciństwo
 
Warto wiedzieć
Nowa era niewolnictwa – koniec wolnego świata
Rozmowy Jelonki
Zwierzęta boją się huku petard 100 razy bardziej niż człowiek
 
Kultura
Co roku mamy ponad 100 tysięcy gości
 
Aktualności
"Morsy" są w siódmym niebie
 
Aktualności
Spełniają marzenia z... metalu
 
Ciekawe miejsca
Ciechanowice – ślad wojennej tajemnicy
Copyright © 2002-2026 Highlander's Group