• Środa, 12 grudnia 2018
  • Godz. 2:47
  • Imieniny: Adelajdy, Ady, Aleksandra, Dagmary, Konrada
  • Czytających: 2721
  • Zalogowanych: 6
  • Niezalogowany | Zaloguj | Rejestracja

O cieplickich zbiorach Schaffgotschów (2)

Wiadomości: Jelenia Góra
Poniedziałek, 8 października 2018, 6:27
Aktualizacja: Wtorek, 9 października 2018, 7:11
Autor: Stanisław Firszt
Fot. Archiwum S. Firszta
Po przeprowadzonych kwerendach przez Muzeum Przyrodnicze w Jeleniej Górze ,w latach 2008– 2017 ( głównie 2012– 2017 ), wydawałoby się, że wiemy już prawie wszystko co stało się z cieplickimi zbiorami Schaffgotschów i gdzie dzisiaj się one znajdują. Niestety tak nie jest.

Nie wszystkie tropy i wątki poszukiwań obiektów z Biblioteki Majorackiej, archiwum zarządu majątku Schaffgotschów, zbiorów muzealnych i innych o dużej wartości historycznej i materialnej zostały wyjaśnione do końca. Niektóre informacje otwierają nowe i generują następne pytania i problemy do wyjaśnienia na ten temat.

Nie wszystkie instytucje w Polsce, które dzisiaj są beneficjentami „rozdawnictwa” zasobów należących niegdyś do Schaffgotschów, skłonne są odpowiedzieć jednoznacznie, czy są dzisiaj w posiadaniu takich obiektów czy nie. Przypomina to trochę zabawę w kotka i myszkę dwojga dzieci. Jedno odbierze drugiemu w ten czy inny sposób zabawkę i udaje, że nic się nie stało. Gdy właściciel żąda zwrotu lub tylko przyznania czyją zabawka jest własnością, ten który ją przejął mówi „udowodnij, że to twoja zabawka”, wiedząc doskonale, że rozmawia z jej właścicielem, bo doskonale wie skąd ją ma.

Na szczęście takich przypadków, godnych potępienia i napiętnowania jest niewiele. Instytucje raczej starają się nawet pomóc w tych poszukiwaniach cieplickim muzealnikom.

Tylko w ostatnich miesiącach Muzeum Przyrodnicze w Jeleniej Górze otrzymało nowe informacje o obecnym miejscu przechowywania bardzo cennych obiektów z cieplickich zbiorów. Muzeum Narodowe w Poznaniu (po przeprowadzonych inwentaryzacjach) poinformowało, że posiada dużą część militariów należących do Schaffgotschów. Z przekazanej listy obejmującej około 300 pozycji wiadomo, że są to: arkebuzy, muszkiety, strzelby, karabiny, szpady, miecze, itp. Po prostu jest to poszukiwana od dawna przez cieplickie Muzeum zbrojownia Schaffgotschów, która pierwotnie znajdowała się w dawnej czytelni Biblioteki Majorackiej.

Druga informacja dotarła do Cieplic z Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie w Zielniku Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego znajdują się przykłady (nie całość) zielników Winklera, pochodzące z 1883 roku, a zawierające okazy mchów, paprotników i porostów z Karkonoszy.

Najtrudniej jest wytropić obiekty z dawnych zbiorów Schaffgotschów, które w bardzo różny sposób trafiały w ręce prywatne. Żaden ich „posiadacz” nie chce za żadną cenę ujawnić tego faktu, a tym bardziej - w jaki sposób i kiedy wszedł w ich posiadanie.

Jedną z większych niewyjaśnionych tajemnic jest na przykład, co się stało z bogatym zbiorem numizmatycznym Biblioteki Schaffgotschów, w którym znajdował się m.in. kompletny zestaw monet i medali wybitych przez biskupa wrocławskiego księcia Filipa Gotarda Schaffgotscha. Całemu temu zamieszaniu winna jest wojna i zamieszanie jakie wywołała.

Zebrane z wielkim trudem i kosztem zbiory Schaffgotschów, zabezpieczone testamentem Johanna Antona Schaffgotscha, w 1733 roku poprzez włączenie ich jako elementu stałego i składowego niepodzielnego majątku, a później uporządkowane z wielkim trudem przez wiele osób, w tym wybitnych specjalistów wraz ze zbliżającym się na początku 1945 roku działaniami zbrojnymi, zostały w części (bardzo małej) wywiezione z Cieplic przez samych Schaffgotschów i częściowo ukryte (często nieskutecznie).

Kiedy w Cieplicach zabrakło prawowitych ich właścicieli, natychmiast znaleźli się „ich nieprawni sukcesorzy”. Część obiektów została rozkradziona i rozszabrowana, nie tylko przez zdobywców(Sowietów), ale też przez byłych pracowników w majątkach Schaffgotschów, m.in. polskich robotników przymusowych. Jeszcze w 1945 roku to, co nie zabrano, zostało przejęte przez polskie władze. I znowu część obiektów została rozdysponowana według uznania władz i oddana w ręce prywatne lub na wyposażenie np. szkół, teatrów, domów kultury, itp.

W latach 40. XX wieku to, co zostało wnikliwie rozpoznane przez specjalistów z Warszawy i innych większych ośrodków polskich a następnie, ocenione i spisane. Potem rozdzielone wśród „potrzebujących”. Na początku lat 50. XX wieku obiekty już posegregowane i formalnie przyznane przez różne ministerstwa, zostały fizycznie przekazane nowym ich właścicielom. Rozpoczęły się wywózki w różnych kierunkach do archiwów, bibliotek i muzeów. Tam zostały wpisane do zbiorów jako mienie poniemieckie. Nikt lub prawie nikt nie dbał o to, że wszystkie one miały trwałe oznakowanie wskazujące ich proweniencję.

Po latach, często celowo, numery te i oznaczenia usuwano, zastępując je nowymi. W ten sposób zacierano ślady rozdzielenia cieplickich zbiorów. To jest największy grzech ówczesnego muzealnictwa, to największe etyczne i moralne przestępstwo. To tak jak odbieranie niemowląt rodzicom i wychowywanie dziecka po swojemu, aby nikt nigdy się nie dowiedział jakie są jego korzenie. Usuwanie tożsamości obiektowi muzealnemu to kradzież dziedzictwa kulturowego regionowi skąd on pochodzi.

Choć powojenna Polska potrzebowała uzupełnić czymś swoje straty poniesione podczas strasznej wojny, to podział cieplickich zbiorów, ich rozwłóczenie, rozproszenie i ukrycie, albo nie przyznawanie się skąd pochodzą i czego dotyczą, to wielkie nieszczęście i wielka szkoda nie tylko dla Cieplic, ale dla całego Dolnego Śląska.

Z drugiej strony trzeba też przyznać, że dzięki tym działaniom wiele tych obiektów przetrwało. Gdyby pozostały w Cieplicach bez właściwej opieki archiwistów, bibliotekarzy, muzealników i konserwatorów, ich los byłby niepewny. Cieszyć powinno to, że większość cieplickich zbiorów przetrwała i jest dzisiaj w dobrych chociaż w obcych rękach. Smuci to, że nie wszyscy wspomniani beneficjenci chcą się przyznać, że posiadają obiekty z cieplickich zbiorów. Gdyby ujawnili to co mają, można byłoby pokusić się o przygotowanie w miarę pełnego inwentarza tego zasobu i w przyszłości przygotowanie chociaż wirtualnej ekspozycji. W ten sposób to, co zostało podzielone i rozproszone, byłoby ponownie scalone. I do tego dąży Muzeum Przyrodnicze w Jeleniej Górze, którego zbiory są jedynym elementem tej składanki, znajdującym się nadal w Cieplicach.

Twoja reakcja na artykuł?

10
50%
Cieszy
5
25%
Dziwi
1
5%
Nudzi
1
5%
Smuci
2
10%
Złości
1
5%
Przeraża

Czytaj również

Komentarze (9) Dodaj komentarz

~MarciSZ 8-10-2018 7:43
prosimy więc Wrocław o zwrot 300 sztuk zabytkowych militariów i nie będziemy się gniewać!
~zaboberek 8-10-2018 10:05
No i co z tego,że będziemy wiedzieli gdzie są cieplickie zbiory.O wiele ważniejsze byłoby,gdyby się udało spowodować ich powrót do tutejszego muzeum!
~detekt. 8-10-2018 10:44
Najuczciwiej było by gdyby Niemcy zabrali sobie te "fanty" i oddali w zamian to co zrabowali Polakom w czasie wojny.Oczywiście to tylko pobożne życzenia i niemczyzna stanowi teraz nasze zabytki.
~s. 8-10-2018 14:58
Co nasze muzea utraciły podczas wojny w Breslau, Waldenburgu czy Danzing, pozostaje dla mnie tajemnicą.
~Grzes 8-10-2018 15:13
Takie gotowe i skatalogowane zbiory - toż to skarb dla każdego muzeum. Ktos przez lata tworzył kolekcję, a inni się nią chwalą. Nie powinno tak być, ale cóż. Niemcy rozpoczęli wojnę, Niemcy "gasili Warszawę benzyną" i skutkiem swojej polityki utracili i ziemie, i miasta i wszelką rzecz jaka na tych ziemiach po nich została. A zwycięzcy jak to w zwyczaju podzielili się łupami. Teraz dopiero, wiele lat po wojnie odnajdujemy swoją teraz naszą tożsamość miejsca. Dopiero teraz dopominamy się o wszystko co z tej ziemi pochodz, bo czujemy jak bolesna to stratai. Dopiero teraz zaczynamy być dumni z dorobku mieszkańców tej ziemi bo to teraz nasza ziemia. I chcemy tym się chwalić i pokazywać przybyszom. I słusznie dochodzimy zwrotu rozgrabionych walorów. Bardzo dziękujemy za dotychczasową opiekę i starania o zabezpieczenie , ale to wszystko przynależy do nas, więc nie ociagajcie się i oddajcie. Popieram starania Pana Firszta o powrót zabytków do Cieplic. To podniesie prestiż miasta i przyciągnie zainteresowanych, a być może i pieniądze bo to prawie nierozłaczny duet.
~Juliusz 8-10-2018 15:26
Wprawdzie w artykule chodzi o zbiory Schaffgotschów w Długim Domu, które po 1945 roku "rozjechały się" po Polsce, ale osobiście uważam, że nie tylko. Przecież to co opowiadał mi mój Tata, mieszkający w Cieplicach od listopada 1945 roku, to w pobliskim pałacu Schaffgotschów również były cenne zbiory, gdzie funkcjonował szpital wojsk radzieckich. Więcej o tym na https://www.jelonka.com/historia-palacu-schaffgotschow-w-cieplicach-50569 Tata wspominał również o tym, że gdy Rosjanie opuszczali pałac, to wiele rzeczy (białe fortepiany, łóżka itp) wywalano przez okna na Plac Piastowski bo widocznie za ciężko im było je nosić. To czy oni nie wiedzieli o zbiorach muzealnych w Długim Domu? - nie wierzę. Fragment ze wspomnianej strony: "W lutym 1945 r. pałac opuścił Fryderyk Gotard Schaffgotsch. W pałacu znajdowały się wtedy skrzynie z zabytkami przywiezionymi przez wojska niemieckie z całej Polski m.in. z Wawelu, katedr warszawskich, krakowskich, muzeów, itp. Zwiózł je tutaj Gunter Grundmann. Po zakończeniu wojny zabezpieczył je polski robotnik przymusowy Kazimierz Pawelski. Obiekt ten następnie zajęła komendantura wojska radzieckiego. Pawelski od Rosjan (za wódkę) wykupywał różne przedmioty z pałacu i przenosił do zespołu klasztornego. Później Rosjanie urządzili tu szpital, niby dla kontuzjowanych i chorych żołnierzy, ale dziś wiadomo, że leczyli się tam po prostu wenerycy."
~Grześ 8-10-2018 22:42
do: ~Juliusz (15:26)
bardzo podobne były wspomnienia mojego ojca. Zaraz po wojnie pracując w wojskowej komendzie Jeleniej Góry miał kontakty z Rosjanami w różnych miejscach. W Cieplicach też. Zniszczenia, strzelanie do portretów, rzeźb, cięcie pokryć mebli i dywanów było na porzadku dziennym. Palenie drewnem z połamanych mebli też. Ile zniszczono bezpowrotnie - tego nie dowiemy się nigdy. Ale trakie prawo zwycięzcy - nikt tego nie liczył i nie rozliczał. Zbyt ciekawscy lub gorliwi mogli dostać przyjacielską kulkę - to się zdarzało w tych czasach. I jeszcze jedna uwaga. Przez długie lata okoliczne skupy makulatury i złomowiska przemieliły ogromną ilość wartościowych zabytków. Do dzis to robią. Ludzie nie wiedzieli że niszczą dorobek pokoleń, a pić się chciało. Nie było wiedzy na ten temat, a i władzy zależało na tym aby jak najwiecej pamiatek po dawnych mieszkancach tych ziem znikło. Wielu bardzo gorliwie przykładało do tego procederu rękę. Mało tego to służby konserwatorskie wydawały zgody na niszczenie pozostałości po cmentarzach, pomnikach, pozwalano na np wyburzenie praktycznie całej sredniowiecznej Jeleniej Góry, o Miedziance też trzeba wspomnieć. I tak po części trwa to do dzisiaj. Burzy się średniowieczne zabudowy ( ul Groszowa, Sobieskiego, Kilińskiego) i szybciutko stawia "stare - nowe", albo zupełnie nowe na odzyskanej parceli. To tak gwoli uzupełnienia.
~gall 8-10-2018 15:27
Firszt nie stara się o powrót tych zabytków do Cieplic, on tylko spisuje, co i gdzie teraz jest. wręcz cieszy się w tych swoich tekstach, że to nie wróciło i mówi, że nie chce, żeby to wróciło
~zaboberek 8-10-2018 20:30
do: ~gall (15:27)
Czy ty zdajesz sobie sprawę,jakie głupoty wypisujesz?Czy czytasz swój wpis zanim naciśniesz "wyślij"?

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2018 Highlander's Group