Piątek, 18 czerwca
Imieniny: Elżbiety, Marka
Czytających: 5447
Zalogowanych: 6
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Region Jeleniogórski: Ktoś otruł rój

Sobota, 24 maja 2008, 7:33
Aktualizacja: 7:34
Autor: Angela
Region Jeleniogórski: Ktoś otruł rój
Fot. Angela
– Straciliśmy dorobek naszego życia – mówią załamani pszczelarze z Pasiecznika. We wsi padły miliony owadów. Wszystko przez bezmyślność rolników, którzy opryskali pola rzepaku owadobójczym środkiem. Straty są ogromne. Czy pszczelarze mogą liczyć na jakieś odszkodowanie? Co grozi sprawcom?

– Kiedy zobaczyłam leżące pod ulami całe roje, myślałam, że serce mi pęknie – opowiada Zuzanna Turwanicka. – Najbardziej bałam się jednak o męża, który miał już zawał i cztery udary. Bałam się, że on tego nie przeżyje. Pszczoły to był cały jego świat.

Jak szacują mieszkańcy, padło ponad 350 rodzin pszczół w Pasieczniku, Barcinku, Lubomierzu i okolicach. Jedna rodzina to w zależności od pory roku – od 20 do nawet 50 tysięcy pszczół.
– Wszystko przez ludzką bezmyślność – mówią poszkodowani. Rolnicy bowiem opryskali swoje pola rzepaku w nieodpowiednim czasie i pszczoły zbierające pyłki kwiatów rzepaku po prostu się zatruły. Rolnicy powinni to zrobić już po przekwitnięciu rzepaku. A nawet jeśli chcieli wcześniej, powinni poinformować o tym pszczelarzy.

Tak się nie stało. Więcej, jak podejrzewają pszczelarze, użyty środek był sprowadzony z zagranicy (prawdopodobnie z Rosji) i nie posiadał żadnych atestów. Skutki są opłakane. Szacowane straty to 350 tysięcy złotych za same pszczele rodziny. Hodowcy nie zarobią też na sprzedaży miodu.

Tymczasem pszczelarzom chodzi nie tylko o pieniądze. Turwaniccy stracili całą pasiekę, w której było 46 rodzin pszczół. Owady te były dla nich życiową pasją.
– Nigdy nie zapomnę tego strachu, kiedy dostaliśmy informację o tym co się stało – wspomina Zuzanna Turwanicka. – Nie było nas w tym czasie we wsi. Zadzwonili do nas znajomi i powiedzieli, że nasze pszczoły padają.

– Patrzeliśmy na ledwo poruszające się pszczoły i nie mogliśmy nic zrobić. Został nam tylko płacz – mówi z kolei jedna z pszczelarek. – W jednej chwili pomyślałam o latach naszej ciężkiej pracy, o tym poświęceniu, by pszczoły przetrwały kolejne zimy. Chodziliśmy do uli latami, doglądaliśmy, pilnowaliśmy. A teraz? – pyta ocierając łzy. – W życiu nie spodziewałam się, że spotka nas taka tragedia.

We wsi już mówi się, kto mógł być sprawcą zatrucia pszczół. Na razie nie ma jednak dowodów.

– Sprawcom, o ile zostaną ustaleni, grożą surowe kary finansowe – mówi Anna Fedoruk specjalista ds. pszczół Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Tyle, że pszczelarzom nie chodzi o to, by szukać winnych.
– Nie jestem mściwa i nie pójdę do sądu, ale chciałabym, żeby ludzie zaczęli myśleć i zastanawiać się dwa razy zanim ponownie coś takiego zrobią – mówi pani Zuzanna. – Jedną nieprzemyślaną decyzją zniszczyli pasje i dorobek życia wielu ludzi
.
O podtruwaniu pszczół mówiło się już w poprzednich latach. Wtedy jednak skala była dużo mniejsza. – Musiało dojść do tragedii, by ktoś dostał odpowiednią nauczkę.

Jak mówi prezes Regionalnego Związku Pszczelarzy w Jeleniej Górze Stanisław Gibadło, sporo pszczelarzy pozostało bez środków do życia.
– Liczba zatrutych pszczelich rodzin wciąż wzrasta – mówi. – Odbudowa pasiek potrwa 2–3 lata. Jeśli mieszkańców będzie oczywiście na to stać, bo jedna pszczela rodzina kosztuje około tysiąca złotych.

W ubiegłym tygodniu Zarząd Regionalnego Związku Pszczelarzy w Jeleniej Górze przystąpił do badania opylanych roślin. Próbki zostały wysłane do laboratorium do Poznania. Zatrute rośliny i owady trafiły również do Agencji Rolnej we Wrocławiu i do laboratorium związku pszczelarstwa. Na dniach poznamy wyniki.
Niestety, pszczelarze nie mogą liczyć na pomoc finansową. Ci, którzy mieli ubezpieczone pasieki, dostaną odszkodowanie. Ale takich rodzin nie było wiele.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (12) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group