Czwartek, 21 stycznia
Imieniny: Agnieszki, Jarosława
Czytających: 3757
Zalogowanych: 5
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Świat: Kto wygra mundial - felieton

Piątek, 7 lipca 2006, 0:00
Aktualizacja: Piątek, 7 lipca 2006, 22:50
Autor: TEJO
Świat: Kto wygra mundial - felieton
Fot. www.globo.com.br
Miliony euro poruszające się w uosobieniu piłkarzy na niemieckich boiskach kończą w ten weekend futbolową fiestę europejską. Cieszę się, że Niemców Włosi wykopali z finału, choć nie przepadam za włoską piłką. Niezbyt podoba się tez futbol we francuskim wydaniu, którego siła pokonała – trochę przez przypadek – moją sentymentalną Portugalię.

Wielokrotnie wspominano – i to od ośmiu lat – że ci Francuzi z équipe nationale to tylko po części prawdziwi Francuzi. W większości naturalizowani przybysze z dawnych kolonii i zamorskich terytoriów zależnych. Choćby słynny Zinedine Zidane (Zizou), półbóg futbolu, który w przeciągu lat ośmiu od sięgnięcia na Stade de France w Paryżu po Puchar Świata, zdążył (za przeproszeniem niemal jak ten puchar) wyłysieć.

Oczywiście klasę ma wielką, choć po francusku mówi z wyraźnym niefrancuskim akcentem, a Marsylianki – hymnu narodowego – nie śpiewa. Podobnie jak Łukasz Podolski – gwoli ścisłości reprezentant Niemiec polskiego pochodzenia – nie intonuje słów do fragmentu kwartetu Haydna, niemieckiej narodowej pieśni. Aczkolwiek zarówno po polsku, jak i po niemiecku mówi dobrze.

Żeby nie było, że czepiam się narodowości. To przecież czarnoskóry Emanuel Olisadabe, Nigeryjczyk z polskim paszportem, pomógł Polakom w wywalczeniu awansu do mistrzostw świata sprzed czterech lat w Japonii i Korei. Pojechał tam z reprezentacją biało-czerwonych i w pożegnalnym meczu z USA strzelił gola.
Potem słuch po nim zaginął, bo Polacy, tak jak i w 2006 roku, po pierwszej rundzie musieli wracać do domu.
W tym roku do Niemiec nie pojechał Tomasz Frankowski, Polak rodowity, który też – jako łowca bramek – wywalczył z innymi pod wodzą Janasa awans do Weltmeisterschaft.

Nie problem, skąd kto pochodzi. Michel Platini (nie trzeba wyjaśniać, kto to jest), ma włoskie korzenie. Leo Benchacker, Holender krwi najczystszej, ma być trenerem Polaków. Pozostaje mieć nadzieję, że lepszym od rodaka Pawła Janasa

Na szczęście dla Polaków, nie tak jak podczas Mundialu w 1982 roku w Hiszpanii, drużyna nie trafiła na Włochów, którzy zagrają w finale. Wtedy bramki strzelał innym drużynom Zbigniew Boniek, asysty i gola zaliczył łysawy i wówczas w piłkarskim emerytalnym wieku wspaniały Grzegorz Lato. Bońka zabrakło w półfinale z Tiffosi za dwie żółte kartki. Polacy w dostali wtedy 2 : 0 (choć w meczu na początek z mistrzami świata z tamtego roku bezbramkowo zremisowali). W obronie grał właśnie Paweł Janas.

Kto wygra teraz? W finale stawiam mimo wszystko na Włochów, choć nie ośmielę się zgadnąć rezultatu. Może kieruję się pięknem meczu z Niemcami? Chyba najlepszego, jaki kibice zobaczyli podczas tegorocznego mundialu. Grosso i Del Piero (iście włoskie nazwiska) zrobili swoje.

W spotkaniu o trzecie miejsce mimo wszystko będę kibicem Portugalii. Nie z niechęci do Niemców. Ich fani zachowywali się na trybunach bardzo przyzwoicie. Gorzej z butą zawodników – zwłaszcza miną gwiazdy Michaela Ballacka, który – może na szczęście dla naszych zachodnich sąsiadów – w tym meczu nie zagra.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (22) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group