Sobota, 31 października
Imieniny: Augusta, Krzysztofa
Czytających: 6037
Zalogowanych: 7
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Kradną, bo to modne

Wiadomości: Jelenia Góra
Sobota, 29 marca 2008, 7:18
Aktualizacja: Niedziela, 30 marca 2008, 7:59
Autor: AGA
Fot. AGA
Siódme przykazanie jest łamane przez młodych jeleniogórzan kilkanaście razy dziennie w… hipermarketach. Kradną batoniki, bieliznę, maszynki do golenia, między półkami chowają butelki po wypitych napojach. Nie czynią tego z głodu lub wyraźnej potrzeby, ale dla szpanu i z nudów. Niezauważeni przez ochronę czują się bezkarni i zyskują uznanie w oczach znajomych. Tym, którym się nie powiedzie już nie jest do śmiechu.

Wtorkowe przedpołudnie w hipermarkecie Tesco. Dwie nastolatki wędrują między sklepowymi alejkami. Rozmawiają, śmieją się i powoli zmierzają w stronę kasy. Nie mają dużych zakupów – jedynie dwa batoniki. Spokojnie wykładają je na taśmę i przechodzą przez bramkę. W tym momencie rozlega się głośny alarm. Błyskawicznie pojawia się ochrona i prosi o otwarcie plecaka. Dziewczyna drżącymi rękami odpina zamek ukazując zawartość teczki – cukierki, batoniki, bakalie w czekoladzie. Przyjeżdża policja. Za kradzież słodyczy wartych 10 zł otrzymują po 200 zł mandatu.

– To był nasz pierwszy i ostatni raz – zarzekają się nastolatki, które zgodziły się opowiedzieć Jelonce o całej sytuacji, aby przestrzec przed podobnym czynem swoich rówieśników. – Chciałyśmy spróbować jak to jest, byłyśmy ciekawe czy nam się uda. Teraz wiemy, że był to jeden z najgłupszych pomysłów, na jaki mogłyśmy wpaść – mówią. Dziewczyny wspominają, że po raz pierwszy o kradzieży pomyślały, gdy dowiedziały się, że ich kolega robi to już od dłuższego czasu i z powodzeniem wynosi ze sklepu drobny sprzęt elektroniczny.

– Powiedział nam, w jakim miejscu stanąć, aby znaleźć się poza zasięgiem kamer. Dowiedziałyśmy się też, że musimy zerwać kody kreskowe, żeby nie włączył się alarm przy kasie – opowiadają nastolatki. Rady nie okazały się jednak skuteczne i dziewczyny zapłaciły za zakupy słony rachunek.

– Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, gdy usłyszałam alarm. W jednej sekundzie zrobiło mi się gorąco, serce waliło jak oszalałe i czułam, że robię się coraz bardziej czerwona. Najgorsze były spojrzenia ludzi dookoła. Ciężko mówić nawet o wstydzie, bo to było coś jeszcze gorszego – wspomina jedna z dziewczyn. Ochroniarz zabrał nastoletnie złodziejki do pomieszczenia, gdzie zostały przeszukane ręcznym wykrywaczem. – Tak bardzo się bałam, że od razu przyznałam się do wszystkiego. Miałam nadzieję, że dzięki temu dostaniemy niższą karę. I może zabrzmi to w tej sytuacji dziwnie, ale rodzice nauczyli mnie, żeby nigdy nie kłamać – dodaje.

Nastolatki przyznają, że gdyby im się udało, spróbowałyby jeszcze raz. – Kradzież wciąga – to jak narkotyk, dodatkowa atrakcja. Raz się udało z małą rzeczą, więc następny raz próbuje się ukraść coś cenniejszego. Aż kiedyś popełni się błąd i wtedy konsekwencje będą dużo poważniejsze. Może więc to dobrze, że tak się stało. Po tym, co przeszłyśmy jesteśmy pewne, że już nigdy więcej – zapewniają.

– Nie prowadzimy statystyki dotyczącej kradzieży w marketach czy sklepach, ale z tego, co wiem do policji trafiają około dwie takie sprawy tygodniowo – mówi Edyta Bagrowska, oficer prasowy policji. Wyjaśnia, że wszystko zależy od tego, czy zostało popełnione wykroczenie (czyli kradzież przedmiotu o wartości do 250 zł) czy przestępstwo, z którym mamy do czynienia, gdy wartość skradzionego przedmiotu wynosi powyżej 250 zł. Z pewnego źródła wiemy, że kradzieże sklepowe zdarzają się codziennie. Bywają dni, że jest ich nawet kilka pod rząd.

Choć hipermarkety nie chcą ujawniać szczegółowych statystyk, z informacji, jakie uzyskaliśmy od pracownika jednego z jeleniogórskich wielkich sklepów wynika, że faktyczna ilość kradzieży wychodzi na jaw dopiero podczas inwentaryzacji. – Jeśli przykładowo tygodniowo wykrytych zostaje 50 kradzieży, to można wyliczyć, że ich rzeczywista liczba jest kilka razy większa – mówi. Dodaje też, że teraz coraz częściej markety zatrudniają detektywów sklepowych, którzy stwarzając wrażenie zwykłych klientów bacznie obserwują, co dzieje się dokoła. – Dzięki takim osobom wykrywalność kradzieży znacznie wzrasta – stwierdza.

Złodzieje najczęściej kradną drobne rzeczy, które można schować do kieszeni, ukradkiem zjedzą batonika, wypiją jakiś napój. W jednym z hipermarketów Tesco kobieta próbowała wynieść ukryty pod spódnicą komputer stacjonarny.

– W niektórych szkołach i klasach zrobiła się taka moda – jak komuś uda się ukraść ze sklepu drobną rzecz, np. słodycze, zyskuje poklask wśród znajomych. W naszej klasie np. dwóch kolegów ukradło kiedyś 5 kg cukierków, a później częstowali nimi w szkole. Młodzież wzajemnie poduszcza się do popełnienia wykroczenia, wystawiając w ten sposób na próbę spryt i odwagę – mówią dziewczyny przyłapane w Tesco. Dodają jednak, że złodziejski szpan ma drugą stronę medalu.

– Szybko może do ciebie przylgnąć etykietka złodzieja. Może znajdzie się grupka, która uzna kradzież za “bohaterski” wyczyn, ale większość się odwróci. Tak naprawdę to wszystko nie jest warte tego, co przeżywa się, gdy cię złapią – poniżający wstyd i spojrzenia ludzi, jakbym kogoś zabiła.

Dlaczego młodzi ludzie kradną? – Jedni dla zabawy i szpanu, z chęci zwrócenia na siebie uwagi, ale znam też takich, których po prostu zmusza do tego sytuacja w domu. Choć oczywiście nie może to być usprawiedliwieniem. U mnie też nie jest wcale lekko, po zrobieniu opłat zostaje nam 30-50 zł miesięcznie na osobę. Nie warto jednak kraść. W ten sposób człowiek się nie wzbogaci. My tylko straciłyśmy. A pomyśleć, że za 200 zł, które muszę teraz zapłacić, miałabym koszyk pełen zakupów.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (29) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group