Wtorek, 13 kwietnia
Imieniny: Marcina, Przemysława
Czytających: 6541
Zalogowanych: 16
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: „Kabaret” z agresywnymi klientami pubów

Piątek, 14 czerwca 2013, 7:41
Aktualizacja: Sobota, 15 czerwca 2013, 8:23
Autor: KP
Dwóch nietrzeźwych, agresywnych mężczyzn w minioną niedzielę (9.06) dewastowało jeleniogórskie puby, obrażało klientów i obsługę, a policja poza pouczeniem ich nic nie zrobiła – piszą Czytelnicy. – Policjanci zrobili wszystko, na co pozwalało im prawo – odpowiada podinsp. Edyta Bagrowska, rzecznik jeleniogórskiej policji.

Relację z minionej niedzieli przesłali nam Czytelnicy, którzy prosili o anonimowość: Ogródek piwny baru "Belfast" na jeleniogórskim rynku. Dwóch awanturujących się klientów, jeden wyraźnie "po spożyciu", drugi "umięśniony" spożywa colę. Kelner wyzywany od "pedałów", "cwelów", opluty przez obu klientów. Nie pomaga interwencja pracownika lokalu (chyba właściciela ), dwaj awanturnicy nie dają spokoju kelnerowi i kelnerce. Wezwana zostaje policja, która pojawia się na sygnale i zaczyna się "kabaret". Czterech funkcjonariuszy zamiast "zwinąć" wyraźnie nietrzeźwego i agresywnego klienta, wdaje się z nim w jakąś zupełnie niezrozumiałą wymianę zdań. W tak zwanym "międzyczasie" dwóch awanturników wspomaga (widocznie zaprzyjaźniona) dwójka bywalców którejś z jeleniogórskich siłowni.
Obecność służb mundurowych nie onieśmiela prowodyra całego zajścia (jeśli dobrze usłyszałem "pana Janka " znanego pod pseudonimem "Łopata"). Nadal dominują przekleństwa i wpisywanie kelnera do grona mniejszości seksualnych. Po mniej więcej kwadransie tego kuriozalnego przedstawienia, dwaj panowie popijając piwo, przechodzą nie nękani przez nikogo z ogródka "Belfastu" do lokalu "Papa Luca", tam demonstracyjnie tłuką kufle i znikają w podziemiach lokalu. Jedna z kelnerek dzwoni na policję, ale zauważa że ta, znajduje się 50 metrów obok, więc podbiega do nich prosząc o interwencję.

Policjanci udają się do podziemi ratuszowych i wyprowadzają dwóch delikwentów. Ten mniej pijany (podobno syn jeleniogórskiego policjanta), zdąży jeszcze opluć kelnerkę i odgrażać się kierowcy policyjnego nissana. Zatrzymani (wreszcie) zostają odprowadzeni pod bar "Belfast" i "zapakowani" do radiowozu. Dodam jeszcze, że wszystko to działo się pod "czujnym" okiem kamer miejskiego monitoringu.

Czy tak powinna wyglądać praca stróżów prawa? Wulgaryzmom, groźbom, opluwaniu, spożywaniu alkoholu poza miejscami do tego wyznaczonymi nie towarzyszy właściwie żadna reakcja ze strony policji. Czy jest to nieudolność , czy są w mieście "równi i równiejsi" . "Pan Janek" krzyczał do funkcjonariuszy: „wy nie chcecie mnie zatrzymywać". O co w tym wszystkim chodzi. Brak narzędzi, czy strach przed ich użyciem? Kilka lat temu spędzałem Nowy Rok w Paryżu. W trakcie zabawy sylwestrowej na Polach Elizejskich zaczęła się awantura, nie wiadomo skąd pojawili się policjanci po cywilnemu. "Zadymiarze" zostali w mgnieniu
oka powaleni, skuci i usunięci z tłumu bawiących się ludzi. Dlaczego tam można, a u nas "cackamy" się z przestępcami zatruwającymi życie spokojnych obywateli – dodaje wzburzony Mieszkaniec.

Podinspektor Edyta Bagrowska, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji tłumaczy, że policjanci zrobili wszystko, na co pozwalało im prawo. - Kiedy policjanci przybyli na miejsce, osoby awanturujące uspokoiły się i nikogo nie wyzywały – relacjonuje policyjną wersję wydarzeń rzecznik policji. - Osoby poszkodowane nie chciały złożyć żadnego zawiadomienia, jedyne czego żądały to wyprowadzenia klientów z lokali, co policjanci zrobili. Na nic więcej nie pozwalało im prawo. Bez zgłoszenia nie ma poszkodowanych, a bez poszkodowanych nie można nikogo zatrzymać – dodaje podinsp. Edyta Bagrowska, rzecznik jeleniogórskiej policji.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (68) Dodaj komentarz

komentarz usunięty

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group