Środa, 18 maja
Imieniny: Aleksandry, Feliksa
Czytających: 6913
Zalogowanych: 9
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Horror buffo z lekka obryzgany kałem

Sobota, 24 stycznia 2009, 18:56
Aktualizacja: Środa, 28 stycznia 2009, 8:14
Autor: Mar
Jelenia Góra: Horror buffo z lekka obryzgany kałem
Fot. Bartłomiej Sowa
Miała być futurystyczna komedia, wyszedł popkulturowy kicz. To niestety najkrótsza ocena sztuki, która po raz pierwszy została wystawiona na dużej scenie jeleniogórskiego Teatru im. C.K. Norwida w miniony piątek.

„Sztuka dla dziecka”, bo taki tytuł nosi owo dzieło, powstawało w wielkich bólach, chociażby dlatego, że nie było pieniędzy na jego przygotowanie pod koniec ubiegłego roku. Prezydent jednak znalazł jakieś „zachomikowane” 30 tysięcy, dołożył do setki jaką teatr dysponował i sztuka powstała. Wyreżyserowała ją Monika Strzępka, jedna z modniejszych reżyserek teatralnych. Napisał Paweł Demirski, jak mówi teatralna plotka, przy stoliku w teatralnej kawiarni, a po kolejne rozdziały schodził posłaniec, żeby je natychmiast zanieść na scenę. Ten pośpiech widać aż nadto podczas prapremiery.

Chaotyczne sceny, upaćkane rozdeptywanymi ciepłymi lodami, ozdobione kałem w pielusze dziecka-spadochroniarza i na twarzy Królowej. Gęsto przetykane wulgaryzmami, które nie mają żadnego sensu w biegu akcji. Mówiono, że było ich zbyt dużo w przebojowym "Testosteronie", gdzie mają uzasadnienie wynikające z treści sztuki. Tutaj takiego uzasadnienia nie dostrzegłem, a "mięcho fruwa" po scenie nieustannie.

Zapowiedzi były bardzo obiecujące. - Political fiction. Horror buffo i czarna komedia o Europie, w której spełnił się najczarniejszy scenariusz. Nazistowskie Niemcy wygrały wojnę i zjednoczyły podbite kraje. 70 lat później, na drzewie jednego z europejskich miast pojawia się zaplątane w spadochron dziecko.

Dziecko, dość wyrośnięte się pojawiło w spadochronie zwieszonym na drzewie, ale cała reszta mało przypomina tę zapowiedź. Dlaczego w Europie (chyba raczej Germanii) zjednoczonej teutońskim porządkiem i organizacją, panuje typowo socjalistyczny syf i bałagan? Dlaczego rzeczywistość nawiązuje garściami do dzisiejszej popkultury i polityki, która była śmiertelnym wrogiem nazistów? (Białoruski przemytnik przebrany za fauna czy serial "Seks w wielkim mieście"?). Do tego rok 68 i denazyfikacja, czyli a rebours bunt zachodniej młodzieży przeciwko powojennemu skostnieniu. W Polsce był to jednak głównie rok wypędzenia polskich obywateli narodowości żydowskiej i nikczemna postawa wielu Polaków. Takich chybionych skojarzeń jest bez liku.

Wielka szkoda, że tak niewiele wynika z doskonałej gry większości aktorów i aktorek. Jak zawsze niezawodny Włodzimierz Dyła, Piotr Konieczyński, Małgorzata Osiej-Gadzina w roli Leni Riefenstahl czy Marcin Pempuś w roli dziecka z kupą w majtkach, to tylko najbardziej widoczne postaci. Cały zespół mógł stworzyć śmiało nazistowski horror, wyszedł spektakl, w którym niezwykle zabawnym momentem jest rozbijanie pomidora na głowie strażnika. Pomidor rozbryzguje się na siedzących w pierwszym rzędzie. Ubaw po pachy, prawie jak w Monty Pythonach.

Niestety, wydaje się, że ekipa pana Klemma nie widzi już sztuki bez wymiocin z pogryzionych jabłek, ani bez ekskrementów, którymi po obliczach mażą się aktorzy. Doszło do tego, że teatr trzeba będzie omijać, bo śmierdzi jak... wiadomo co.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (81) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2022 Highlander's Group