Środa, 21 października
Imieniny: Urszuli, Jakuba
Czytających: 1914
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Czar dobra i ducha Dickensa

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Niedziela, 6 grudnia 2009, 22:12
Aktualizacja: Wtorek, 8 grudnia 2009, 8:02
Autor: TEJO
Fot. TEJO
– Kto nie wyjdzie na scenę, nie dostanie przelewu – powiedział wśród burzy oklasków Ebenezer Scrooge, a raczej Jacek Grondowy, odtwórca tytułowej roli w premierowym przedstawieniu „Scrooge. Opowieść wigilijna” wg Charlesa Dickensa. Żartował, bo twórcy sztuki z początku nie chcieli pokazać się publiczności. Nie mieli powodów, bo pierwsze od ośmiu lat familijne widowisko zostało przyjęte przez publiczność bardzo ciepło.

W klimat dobrego przesłania sztuki wprowadzali już przy wejściu do Teatru im. Norwida uczestnicy warsztatów „Teatr i szkoła” przebrani w strój świętego Mikołaja i kostiumy z epoki wiktoriańskiej. Częstowali gości cukierkami. Podobną akcję przeprowadziły w foyer na piętrze radne: Bożena Wachowicz-Makieła i Anna Ragiel z wnuczką przebraną za aniołka.

Na familijne przedstawienie Teatr im. Norwida wyczekał się osiem lat. Ostatnim pomysłem dla widza od lat kilku do kilkudziesięciu była zrealizowana w 2001 roku przez Jana Szurmieja musicalowa adaptacja klasycznej powieści Marka Twaina „Przygody Tomka Sawyera”. Później jeleniogórzanie musieli zadawalać się albo przedstawieniami Sceny Animacji w Teatrze Zdrojowym (to przecież zupełnie inna forma przekazu sztuki), lub wątpliwymi pod względem jakości objazdowymi inscenizacjami edukacyjnymi z zewnętrz, ewentualnie okazjonalnymi widowiskami z Niemiec podczas Jeleniogórskich Spotkań Teatralnych.

Pomysł przeniesienia na scenę powstałego w XIX wieku znanego opowiadania angielskiego powieściopisarza Charlesa Dickensa w uwspółcześnionym przekładzie Andrzeja Polkowskiego „Scrooge. Opowieść wigilijna” w okresie przedświątecznym stanowi wartość samą w sobie. Wyzwanie spektaklu słynnego dzieła podjął się i nadał mu ostateczny kształt reżyser Henryk Adamek (poprzednią realizacją na jeleniogórskiej scenie był spektakl Jana Potockiego „Cyganie z Andaluzji” –1993).

Do wzruszającej opowieści o magicznych Świętach Bożego Narodzenia przekonywać nie jest trudno, choć nieprzetłumaczalny ze względów idiomatycznych dickensowski humor ma tu nieco inny wymiar. Jednak nie literacka oryginalność jest tu ważna, lecz narracyjna sprawność, klarowność, zainteresowanie widza. A wszystko to widać doskonale w urokliwej pozbawionej zbędnego nudnego moralizatorstwa inscenizacji, która uniknęła nadmiernego patosu, a jednocześnie nie otarła się o banał czy uproszczenie. Oto wysmakowany plastycznie komediodramat fantasy z łezką. A jego wyjątkowość zjednywać mu może nie tylko widzów przyzwyczajonych do teatru zrozumiałego.

Wydarzenia przebiegają w ubogim Londynie, w okresie wiktoriańskim. Po śmierci swojego partnera biznesowegoJakuba Marleya, pozostały przy życiu wspólnik firmy Scrooge i Marley – cyniczny bankier Ebenezer Scrooge (Jacek Grodnowy) okazuje się także egocentrycznym samotnikiem skąpiradłem.
Odwraca się od własnej rodziny, a jego największą troską są pieniądze i praca.

Nie przejmuje się osobistym urzędnikiem kancelaryjnym, ubogim a pogodnym Bobem Cratchitem (Jarosław Góral), mężem i ojcem, któremu płaci głodową pensję 15 szylingów tygodniowo. I taki właśnie zimny jak głaz Scrooge podczas świąt Bożego Narodzenia siedzi sam w swoim ascetycznym domu, gdzie odwiedzają go niecodzienni goście z zaświatów.

Pierwszy z nich to skuty łańcuchami duch zmarłego siedem lat wcześniej jego wspólnika Marleya (Kazimierz Krzaczkowski), który za swoje skąpstwo zostaje skazany na wieczną tułaczkę wlokąc za sobą ciężki łańcuch zła. To widmo usiłując pokazać błędy w drodze życiowej Scrooge’a, przestrzega go, że jeśli się nie poprawi, to podobnie zakończy swój żywot. Duch Marleya zapowiada przybycie trzech duchów Świąt Bożego Narodzenia - minionych, tegorocznych i przyszłych.

Duch Dawnych Świąt Bożego Narodzenia (Jacek Paruszyński) ukazuje sprawy z przeszłości, począwszy od dzieciństwa, a skończywszy na ostatnich świętach, gdzie Scrooge zobaczył m.in. jak spędzał wigilię u pana Alberta Fezziwiga (Bogusław Siwko), dobrotliwego, starego kupca oraz bolesne wspomnienie - zakochaną w nim narzeczoną Bellę (Magdalena Kępińska), która nie mogła strawić jego egoizmu.

Kolejny gość, Duch Tegorocznych Świąt Bożego Narodzenia, duch dobrego, szczodrego i serdecznego usposobienia (Bogusław Siwko) doprowadza Scrooge’a do domu kochającej się biednej rodziny Cratchitów podczas ich bardzo skromnej kolacji wigilijnej, gdzie ujawnia się kaleki i śmiertelnie chory najmłodszy syn Tim (Ignaś Gadzina). Ostatni upiór, Duch Przyszłych Świąt (Robert Mania) przedstawia cienie spraw, które mogą się zdarzyć, pokazuje przyszłość, jaka być może czeka Scrooge’a, jeśli się nie zmieni; jego śmierć i pogrzeb, którego nikt nie będzie opłakiwał.

„Scrooge. Opowieść wigilijna” kończy się optymistycznie. Po odwiedzinach duchów, życie Scrooge’a ulega metamorfozie. Scrooge z opryskliwego samotnika i samoluba bez skrupułów staje się towarzyski, opiekuńczy i radosny, a z dusigrosza – szczodry.

Henryk Adamek postanowił udowodnić, że nawet klasyczna powieść nie musi być utworem anachronicznym, mimo że obywa się bez pomocy brutalnych czy drastycznych scen. To przecież słodko-gorzki spektakl odsłaniający wewnętrzną pustkę, samotność w świecie obsesyjnej pogoni za mamoną. Najbardziej rodzinne ze świąt wyraźne potęguje zaznaczenie samotności Scrooge’a i tęsknotę za ojcowską miłością.

Na kartach swej powieści Dickens odmalowuje portret samotnego Scrooge’a tak bardzo przemawiający do wyobraźni i wyrazisty, że każde wcielenie teatralne będzie pewnie jakąś redukcją. A tymczasem odtwórca tytułowej roli egoistycznego skąpca i dziwaka – Jacek Grondowy odnalazł pomysł na postać i dzięki niemu Scrooge ożywa na nowo. Wdzięczną kreację stworzył Jarosław Góral jako źle traktowany pracownik Cratchit, rzadko dziś się zdarza tak odważna charakterystyczność w czasach dominacji aktorstwa antypsychologicznego.

Interesujący okazał się zagrany przez Martę Łącką epizod praczki pani Dilber. W pamięci zapisują się: Robert Mania mający łatwość aktorskich transformacji oraz ciekawie poprowadzony Bogusław Siwko wraz z niebywałą vis comica. Są wreszcie pyszne epizody: Magdalena Kępińska jako Bella, urodziwa pani domu, niegdyś ukochana Scrooge’a, Anna Ludwicka w roli Janet, żony Freda Holywella i jako Karolina, małżonka jednego z dłużników Scrooge’a, Iwona Lach w roli posługaczki oraz jako pani Fezziwig.

Przyjemność patrzeć i bawić się w towarzystwie Igora Kowalika, który wymyśla sztuczki, jakich jeszcze w swoim aktorskim żywocie chyba nie stosował. Tylko ten saksofon, który chyba za bardzo „przyrósł” do ust aktora po fredrowskim „Liście”. Znany z talentu do ról charakterystycznych Andrzej Kępiński jako Dick, mąż ex-ukochanej Scrooge’a gra bardzo plastycznie.

Obok profesjonalnych aktorów występują dzieci (Julia Gadzina, Mira Kępińska, Ignaś Gadzina, Kacper Grondowy, Wojtek Kowal i Aureliusz Miszczyk), równie znakomicie wywiązujące się ze swych ról, co doceniła publiczność nagradzając tych adeptów sceny wyjątkowo mocną owacją. Nastrojowości dodaje operowanie światłem, wydobywanie i zatapianie aktorów w mroku sceny, co nie tylko cieszy oko, ale przede wszystkim rozbudza wyobraźnię widza. Wszystko spaja muzyka Rafała Smolenia z motywem przewodnim i malowanym dźwiękiem klimatem przedstawienia.

Sumując: „Scrooge. Opowieść wigilijna” nie jest wydarzeniem teatralnym godnym peanów, bo takim być po prostu nie może. To teatr edukacyjny bez pedagogicznego smrodku. To udana realizacja sceniczna całości (ruch opracował Jan Hasiej, uczeń Mistrza Tomaszewskiego). To mroczne i kolorowe w finale przybliżenie dawnego Londynu, który – ze swoimi ponadczasowymi problemami ludzkiej egzystencji – wyrasta wszędzie tam, gdzie żyje człowiek. To pełna uroku i srogości zarazem bajka, która w życiu niejednego z nas może wydarzyć się naprawdę.

Po premierze Kamil Maćkowiak i Waldemar Zawodziński, twórcy „Niżyńskiego” najwyżej ocenionego spektaklu XXXIX Jeleniogórskich Spotkań Teatralnych otrzymali nagrody ufundowane i wykonane przez Dariusza Milińskiego, charyzmatycznego artystę z Pławnej Dolnej.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (23) Dodaj komentarz

~lu-ka 6-12-2009 23:02
Zgadzam się z tekstem powyżej. A tak na gorąco dodać jeszcze należy, że była świetna dekoracja, stwarzała świetny klimat. Oczywiście gra głównego bohatera była rewelacyjna, jak zawsze Jacek Grondowy pokazał swój wielki kunszt aktorski!!!! Wielkie brawa dla Niego. Dzieci były rewelacyjne...Polecam wszystkim to przedstawienie, chwila refleksji przed Bożym Narodzeniem, zastanowienie się nad swoim życiem .......
~ 6-12-2009 23:37
z zaświatów, nie zza światów
_Dag 6-12-2009 23:58
Absolutnie udany spektakl, bierzta rodzinę pod pachę i idźta, każdy coś dla siebie znajdzie... I te efekty! No i oczywiście wspaniałe dzieciaki :)
~:) 7-12-2009 9:29
Polecam spektakl. Niesamowity klimat i scenografia!
~Edek 7-12-2009 9:36
Brawa dla aktorów-piękna sztuka, wspaniała gra aktorów, kostiumy i rekwizyty! Szkoda tylko, że dzieci które przyszly na próbę generalną, wychodząc o 21 musiały oglądać zamuloną młodzież wychodzacą z "Pubu" lub z toalety i na środku holu co drugi dopinał rozporek-skandal!. Zamiast glareii, wystawy artystycznej w takim miejscu: alkochol, zamulona młodzież i nieprzyzwoicie ubrane dziewczyny wyglądające nie powiem jak....Gdzie ta kultura i klimat teatru z dawnych lat?
~ 7-12-2009 9:42
Gratulacje dla Dzieciaków:)
~eva 7-12-2009 10:18
Spektakl zrobiony z klimatem. Świetna scenografia, muzyka i choreografia. Aktorzy maja potencjał ,dzieci dały sobie radę ,tylko grać i oglądać. Warto było przeznaczyć ten wieczór na wyjście do teatru. Dziękuję.
~BaBa 7-12-2009 11:40
Oby tak dalej, w końcu nasz teatr wraca do swojej formy!!! Rewelacyjny spektakl polecam każdemu!
~Rosa 7-12-2009 12:07
Grondowy jest Grondowym i wypadł blado tej nocy, w przeciwieństwie do wielu ról drugo- i trzecioplanowych.
~ja 7-12-2009 13:38
Nuda.Ramota zrobiona bez pomysłu. Kiepskie aktorstwo.Broni się scenografia i sceny zbiorowe gdzie jest piękny ruch sceniczny. Zespół jest mocny jako zespół w scenach zbiorowych i ma potencjał, ale nie ma osobowości do wielkich ról, albo tak ukryte ze ich nie widzę.
~ga-ga 7-12-2009 14:41
Fakt, w tym teatrze nie ma dobrych aktorów (oprócz p.Babińskiej)
~Widz 7-12-2009 15:41
Wypowiadać się każdy może. Jednak kto czytał tekst w tłumaczeniu Andrzeja Polkowskiego wie, że ten aktor grający Scroogea nie dość, że nie udźwignął tej bardzo trudnej roli (mniejsza o to, że w pierwowzorze bohater jest starcem, przecież Scrooge na scenie może mieć i 20 lat), to chyba w ogóle nie przea...lizował kogo gra i co gra, a w finale o przemienie wewnętrznej nawet nie ma mowy. Należy o tym zapomnieć. Scrooge jest chamski i odzywa się do ludzi jak agresywny prostak. I to ma być ta zmiana? Aktor nauczył się tekstu, ma wyrobionych parę gestów i manierycznych technik mówienia, publiczność zna jego nazwisko i to ma być ten chwyt na postać Scroogea. Jednak chwała Bogu, że nie było przy tym żadnych udziwnień i romansów ze współczesnością. Kierując spektakl głównie do najmłodszej publiczności, dla niej wszelkie udziwnienia mogłyby być zwyczajnie niezrozumiałe. Ujmują mnie natomiast: Bob Cratchit i Fred Holywell, ich żony, ich rodzinne dramaty i radości, które faktycznie przypominają, że niebawem Wigilia.
~kayzek 7-12-2009 20:12
Wyjątkowo żałosna chała schlebiająca najtańszym gustom
_Dag 7-12-2009 22:07
Hej! A ja będę "naszego" Scrooge'a bronić rękami i nogami. Konwencji zresztą też, tym bardziej, że pomysł obsadzenia go młodszym niż oryginał przewiduje aktorem spodobał mi się. To było bardziej uniwersalne i... chyba jednak współczesne? Mało to takich młodych, a już zgorzkniałych i goniących za forsą przynoszą obecne czasy? A co do gry aktorskiej, to może nie jest najwybitniejsza rola pana Grondowego, ale nie można stwierdzić, że nie zrozumiał swojej postaci. Mi osobiście taka wersja Scrooge'a przypadła do gustu. Może dlatego, że była inna, a po ostatniej scenie widać, że - w przeciwieństwie do większości adaptacji - jego przemiana nie jest jakaś "magiczna" i sprzeczna z psychologicznym realizmem. Kayzek - a twojemu zapewne "wysokiemu" gustowi schlebiał najbardziej repertuar ostatnich sezonów, ne? :P
~Cygan 8-12-2009 1:14
c...nie z Andaluzji... to był gniot.... Wspomnienia powracają....
~Zwykły widz 8-12-2009 6:46
Nareszcie można pójść do Teatru. Natomiast ciekawi mnie co robią niektórzy aktorzy/ki/ w obecnych spektaklach. Przecież granie w takich" bylejakich spektaklach "- bez kału i rzygowin na scenie - to uwłacza ich godności.
~Do zwykły widz 8-12-2009 8:06
I co jątrzysz- nie od aktora zależy w czym gra i nie tobie przesądzać czy mu coś uwłacza czy nie, bo jesteś zwykły... A zwykły to napewno nie "nadzwyczajny" i napewno nie "wyjątkowy" To co możesz wiedzieć??
~zwykły widz 8-12-2009 15:53
Do kogoś z godz. 8,06. Nie masz racji. Aktor jest takim samym pracownikiem jak miliony ludzi w naszym kraju. Może mu się nie podobać dyrektor, repertuar, klimat miasta itd. A naszym mieście jeszcze się tym aktorom nie podobał widz, bo dlaczego nie chodził do tego teatru, gdzie "serwowano" mu takie "ambitne sztuki". Aktor w XXI wieku może tak jak inni ludzie/ zwykli/ założyć własny teatr/własną firmę/. Przykładem jest tutaj małżeństwo aktorów P.Kutowie. Rynek weryfikuje nasze aspiracje. Gdyby repetruar P. Kutów nie odpowiadał widzom, wówczas szybko by splajtowali. A ONI SIĘ JESZCZE ROZWIJAJĄ. !!!
~Najzwyklejszy widz 8-12-2009 21:34
Powiem krótko - podobało mi się. I basta.
~zaczarowana scrooge 8-12-2009 23:17
I mnie się podobało. Widownia wypełniona po brzegi:dzieci ,młodzież , dorośli.Taką atmosferą można się upajać długo. Spektakl mnie wzruszył,zna magiczna atmosfera też. Warto było się przełamać.Teatr jest do grania nie do politykowania. Amen.
~bono 9-12-2009 8:46
~Pyzdra 9-12-2009 20:57
Do kogoś z godz. 8:06; No tak. Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Nie interesuje mnie jak aktor bawi się na scenie i leczy swoje kompleksy (bywa to dla niego terapią choroby alkoholowej, s...xualizmu czy nikotynowo-narkotywkową, potrzeba wyżycia się), a jeszcze za to płacą, ale czy ma talent i nie rozmienia go na drobne. Wiem, że ten spektakl jest bardziej wizulany niż ograny aktorsko. Jednak jest o czymś. I są naprawdę aktorskie perełki w wykonaniu Magdy i Andrzeja Kępińskich, Iwony Lach, Marty Łąckiej, Ani Ludwickiej, Igora Kowalika (to chyba jego debiut na tak dużej scenie, więc mogą mu wiele wybaczyć) czy Roberta Manii...Wiadomo, że lubimy łzawe melodramaty, więc płaczemy razem z Małgosią Osiejową-Gadziną i Jarkiem Góralem za tym najmłodszym zmarłym synkiem.
~Anzelm 10-12-2009 8:25
Ale ta Jelenia skapciała. Zachwyca się dnem. Na, ale jak Klem postawił miary, to taki Koca może być gwiazdą.

Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group