Piątek, 25 czerwca
Imieniny: Doroty, Łucji
Czytających: 2919
Zalogowanych: 0
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Jelenia Góra: Cieplice, zbuntujcie się! - felieton

Niedziela, 15 lipca 2007, 0:00
Aktualizacja: Niedziela, 15 lipca 2007, 20:00
Autor: TEJO
Jelenia Góra: Cieplice, zbuntujcie się! - felieton
Fot. rylit
Czy bez rozwodu z Jelenią Górą ciepliczanie doczekają lepszych czasów?

Uzdrowiskowa część Jeleniej Góry sama wymaga pilnej rehabilitacji, bo może z nią być źle. To każdy, nie tylko kuracjusz, zauważy po pierwszych odwiedzinach zdroju. Może się wszak zdarzyć, że do hasła widniejącego w holu Domu Zdrojowego – „Najstarsze uzdrowisko w Polsce”, ktoś nie bez racji dopisze „i najgorsze”.

I nie chodzi tu o jakość samej kuracji, która – jeśli wierzyć balneologom – wciąż pozostaje na tym samym poziomie, choć warunki jej przeprowadzania zdecydowanej poprawie nie ulegają. Tu chodzi o coś więcej. O poszukiwanie takiej formuły dla Cieplic, aby przynajmniej odzyskały część dawnej reputacji.

Byłem w Mariańskich Łaźniach u Czechów, jeszcze za schyłkowej komuny, kiedy na każdym rogu ulicy stały czerwone gwiazdy, a z transparentów biło w oczy hasło – „Leninovskou cestu po vecni cas”.

Ale obok tych „gadżetów”, które niebawem zmiotła Aksamitna Rewolucja, w owym uzdrowisku grała smyczkowa orkiestra, a walce Straussa przypominały o cesarsko-królewskim klimacie. Kuracjusze przechadzali się z wolna po parku popijając w dzbanuszkach mineralną wodę. Całość wyglądała trochę jak plener do kręcenia filmu. Ale nie było żadnych kamer. Zapytałem znajomego Czecha, czy to jakieś święto, może rocznica. – Nie, tak jest codziennie w sezonie. Świątek, piątek, czy niedziela – odpowiedział.

Nie było zbyt wiele czasu, aby to uzdrowisko obejrzeć, ale porównanie z Cieplicami nasunęło mi się samo, bo to miasteczka mniej więcej o zbliżonym charakterze (choć Cieplice już wtedy, niestety, miastem nie były). W Marianskich Laznach, oprócz promenady z przygrywającą w muszli koncertowej orkiestrą, było kino, kilka przyzwoitych knajp, a dookoła – trasy turystyczne i cała sieć ścieżek rowerowych. I to – powtarzam – za schyłkowej komuny, kiedy to ta „wieczna leninowska droga” miała dla ówczesnej Czechosłowacji wkrótce się skończyć. Jak tam jest teraz? Nie wiem, ale przypuszczam, że nie gorzej.

Wiem za to, jak jest w Cieplicach. Darować sobie można opis marazmu w tej części Jeleniej Góry, bo jak jest – każdy widzi. Nie pomoże kosmetyka placu Piastowskiego, remont mostu, odpicowanie kilku uzdrowiskowych pawilonów, a nawet legenda Pałacu Schaffgotschów, w którym szkolą się inżynierowie, ale niekoniecznie swoją wiedzę dla dobra zdroju wykorzystują.

Nie ma kina, basenu z prawdziwego zdarzenia, porządnego sklepu, codziennych występów uzdrowiskowej orkiestry, wieczornego „podwójnego” życia, jakie prowadzone jest w każdym szanującym się kurorcie. Dla jeleniogórzanina, czy ciepliczanina, który korzystając z „dobrodziejstw” Narodowego Funduszu Zdrowia, chciałby zażyć kąpieli u wód, nie ma nawet takiej możliwości. Znaczy jest, ale – w styczniu roku przyszłego albo i później.

Przyczyn tego jest cała masa: wystarczyłoby na elaborat. Najważniejsza – systemowa, bo w żadnym polskim kurorcie za państwowe pieniądze podobno nie jest dobrze. I druga – obyczajowa. Po prostu Cieplice nie mają swojej tożsamości. Straciły ją po bezsensownym przyłączeniu miasta do granic Jeleniej Góry po reformie administracyjnej w roku 1975. To, co miało stolicy Karkonoszy zwiększyć liczbę mieszkańców podnoszącej rangę jako stolicy województwa, wbiło nóż w plecy Cieplicom.

Zależne od Jeleniej Góry – mimo ostatnich inwestycji, które po części były elementem kampanii wyborczej, a po części finansowane są z funduszy unijnych – Cieplice staczają się po równi pochyłej. Nie mają w radzie miasta na tyle skutecznych reprezentantów, aby o sprawy zdroju zawalczyli w jeleniogórskim ratuszu. Mimo deklarowanej więzi z dawnymi Cieplicami, ich co bardziej wpływowi mieszkańcy niewiele mogą zrobić, ponieważ Uzdrowisko nie stanowi odrębnej i autonomicznej jednostki samorządowej, jaką mogłyby być Cieplice Śląskie Zdrój.

Cieplice powinny się zbuntować i wziąć rozwód z Jelenią Górą. Może zapytać ciepliczan w referendum, czy chcą. Jeśli nie chcą, uzdrowisko dalej będzie toczyła stagnacja. Jeśli zechcą, wezmą sprawy w swoje ręce. Łatwiej kierować rozwojem w sumie odrębnego organizmu miejskiego, na siłę połączonego z innym, z Pałacu Schaffgotschów (kiedy w końcu będzie tam nie „fabryka inżynierów”, ale na przykład, cieplicki magistrat połączony z zespołem muzeów…) niż z odległego o kilka kilometrów jeleniogórskiego ratusza.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (23) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2021 Highlander's Group