Środa, 28 października
Imieniny: Szymona, Tadeusza
Czytających: 2261
Zalogowanych: 1
Niezalogowany
Rejestracja | Zaloguj

Alosza Awdiejew się nie starzeje. Słowiańska dusza!

Wiadomości: JELENIA GÓRA
Poniedziałek, 21 lutego 2011, 21:57
Aktualizacja: Wtorek, 22 lutego 2011, 7:54
Autor: TEJO
Fot. TEJO
W jego wykonaniu nawet dowcip z brodą ma nieprzeciętny urok, a swoisty melanż tego, co najlepsze w Rosjanach i Polakach owocuje błyskotliwym artyzmem humoru przyprawionego muzyczną nostalgią!Mowa o Aloszy Awdiejewie, krakowskim artyście o rosyjskich korzeniach, który 40 lat temu osiadł w naszym kraju.

– Rad nie rad, urodziłem się w Kraju Rad. Jeszcze niektórzy z was pamiętają, co to takiego. Ale zapewniam was, że nie miałem na to najmniejszego wpływu – powiedział dziś do publiczności, która niemal do ostatniego miejsca wypełniła widownię dużej sceny Teatru im. Norwida.

Awdiejew przyjechał do Jeleniej Góry, która wśród wielu miast znalazła się na szlaku promocyjnym najnowszej płyty bohatera wieczoru „Awdiejew na bis”. Krążek nagrano w ubiegłym roku, kiedy to panu Aloszy „strzeliła” siedemdziesiątka. Trwające właśnie tournée jest określane jako urodzinowe. Jednak tego wieku po artyście nie widać: młodzieńcza werwa, mocny głos i pełne wdzięku poczucie humoru, właściwe chyba tylko prawdziwej słowiańskiej duszy. A taka z całą pewnością jest w Aloszy Awdiejewie: zebrał najlepsze cechy swojej „rosyjskości” i połączył z „polskością”.

Alosza Awdiejew: – Tato, kim ty w końcu jesteś: Polakiem czy Ruskim? – spytał mnie syn. – A dlaczego pytasz, dziecko? – odpowiedziałem. – A bo sąsiad ma taki fajny rower, i nie wiem, czy mu go ukraść, czy poprosić, żeby sprzedał. – Przyszliście tu, żeby się pośmiać, bo sami śmiać się nie potraficie – przekomarzał się z widzami artysta. Cały wieczór zresztą oparty był na monologu „uczestniczącym”. Goście mogli odnieść wrażenie, że artysta każdego z osobna zaprosił na dowcipną pogaduszkę okraszoną świetną muzyką. Awdiejew ma zresztą świetny kontakt z widownią, na co trudno pozostać obojętnym.

Bohater wieczoru sypał dowcipami jak z rękawa: tymi już gdzieś słyszanymi, i całkiem nowymi. Wiele w nich było reminiscencji ze wschodu. Artysta opowiadał o Odessie, która wśród miejscowych uważana jest za odpowiednik polskiego Wąchocka. Awdiejew ożywił też dawny świat żydowskich miasteczek ubarwiając swoją opowieść sporą dawką humoru. Awdiejew potrafi śmiać się sam z siebie i w pełnej świadomości kpić z wad i przywar. – Ceńcie alkoholików! W każdej chwili i wy możecie do nich dołączyć – usłyszeli widzowie. Bo przecież czego, jak czego, ale gorzałki u Słowian zabraknąć nie może.

Nie mogło zabraknąć muzyki: fenomenalnej dla miłośników nostalgii ballad Okudżawy czy też Wysockiego. Dodajmy do tego fascynację Awdiejewa lotnym prestissimo cygańskich melodii i świetną grę na gitarze: zarówno samego pana Aloszy, jak i jego scenicznych towarzyszy, głównie mu akompaniujących, czasem wpadających w dialog: Marka Piątka (gitara akustyczna) i Kazimierza Adamczyka. Po prostu: porywające.

Nic zatem dziwnego, że występ zakończył się owacją na stojąco. – I tak w planie mieliśmy bisy – uśmiechnął się Awdiejew. Tyle że repertuar wybrała publiczność. Artyści bisowali podwójnie: zabrzmiał, między innymi, znany romans „Oczy czarne”, a na koniec refleksyjna „Modlitwa”, która była swoistym katalizatorem śmiechu i sprowadziła widzów na ziemię. Po koncercie pan Alosza rozdawał autografy. – Pewna staruszka powiedziała mi, że póki żyję, to nie mają one zbyt wielkiej wartości – żartował. - Sto lat! - życzyli mu fani.

Ogłoszenia

Czytaj również

Komentarze (2) Dodaj komentarz


Dodaj komentarz

Zaloguj
0/1600

Czytaj również

Copyright © 2002-2020 Highlander's Group